Najważniejszy jest przewodniczący Rady Miasta. Dzisiaj jest nim radny Koalicji Obywatelskiej, która w koalicji już nie jest. Okazuje się jednak, że usunięcie go z tego stanowiska wcale nie jest takie oczywiste. I może on je zajmować aż do końca pandemii koronawirusa. Dlaczego? Przepisy.
Już wyjaśniamy.
Przewodniczącego rady wybiera się w głosowaniu, robią to radni na sesji. To znaczy nazwisko nowego przewodniczącego jest znane już wcześniej, bo ustalają to koalicjanci. W nowej koalicji najwięcej do powiedzenia wydaje się mieć PiS, więc przewodniczącym powinien zostać któryś z radnych tej partii. Pozostałym, RdR-owi i WS, przypadną wiceprzewodniczący.
Scenariusz wygląda tak: zwołujemy sesję, jako pierwszy punkt ustalamy odwołanie dotychczasowego przewodniczącego, punkt drugi - wybory nowego. Szkopuł w tym, że wyboru dokonuje się w głosowaniu tajnym. A jak urządzić tajne głosowanie podczas zdalnej sesji? Nie da się. Musi być bezpośrednia.
Od dawna miejscy radni nie spotykają się w sali obrad w urzędzie miasta. I jeśli wrócimy do archiwalnych transmisji, to okaże się, że za bezpieczeństwem, bo przecież covid, czyli sesjami zdalnymi, byli przede wszystkim radni PiS-u…

Teraz wszystko zależy od Rafała Dębskiego. O zwołanie sesji mogą wnioskować radni, może prezydent, ale to przewodniczący Dębski decyduje, w jakiej formie będzie się ona odbywać. Jeśli uzna, że lepiej, aby sesja była zdalna, może się okazać, że jeszcze długo koalicjanci zmian w samej radzie nie przeprowadzą. A jak się dowiedzieliśmy, Rafał Dębski jeszcze decyzji nie podjął.
- Dzisiaj jest piątek, przed nami weekend, mam czas na zastanowienie - mówi Gazecie (jeszcze) przewodniczący rady. - Takie są obecnie przepisy. Mówię o rozporządzeniu prezesa Rady Ministrów. W czasie pandemii sesje mogą, i ze względów bezpieczeństwa powinny, odbywać się zdalnie. Wychodzi na to, że mogę być przewodniczącym albo do wygranej z koronawirusem, albo do chwili, gdy premier zmieni to rozporządzenie. Jeszcze nie wiem, co zrobię.
Rafał Dębski w rozmowie z Gazetą komentuje też zawiązanie nowej koalicji. - Przez dwa lata prezydent Ferenc grał na dwa fronty. To pokazuje, jaki ma charakter, jakim jest człowiekiem. Uważam, że dzisiaj powinien publicznie przeprosić wyborców, tych z opozycji, którzy oddali na niego głos. W kampanii przedstawiał się jako osoba, której dalekie są standardy obozu rządowego. Właśnie się pod nimi podpisał. Zawsze mówił, że dobry wniosek o środki obroni się sam, a dzisiaj przyjął narrację poseł Milczanowskiej, że jednak przyda się odpowiednie wsparcie. Tak, właśnie za to co mówił wtedy, i co zrobił teraz, powinien wszystkich tych ludzi przeprosić.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze