- My zrobiliśmy swoje, a powódź i tak zerwała mosty. Płynęły też mosty z innych miejscowości. Człowiek wie, że dał z siebie wszystko, że nie dało się więcej, ale zawsze jest jakiś żal… Zwłaszcza, kiedy widzi się załamanych ludzi - radomszczański strażak opowiada o tym, co się działo w zalanych przez powódź Głuchołazach
Radomszczańscy strażacy młodszy kapitan Zachariasz Krakowiecki, starszy strażak Mariusz Pęciak i starszy strażak Dominik Błaszczyk w sobotę 13 września przed godziną 8 rano byli w Głuchołazach. Do wieczora umacniali mosty na Białej Głuchołaskiej, na co dzień małej, spokojnej rzeczce, która po raz drugi zalała centrum miasta.
- W krótkich rozmowach z mieszkańcami Głuchołaz słyszeliśmy od nich, że nikt nie spodziewał się aż takiej wody - mówi Gazecie pan Mariusz we wtorek przed południem. Walczyć z powodzią pojechał w ramach ......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 90% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze