Reklama

Podpisać listę i wyjść, czy siedzieć do końca? Oto jest pytanie. Z serii filozoficznych

- Nie liczę godzin i lat - śpiewał Andrzej Rybiński. Parafrazując, niektórzy radni nie liczą godzin. Dlaczego? Bo liczy się podpis. I od razu ważna uwaga: nie ma żadnych wątpliwości, mają do tego prawo. Jak podpisałeś, to znaczy, że byłeś i dieta się należy. Jednak jeśli wziąć pod uwagę, że jedni są do końca, to ci, którzy wychodzą wcześniej, chyba nie są w porządku. Tyle, że to już tylko i wyłącznie kwestia oceny.

 

Moralnej. Jakkolwiek to brzmi, tak właśnie jest. Radny zawsze jest na cenzurowanym i z tym się liczyć. Jest obserwowany, kontrolowany, oceniany. I rozliczany. Kiedy decyduje się kandydować musi mieć tego świadomość, tak jak i podczas całej kadencji, kiedy już mandat zdobył.

Reklama

Radny ma swoje obowiązki. Musi pracować na komisjach, musi też uczestniczyć w sesjach. Kiedy spędzą godziny w urzędzie na obradach, nie ma go w pracy. Ii dlatego ustawodawca przewidział, że trzeba mu wypłacić dietę, jako rekompensatę utraconych zarobków. Bo przecież pracodawca nie powinien do tego dopłacać. Konkluzja: traci w pracy, odzyskuje w diecie. Jasne zasady.

Czwartek 19 grudnia, sesja Rady Miasta. Początek o 9. Można się spodziewać, że potrwa. Miejscy radni dyskutować lubią, czasem mocno się spierają, to zabiera czas. Bywało, że sesje rady były przerywane, kilka razy, bo trwały do wieczora. A nawet dłużej.

Reklama

Przed rozpoczęciem każdy radny podpisuje listę obecności. To bardzo ważny podpis, bo od niego zależy, czy w danym miesiącu radny otrzyma dietę w pełnej wysokości. Jeśli mnie ma żadnych nieobecności, potrąceń nie będzie. Jeśli nie może być na komisji czy sesji, wypłata będzie proporcjonalnie mniejsza.

Mija godzina, może półtorej. Z sali wychodzi radny PiS Andrzej Kucharski i jego klubowy kolega Piotr Lewandowski. Sesja skończy się dopiero ok. godz. 15. Jakie mieli powody, żeby wyjść już teraz? Sprawdzamy.

Reklama

Piotr Lewandowski jest nauczycielem wychowania fizycznego w I Liceum Ogólnokształcącym. Potwierdza, że wrócił do szkoły. Na pierwszych lekcjach dyrekcja wyznaczyła zastępstwa, teraz już zajęcia prowadzi. Wyjaśnia, że musi, bo wystawia stopnie na półrocze. A uczniowie chcą się poprawić. Nie mógł tego zrobić wcześniej. Rodzice wiele razy narzekali, że ich dzieci tracą zajęcia i tak być nie powinno, mówi Gazecie. I dodaje, że nauczyciele są w specyficznej sytuacji. A on chciał być na najważniejszej części sesji dotyczącej uchwalenia budżetu miasta na przyszły rok. Udało się, teraz zajmuje się wystawianiem ocen.

Radny Kucharski wyszedł na jakieś dwie godziny. I przed sesją zgłosił przewodniczącemu, że będzie musiał wyjść, ale wróci najszybciej jak to możliwe. Jak powiedział Gazecie, musiał pojechać do Łodzi w sprawie konkursu w kuratorium. Przed sesją prosił o zmianę terminu, ale nie było to możliwe. Udało się tylko przesunąć godzinę komisji, w której musiał wziąć udział. Dotyczy konkursu, w którym uczestniczy poza swoimi normalnymi szkolnymi obowiązkami. Z dyrekcją szkoły uzgodnił, że nie będzie swojej placówki narażał na koszty, nie była to więc służbowa delegacja. Pojechał do Łodzi za prywatne pieniądze.

Reklama

Przewodniczący rady Rafał Dębski mówi nam, że radni są osobami dorosłymi, odpowiadają za siebie i to oni decydują, czy będą obecną na całej sesji, czy wyjdą z niej po podpisaniu listy obecności. Takie są przepisy, a on nie ma możliwości ani zamiaru kontrolowania, ile godzin poszczególni radni na pracę w radzie miasta poświęcają. Muszą się z tego rozliczać sami. Przed sobą i swoimi wyborcami.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości