To była druga lekcja. 14-latek stracił przytomność. Rozpoczęła się akcja ratunkowa. Na początku nikt nie podejrzewał, że może chodzić o alkohol. To wzorowy uczeń ósmej klasy. Ten uczeń został odwieziony do Szpitala Powiatowego w Radomsku.
Piątek 12 grudnia zaczął się tak jak zawsze. Od dzwonka na pierwszą lekcję w Publicznej Szkole Podstawowej w Kodrębie. Dwie godziny później w szkole było już pogotowie ratunkowe i policja. Ratowano ucznia jednej z ósmych klas. Sytuacja wyglądała na bardzo poważną i tak też ją potraktowano.
Dyrektor szkoły Wioletta Pal potwierdza tylko, że doszło do takiej sytuacji. Tak, jeden z uczniów zasłabł. Zajęto się nim od razu, udzielono mu pomocy, wezwano służby ratunkowe. Sytuacja, do której doszło, jest dokładnie wyjaśniana. Więcej powiedzieć nie może. Poza tym, że w tej sytuacji zadziałały wszystkie procedury, a bezpieczeństwo nie ......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 68% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Może w końcu ktoś zwróci uwagę na to co dzieje się w tej szkole. Zaczynając od pani dyrektor i jej wybuchów złości oraz używania wulgaryzmów w komunikacji z dziećmi. Niestety od wielu lat w tej szkole dzieją się bardzo dziwne sytuacje i jakimś cudem nikt nie reaguje
Za poprzednich dyrekcji działo się jeszcze więcej... Tylko nie było portali społecznościowych, a co za tym idzie takiego obiegu informacji
Widocznie organ zalozycielski nie widzi nic w tym złego, zresztą nie tylko w tej szkole , układy i każdy broni swojego jak nie wygodny to o byłe "pierdole" odwołają
Tak, to prawda...wybuchy złości, przekleństwa w stronę dzieci i rodziców to norma ze strony dyrekcji. Czy to apel czy niespodziewane wtargnięcie do klasy to Pani dyrektor nie ma hamulców w wyrażaniu swoich poglądów...
A może chłopiec ma problemy? Może trzeba mu pomóc a nie trąbić po wszystkich odpustach i gazetach!
Problemem jest to że jak ktoś w klasie nie pasuje to podpuszczają jeden drugiego, a taka osoba chce się wpasować i przypodobać kolegą żeby go lubili.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Kłamstwo ja chodze do tej szkoły i nikt na nikogo sie nie wydziera ani zadne nauczyciele nie piją na wycieczkach i pani dyrektor jest bardzo sympatyczna osoba
Kolegom. Om om. Liczba mnoga. Idę z jednym kolegą, daję się podpuszczać kolegom.
Zamknięte wiejskie środowisko w którym jak dawniej żyje się zastaw się a postaw się! Nauczyciele którzy muszą się wkupić w łaski rodziców by nikt po nich nie jechał i karierowicze którym tylko zależy na spokojnej posiadówce! Tylko nie dziwcie się jak będą takie same afery w Radomsku w średnich bo oni potem tam pójdą! Przypominam w tym kraju odpowiedzialność za wychowanie biorą rodzice szkoła ma kontynuować zasady z domu wyniesione, a dyrekcja powinna inaczej radzić sobie z nerwami. Jak wszyscy w tym kodrebie jesteście tacy sfrustrowani to proponuję prace społeczne kawałek pola i do pługa a nie płacz na necie zamiast działać! Szkoła się nie zmieni póki samorząd będzie w niej rozgrywał własny mecz stanowisk partyjnych
No cóż jak pani dyrektor wolała i woli uprawiać politykę to nie ma czasu dla szkoły i uczniów bo siedzi w radzie miasta Radomska no a może czas na bocznice bo ta pani już osiągnęła wiek emerytalny.
Szanowni państwo redaktorzy, czytelnicy, rodzice. Kiedy moj syn kończył szkołę w Kodrebie zastanawiałam się czy nie zmienić też szkoły dla córki. Niestety tego nie zrobiłam. W każdym roku szkolnym kilkoro dzieci przenoszonych jest do innych szkół, a szczególnie do Kietlina. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. W ubiegłym roku nasza szkoła napisała najgorzej ze wszystkich egzaminy (matematyka 30% !!!), pani dyrektor miewa wybuchy złości i agresji, niespełna miesiąc temu zaprezentowała naganne zachowanie podczas wtargnięcia do klas 7 i 8 gdzie krzyczała i wyzywała dzieci. Nauczyciele też pozostawiają wiele do życzenia. Na polskim dzieci zamiast pisać wypracowania robią makiety i plakaty. Na historii nie prowadzą zeszytów oraz książek. Takich sytuacji jest gro. Bardzo żałuję że nie przeniosłam córki do innej szkoły. A co do powyższego incydentu- trwał w szkole 3 dni. Ale 3 dnia w końcu ktoś się zorientował i zareagował, więc może warto się zainteresować tym dlaczego nauczyciele na dyżurach nie reaguja
To nie jest szkoła — to studium przypadku, jak nie powinien wyglądać system edukacji. Dyrekcja sprawia wrażenie emocjonalnie niestabilnej, a zamiast merytorycznego przywództwa prezentuje wybuchowość i nerwowe reakcje rodem z kiepskiej farsy. Autorytet budowany krzykiem i agresją nie jest autorytetem, a jedynie dowodem bezradności. Kadra pedagogiczna w dużej mierze zdaje się być dobrana według klucza lojalności, nie kompetencji. Wykształcenie, przygotowanie metodyczne i elementarna refleksja pedagogiczna ustępują miejsca koniunkturalizmowi. Szczególnie widoczna jest grupa osób, które z gracją chorągiewek na wietrze potrafią bez mrugnięcia okiem zmieniać poglądy — wczoraj gorliwie „za PiS”, dziś równie gorliwie „za PO”, zawsze dokładnie tam, gdzie akurat bardziej się opłaca. Kręgosłup moralny? Raczej składany, kieszonkowy, wyciągany wyłącznie na pokaz. Na osobną uwagę zasługuje wicedyrekcja — instytucja permanentnie obecna w szkole od świtu do nocy, nie dlatego, że sytuacja tego wymaga, lecz dlatego, że chaos organizacyjny przerósł zdolności zarządzania. Wielogodzinne „siedzenie” nie jest dowodem pracowitości, tylko nieudolności. Gdyby efektywność mierzyć czasem spędzonym na korytarzach, byłby to wzór do naśladowania. Niestety, edukacja wymaga czegoś więcej niż fizycznej obecności. Całość tworzy obraz miejsca, w którym ambicje personalne, strach i oportunizm skutecznie zastąpiły profesjonalizm. To szkoła, w której dzieci i młodzież uczą się nie wiedzy, lecz tego, że głośniejszy ma rację, a poglądy warto zmieniać szybciej niż regulamin — jeśli tylko przynosi to korzyść.
Znam tą szkołę i tych ludzi. Dawno nie słyszałam czegoś tak w punkt i zgodnego z prawdą. Brawo!
Na osobny komentarz zasługuje część pracowników, którzy najwyraźniej pomylili miejsce pracy z gniazdem lęgowym. Trwają w nim latami, kurczowo trzymając się stanowisk, choć metryka i wypalenie zawodowe dawno sugerują spokojną emeryturę zamiast codziennej obecności w szkole. Zmiana pokoleniowa najwyraźniej nie dotarła do tego budynku. Nie sposób nie zauważyć także swoistej estetyki — niektórzy reprezentują te same kolory i zestawy ubrań od kilku sezonów, jakby stabilność garderoby miała symbolizować stabilność poglądów i pozycji. Niestety, to raczej znak stagnacji niż konsekwencji. Wizerunek instytucji publicznej bywa tu kwestią drugorzędną. Część zespołu opanowała do perfekcji sztukę „strategicznej nieobecności” — zwolnienia lekarskie pojawiają się zadziwiająco regularnie, zwłaszcza wtedy, gdy rzeczywista praca zaczyna wymagać wysiłku. Inni z kolei są obecni fizycznie, lecz zawodowo niewidoczni, skupieni głównie na tym, jak się nie narobić, jak ominąć obowiązki i jak sprawić wrażenie zajętości bez faktycznego działania. O ich etyce pracy opinia krąży po korytarzach od dawna — i niestety nie jest to opinia pochlebna. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że nie wszyscy wpisują się w ten obraz. Są jednostki z pasją, zaangażowaniem i autentyczną troską o uczniów oraz swoją pracę. To ludzie, którzy dźwigają na barkach więcej, niż powinni. Problem w tym, że są to wyjątki potwierdzające regułę, a nie standard tej placówki. Całości dopełnia sposób traktowania pracowników przez dyrekcję — daleki od partnerskiego i godnego. Presja, brak szacunku i nerwowa atmosfera skutecznie zabijają motywację nawet tam, gdzie jeszcze próbuje się ją ratować. Instytucja ta sprawia wrażenie miejsca, w którym przeciętność została podniesiona do rangi normy, a bierność uznana za strategię przetrwania. Zamiast zespołu pracowników widać zbiór osób funkcjonujących obok siebie, bez ambicji, bez inicjatywy i bez elementarnego poczucia odpowiedzialności za wspólne dobro. Praca nie jest tu misją ani nawet obowiązkiem — raczej uciążliwą przerwą między kolejnymi kawami, plotkami i narzekaniem. Wielu pracowników zdaje się być mistrzami pozorów: doskonale wiedzą, jak wyglądać na zapracowanych, nie robiąc przy tym absolutnie nic. Dokumenty krążą, problemy się mnożą, a decyzje rozpływają się w powietrzu, bo nikt nie czuje się zobowiązany, by cokolwiek doprowadzić do końca. Odpowiedzialność jest tu pojęciem abstrakcyjnym — zawsze „czyjaś”, nigdy własna. To środowisko, w którym brak zaangażowania nie tylko nie jest piętnowany, ale wręcz nagradzany świętym spokojem. Każdy, kto próbuje pracować rzetelnie, szybko zostaje sprowadzony do poziomu reszty — bo nic tak nie drażni systemu jak ktoś, kto jeszcze wierzy, że warto się starać. W efekcie instytucja trwa, lecz nie działa; istnieje, ale nie spełnia swojej roli.
na szczęscie internet nie jest anonimowy...
Niestety to wszystko prawda moi synowie chodzą do tej szkoły. Częste wybuch Pani dyrektor, co do nauczycieli to też prawda. Nic dziwnego że uczniowie robią co chcą
Zgadzam sie z negatywną opinią na temat tej szkoły, uczęszczałam do niej od początku moje edukacji i to z jakim brakiem szacunku grono pedagogiczne i dyrekcja odnosi się do uczniów to jest kosmos, od najmłodszych lat byłam w tej szkole poniżana padały obelgi w moją stronę, jakby te słowa wypowiedziane przez kadrę ujrzały światło dzienne myśle że było by nie za ciekawie nauczyciele, pani pedagog jak i pani dyrektor odnoszą sie do uczniów z ogromnym brakiem szacunku, jedynym sposobem ich jest poniżanie porównywanie do osób lekkich obyczajów, krzyk i wywieranie presji, to jedynie słuszne rozwiązanie ich względem, nie polecam chodzić do tej szkoły jak ktoś chce mieć zdrową i spokojną głowę o swoje pociechy z własnego doświadczenia szkola w kodrebie to jedno wielkie dno. Żaden nauczyciel nie powinien przytłaczać ucznia swoimi prywatnymi sprawami i problemami na każdej lekcji. Przytłaczające zachowanie nauczyciela języka angielskiego gdy ciągle mówi o tym jak to nie ma czasu na wszystko przez szkole, i w tym dawała uczniom do zrozumienia ze oni musza mieć czas na wszystko a onanie musi.
Może w końcu ktoś zwróci uwagę na to co dzieje się w tej szkole. Zaczynając od pani dyrektor i jej wybuchów złości oraz używania wulgaryzmów w komunikacji z dziećmi. Niestety od wielu lat w tej szkole dzieją się bardzo dziwne sytuacje i jakimś cudem nikt nie reaguje
Za poprzednich dyrekcji działo się jeszcze więcej... Tylko nie było portali społecznościowych, a co za tym idzie takiego obiegu informacji
Widocznie organ zalozycielski nie widzi nic w tym złego, zresztą nie tylko w tej szkole , układy i każdy broni swojego jak nie wygodny to o byłe "pierdole" odwołają