Zofia Makowska wybrała się na jagody pod koniec lipca. Jerzy Gałecki drzwi domu w Dmeninie zamknął za sobą 5 września o północy. Nie odnaleźli się do dzisiaj.
Jak mówią policjanci, kiedy zaczyna się sezon grzybowy, takich zaginięć może być więcej. Starsze osoby niby znają świetnie lasy w swojej okolicy, w końcu często tam się wychowały, ale wiek i choroby robią swoje. Czasem wystarczy wejść w inną niż zwykle ścieżkę, a już wszystko wygląda inaczej i można stracić orientację.
Policjanci, strażacy i specjalistyczne grupy od półtora miesiąca szuka Zofii makowskiej ze wsi Borowa w gminie Gidle.
70-latka wzięła białe wiaderko, rower i poszła zbierać jagody. Do dzisiaj udało się odnaleźć tylko rower i wiaderko. Po kobiecie o wzroście 150 cm nie ma śladu.
Pan Jerzy, który ma 79-lat, nie szedł do lasu, w końcu to był środek nocy. Już kilka razy wychodził z domu i znikał na jakiś czas, mężczyzna ma problemy z pamięcią. Wtedy udawało się go odnaleźć. A dzisiaj mija już ósmy dzień, odkąd go nie ma.
Czas mija, ale poszukiwania nie ustają. Może tracą na intensywności, ale co jakiś czas są wznawiane, zwłaszcza jeśli pojawią się nowe informacje, które trzeba sprawdzić.
Jak mówi Gazecie młodszy aspirat Dariusz Kaczmarek, oficer prasowy KPP Radomsko, przyjeżdżają specjalne grupy, które dysponują odpowiednim sprzętem i wyszkoleniem. Policjanci i strażacy mają swoje codzienne zadania, nie mogą całego czasu poświęcić tylko na poszukiwania. Tak jest też w przypadku pani Zofii i pana Jerzego.
I nikt nie ukrywa, że im więcej czasu mija od zaginięcia, tym mniejsze szanse, że uda się taką osobę odnaleźć żywą.
- Dlatego ważne jest, żeby nie czekać przepisowych 48 godzin, tylko jak najszybciej zgłosić policji, że utraciło się z kimś kontakt - podkreśla. - Wtedy szanse rosną. Jeśli tylko dostaniemy zdjęcie i rysopis możemy od razu działać, na przykład rozesłać te informacje do mediów. Może ktoś coś widział, a każda informacja może być na wagę złota.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze