W poniedziałek opisaliśmy, że powiat radomszczański, ze średnią 71,4 lat, znalazł się wśród 25 powiatów, gdzie mężczyźni żyją najkrócej. Z kilkoma innymi powiatami zajmujemy ósmą pozycję od końca w Polsce. Dane pochodzą z raportu „Sytuacja zdrowotna i ludnościowa Polski i jej uwarunkowania” przygotowanego na zlecenie Narodowego Instytutu Zdrowia - Państwowego Zakładu Higieny. Obejmują lata 2015-2017. Szukaliśmy już przyczyny tego stanu. Przeczytaj tekst z Gazety Radomszczańskiej z października 2017
Mistrzowie w umieraniu
Nasz stan zdrowia jest najgorszy w kraju. Tak napisano w oficjalnych dokumentach. Żyjemy średnio najkrócej w Polsce. W województwie łódzkim, okręgu piotrkowskim. Śmiertelność z powodu raka jest u nas 10 procent wyższa niż w kraju, z powodu chorób układu krążenia - aż o 20. Te statystyki znają i w Łodzi, i w Warszawie, ale nikt nie zna odpowiedzi, dlaczego tak jest. Sprawdzamy.
Z infografikami tak to już jest, że nie do wszystkich przemawiają. A przecież nie ma prostszego sposobu na porównanie liczb. Bo od tego w tym tekście musimy zacząć.
Tę grafikę zatytułowano „Przeciętne trwanie życia mężczyzn według województw w latach 1991, 2000 i 2009”. Z podziałem na województwa. Najniżej, czyli na samym początku - łódzkie. W 1991 roku średnia długość życia mężczyzn wynosiła 65 lat. Średnia dla kraju 65,8. W 2000 mężczyzna w naszym województwie przeżywał średnio 67,9, a w Polsce 69,7. W 2009 średnia dla łódzkiego to 69,2, dla kraju 71,53. Dziś żyjemy średnio 72. Średnia dla Polski wynosi 73,9.
Od 26 lat w naszym województwie mężczyźni żyją najkrócej. Kobiety też, żeby była jasność. W okręgu piotrkowskim i w naszym powiecie dane są takie same. Dlaczego? Co jest w naszym rejonie specyficznego? Poszliśmy tym tropem.

Listy piszą
Nie wpadliśmy na to sami, przyznajemy. Zainteresował nas tematem Wojciech Rozpędek, nasz czytelnik. On grzebie przy tym od kilku lat. Nie tylko grzebie, sprawdza dane, szuka, ale też pisze. Pisze i pyta. Ministra zdrowia, prezydenta PR (przeszłego i obecnego), marszałka województwa łódzkiego, wojewodę. Przecież kogoś to powinno zajmować. Skoro ten trend trwa od lat i u nas jest pod tym względem najgorzej, odpowiednie służby powinny się tym zainteresować. Bić na alarm. Szukać przyczyn. Działać.
„Kierując się obywatelską powinnością jako mieszkaniec województwa łódzkiego zwracam się do Pana Wojewody osobiście w tej bardzo ważnej nie tylko społecznie sprawie jaką jest długość trwania życia kobiet i mężczyzn zamieszkujących województwo łódzkie. Z aktualnych danych GUS wynika, że zarówno mężczyźni jaki kobiety żyją najkrócej w Polsce. W przypadku mężczyzn ten stan trwa niezmiennie od 1990 roku. Natomiast w przypadku kobiet najkrótszą długość życia osiągnęły w 2016 r. i wspólnie z mężczyznami znalazły się na statystycznym dnia.
Wobec tych bardzo smutnych przytoczonych faktów zmuszony zostałem zwrócić się do Pana Wojewody z zapytaniem (...). Czy prowadzone są badania co do przyczyn tego stan? Czy są bądź były podejmowane działania zmierzające do poprawy sytuacji?”
To jedno z pism Wojciecha Rozpędka.
Są i odpowiedzi. Ale jak to z urzędowymi pismami, na okrągło. „Pragnę zwrócić uwagę, że długość życia kobiet i mężczyzn żyjących w województwie łódzkim jest determinowana przez wiele czynników, m.in. styl życia, warunki środowiskowe, uwarunkowania genetyczne oraz jakość i dostępność do opieki zdrowotnej.” Jakby styl życia, warunki środowiskowe, uwarunkowania genetyczne i dostępność do służby zdrowia były na naszego regionu specyficzne.
A może są?
Rozmawiamy z Wojciechem Rozpędkiem. Genetykę od razu wykluczamy, bo przecież nie ma żadnych specyficznych modyfikacji genetycznych właściwych dla naszego województwa. - Chyba, że o czymś nie wiemy - śmiejemy się. Styl życia? Nic nie wskazuje na to, byśmy pod tym względem byli nietypowi na tle Polski. Warunki środowiskowe? Mamy w okolicy największego truciciela w Europie, czyli Elektrownię Bełchatów, ale w żaden sposób nie da się udowodnić jej wpływu na długość życia. Zwłaszcza, że na takim Śląsku pod tym względem przez lata było gorzej. Zostaje dostępność do służby zdrowia. Ale tu też nie ma danych, byśmy mieli radykalnie odstawać.
W sierpniu tego roku Wojciech Rozpędek otrzymuje jeszcze jedno pismo, tym razem pisze do niego Zbigniew Rau, wojewoda łódzki. Informuje, że w 2012 roku sam o długość życia pytał Jolantę Chełmińską, ówczesną wojewodę łódzką. I też nie otrzymał odpowiedzi. Wojewodzie wydaje się, że wina za wczesną śmiertelność mieszkańców województwa nie leży tylko po stronie „władzy”, ale także samych zainteresowanych. Nie dbają o zdrowie, nie korzystają nawet z imiennych zaproszeń na bezpłatne badania. Wojewoda konkluduje: wina leży po obu stronach.
Ale wciąż nie wiemy, dlaczego akurat pod tym względem mieszkańcy naszego województwa odstają od reszty kraju.
Jesteśmy w kropce, ruszamy po pomoc do fachowców.
Twarde dane
Sięgamy po publikację prof. Piotra Szukalskiego, socjologa z Uniwersytetu Łódzkiego, zajmującego się demografią. Według niego, krótsze trwanie życia w naszym województwie jest wynikiem wyższej - w porównaniu ze średnią ogólnopolską - umieralnością ludzi w wieku 30-60 lat.
Nie umiera się o tak, umiera się na coś, na konkretną chorobę. Co w takim razie jest przyczyną zgonów w Łódzkiem? Złe odżywianie, stres wywołany także bezrobociem? Może. W ostatnich latach brak pracy to był u nas wielki problem. W październiku 2013 r. w województwie stopa bezrobocia wynosiła 13,7 proc., podczas gdy średnia ogólnopolska 10,4 proc.
Ale są też inne twarde dane. W łódzkim jest najwyższy w Polsce współczynnik umieralności na choroby nowotworowe. Wynosi on 282 zgony na 100 tys. mieszkańców. To 10 procent więcej, niż w skali kraju. Choroby układu krążenia stanowią u nas ponad 44 proc. zgonów, a śmiertelność z tego powodu jest o 20 procent wyższa niż średnia krajowa. Do tego dochodzą choroby układu oddechowego, wypadki, urazy i samobójstwa. Śmierć z tego powodu jest o 25 procent wyższa w naszym województwie niż przeciętnie w kraju.
Czy mamy więc odpowiedź?
W strategii polityki zdrowotnej dla województwa łódzkiego na lata 2014-2020 wprost napisano, że stan zdrowia mieszkańców województwa łódzkiego należałoby uznać za najgorszy w kraju. Świadczą o tym m. in.: najwyższa w Polsce wartość współczynnika umieralności i hospitalizacji (leczenia szpitalnego) dla osób w wieku produkcyjnym. W dokumencie napisano również, że region łódzki to jedno z województw o najniższym poziomie warunków życia. Chodzi o dochody, wyżywienie, zasobność materialną, warunki mieszkaniowe, kształcenie dzieci, ochronę zdrowia i uczestnictwo w kulturze i wypoczynku.
Uff… już coś wiemy. To nie jest dobra informacja (że jest tragicznie), ale jakaś jest. Ale: skąd te rozbieżności? Bo jeśli nie wiemy, skąd problem, to nie możemy mu zaradzić.
Wyniki statystyk dla województwa łódzkiego zna Warszawa, zna Łódź, operują nimi naukowcy. My pytamy w Radomsku.
Pracownicy starostwa zajmujący się służbą zdrowia odsyłają do publikowanych danych. Kilku lekarzy też o problemie słyszało, o szczegółach nie chcą mówić. Twierdzą, że trzeba sprawdzić aktualne dane. A przecież my cyferki już znamy na wyrywki. Lekarze zbywają nas. Dyrektor szpitala Piotr Kagankiewicz słyszał o tych danych. On pochodzi z Tomaszowa Mazowieckiego, tam kiedyś także się nad tym zastanawiano. Może chodzi o przemysł, może to on truje? W Tomaszowie podejrzewano jeden z zakładów chemicznych. Radomszczański chirurg i radny powiatowy Sławomir Nowerski z kolei mówi, że to zaszłości z przeszłości. Przyczyną są niski poziom higieny, złe warunki życia, mieszkania, pracy. Można by powiedzieć, że to po prostu siedzi w nas - jakaś niższa odporność organizmu, podatność na schorzenia.
Demograf prof. Piotr Szukalski, który obserwuje te procesy od dawna, stawia pewne hipotezy. W jednej ze swych prac podaje, że kłopoty ze zdrowiem są wynikiem złego trybu życia. Za mało czasu poświęcamy na wysiłek fizyczny, a za wiele na bierny odpoczynek. Za dużo pijemy alkoholu, nie przywiązujemy należytej wagi do profilaktyki zdrowotnej. Do tego dochodzą zaszłości, czasami sięgające przynajmniej 50-70 lat. Późno zdobyliśmy dostęp do dobrej wody pitnej, kanalizacji, nasi przodkowie źle się odżywiali.
Według niego wniosek jest jeden: należy zwracać uwagę na większą profilaktykę. - Jeśli winę za zły stan rzeczy zrzucimy na zaszłości, to niewiele możemy zrobić, pozostała tylko profilaktyka - mówi nam prof. Szukalski. - Kiedy zaczyna nam szwankować zdrowie, zaczynamy się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje. Wtedy może być za późno na działanie.
Pytamy Wojciecha Rozpędka o opinię. - Zastanawiałem się długo - opowiada - i doszedłem do wniosku, że cztery czynniki za to odpowiadają. Ale w specyficznych proporcjach. W połowie to kwestia stylu życia. W 20 procentach genów, w kolejnych dwudziestu czynniki fizyczne i społeczne, czyli klimat, zanieczyszczenie środowiska i warunki życia. Tylko w 10 procentach za nasze życie odpowiada medycyna. Ludzie to wszystko odwrócili i uznają, że za zdrowie odpowiadają lekarze. Zapominają o znanej i starej maksymie, że moje zdrowie leży w moich rękach - mówi. - Starożytni Chińczycy mówili, że nie ważne kto jest ojcem choroby, za to zła dieta jest zawsze jej matką. Jedną z cech postępu cywilizacyjnego jest wydłużenie życia. Wygląda więc na to, że jesteśmy opóźnieni cywilizacyjnie.
Tomasz Nowak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze