Sprawa wydawała się banalna, bo chodzi o zwykłą tabliczkę z nazwą miejscowości. A oparła się o najwyższe instancje, bo mieszkaniec miejscowości Chrostowa w gminie Gidle powiedział, że nie odpuści, i po pomoc poszedł nawet do poseł. Ta napisała do starosty, starosta odpisała, że owszem, da się załatwić. - A znaku nie ma do dzisiaj - mówi mieszkaniec.
I zapowiada, że nie odpuści, bo taki już jest. Jak się za coś bierze, to doprowadza to do końca.
Tutaj cała historia znaku, którego nie ma, i według naczelnika wydziału zarządzania drogami w starostwie być nie może, bo to nie skrzyżowanie, tylko zjazd publiczny.
Jak wyjaśniał Gazecie Aleksander Broszkowski, nie da się, bo droga, przy której miałby stanąć znak, nie jest asfaltowa. Nie ustawia się takich znaków przy leśnych duktach. Takie są zasady.
Jednak te, po interwencji poseł PiS Anny Milczanowskiej, można było nagiąć. Poseł napisała do starosty Beaty Pokory: - Na podstawie ustawy o wykonywaniu mandatu posła zwracam się z prośbą o ustawienie przy drodze powiatowej na wysokości miejscowości Cadówek drogowskazu do miejscowości Chrostowa.
Poseł dodaje, że byli u niej mieszkańcy i że taki znak to nie są duże koszty, a im przecież życie ułatwi.
Starosta odpisała poseł, że zasady mówią, że skoro nie skrzyżowanie, to się nie ustawia, ale: - Mając na względzie ułatwienie mieszkańcom miejscowości Chrostowa dojazd do tej miejscowości, w najbliższym zleceniu na uzupełnienie oznakowania pionowego wnioskowana tablica zostanie ujęta do realizacji i ustawienia - pismo jest z 30 września.
- Dzisiaj mamy 1 grudnia, a tablicy jak nie było, tak nie ma - mieszkaniec Chrostowy mówi, że będzie znów interweniował.
A starosta Pokora wyjaśnia Gazecie, że tablica zamówiona, ale firma spóźnia się z realizacją. I już jutro powinna zostać dostarczona. Także jest małe opóźnienie, ale nie z winy urzędu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze