Kostka i granit modne były 20 lat temu, a kto już u siebie drzewa wyciął i wszystko zabetonował, dzisiaj żałuje. Dlaczego idziemy tym śladem?
Mam wrażenie, że ludzie, którzy o tym mieście decydują, mają jedną cechę wspólną: krótkowzroczność. I że ta wada wzroku doprowadzi nas wszystkich do ściany. Zderzenie będzie bardzo bolesne. Tylko, że wtedy będzie już za późno.
Jaki kolor, Państwa zdaniem, mają drzewa w Radomsku? Oczywiście te, które jeszcze nam zostały. Mówicie, że zielony? Chciałbym. Niestety, kolor drzew w tym mieście zależy od tego, kto aktualnie jest przy władzy, albo kto o nią chce powalczyć. I już słyszę te głosy oburzenia. Naszych polityków, którzy wolą, kiedy mówi się o nich samorządowcy.
Od kilku dni spaceruję po centrum. A właściwie po tym, co nim kiedyś było. Teraz to plac budowy. We wrześniu, a nie, przepraszam, do końca roku, ze względu na archeologów, za pracę których miasto musi dodatkowo zapłacić, w grudniu. W grudniu ma być tu pięknie i nowocześnie. Wszędzie granit, LED-y i szyk. I mają być ludzie.

Jak mówią właściciele sklepów przy Reymonta, może i przyjdą, pewnie z ciekawości. Tylko nie wiadomo, czy oprócz granitu będzie tu jeszcze co oglądać, bo oni sami nie wiedzą, ile wytrzymają. Po pierwsze bez klientów, po drugie bez drzew.
Zaraz ktoś się oburzy. Przecież wycięto stare i spróchniałe, a teraz będą ładne, nowe, zdrowe. Owszem, wycięto, ale spróchniałe nie były wszystkie, wiele było zdrowych. Do takich rozmiarów rosły kilkadziesiąt lat. Te nowe będą pewnie ładne, ale o wiele mniejsze. Nie zastąpią tego, co wycięto. Nigdy nie zastępują.
Co on z tymi drzewami, przecież radomszczanie wzięli udział w ankiecie, nie zgodzili się na drzewa w donicach, tylko na takie w gruncie. I sprawa załatwiona. Po co ten cały krzyk? Kolejny oszołom!
I tu widać, że mamy kilka, albo kilkanaście dioptrii na minusie. Politycy pokrzyczeli, powadzili się ze sobą, ugrali swoje interesy, a na koniec ofiarami stały się drzewa, które bez pardonu wycięto. Bo były najsłabsze i nikt nie patrzył już na nie normalnie. Każdy apel w ich obronie odczytywany był jako polityczna zagrywka.
Kiedy drzewa padły, okazało się, że Reymonta to nie tylko chodniki i ulice, ale i kamienice, do tej pory skryte za zielonymi koronami. Teraz cała ich mizeria wyszła na jaw. I nie wierzę, że nagle za kilka miesięcy ich właściciele zechcą je remontować. Z czego? Z czynszu z lokali, które stoją puste, albo wkrótce puste będą? Nie pomoże też zachęta ze strony miasta, jakieś 20 tys. na malowanie elewacji. Odliczane w podatku od nieruchomości. Zresztą samo malowanie niczego nie załatwi.
Dzisiaj ruchu na Reymonta nie ma prawie wcale, bo remont, po remoncie nie będzie, bo kto wybierze się tam na ponad 30-stopniowy upał? Czy naprawdę tak trudno dostrzec, że sporo się zmieniło, i teraz dni z takimi temperaturami mamy o wiele więcej niż jeszcze 15 lat temu? Że drzewa są nam potrzebne, żeby dało się w miarę komfortowo żyć? Że produkują tlen, że zatrzymują wodę, że pomagają walczyć z podtopieniami? I do cholery, to nie są żadne bajania eko terrorystów. Przypomnijcie sobie jak lato wyglądało w czasach waszego dzieciństwa, wy pamiętacie jeszcze cztery pory roku i śnieżną i mroźna zimę. Waszym dzieciom pozostaną dwie pory: sucha i deszczowa. Naprawdę tego nie widzicie?
Nie mogę już słuchać, że nie ma gdzie zaparkować, i że jak już się zaparkuje, to trzeba jechać do myjni, bo ptaki z tych drzew robią swoje, że w mieście niepotrzebne są parki (zaznaczam - takie z drzewami!), tylko parkingi.
Dlaczego? Bo chciałbym, żeby ci, którzy tak mówią, na chwilę wysiedli z aut i przeszli się ulicami. Zobaczyli jak trudno wytrzymać tam, gdzie jest beton i zero zielonego, gdzie temperatura potrafi wynieść nawet ponad 40 stopni Celsjusza, a w cieniu jest o kilkanaście stopni chłodniej. Żeby przestali patrzeć tylko na siebie, a rozejrzeli się wokół.
I żeby może pomyśleli, że zamiast stać w korkach, lepiej skorzystać z autobusu? A może zachęcić do tego radomszczan pozwalając im jeździć nimi za darmo, tak jak robi się to w innych miastach? Wiem, straty dla MPK, ale zysk dla zdrowia, mniej korków, mniej spalin, więcej wolnych miejsc parkingowych. To miasto nie jest z gumy i jego układ się nie zmieni. Ulice są jakie są, a aut przybywa strasznie szybko, bo lubimy żyć wygodnie i stać nas na to.
Chciałbym, żeby ci, którzy już z tych aut na chwilę wysiądą, zobaczyli, że miasto się nam starzeje, że mamy coraz więcej emerytów, a oni nie jeżdżą samochodami. I oni miejsc parkingowych nie potrzebują. Potrzebują normalnych warunków do życia. Muszą pójść do sklepu, do urzędu, raz dalej, raz bliżej. Dlaczego mają być skazani na to, co się im dzisiaj funduje? Funduje nam wszystkim, bo kiedyś też będziemy emerytami. Dzisiaj tego nie widzicie, potem będziecie narzekać. I sami będziecie sobie winni.
Z tą wadą wzroku żyją także urzędnicy odpowiedzialni za miejskie inwestycje. Już mnie nie bawi, kiedy słyszę, że trzeba poświęcić dwa najpiękniejsze drzewa w parku Świętojańskim, bo w ich miejsce stanie zabawka dla dzieci. To już się stało. Albo, że wkrótce wycięte zostanie piękne zdrowe drzewo przy ulicy Żeromskiego, bo okazało się, że potrzeba 10, dosłownie 10!, centymetrów na jezdnię, którą narysował projektant. To się wkrótce stanie.
Nie przekonuje mnie tłumaczenie: zamówiliśmy projekt, projektant tak zrobił i nie da się tego zmienić.
Słowo klucz: zamówiliśmy. Gdybyście chcieli, wysiedlibyście z aut, poszli do parku, na Żeromskiego, popatrzyli na te drzewa, a potem powiedzieli projektantowi: zrób tak, żeby drzewa dalej rosły. Przecież za to płacicie, więc wymagacie! Jeśli zamawiacie meble do kuchni, to takie jak chcecie. Nie będziecie słuchać stolarza, który powie wam, że lodówkę to on widzi w tamtym rogu, a zlew przeniesie na drugą ścianę. Co zrobicie? Pójdziecie do innego stolarza. Proste.
Ta krótkowzroczność jest przerażająca. Od kilku lat Radomsko jest na szczycie listy najbardziej zanieczyszczonych miast nie tylko w Polsce, ale w Europie! I co? W zamian proponuje się nam drzewa w doniczce w centrum! Bo projektant tak narysował, a komuś się spodobało.
W Radomsku od dawna myśli się „od wyborów do wyborów”. Głosy mają zapewnić nowe chodniki i ulice. Bez zieleni. Młodzi już z tego miasta uciekają, a starych drzew się nie przesadza. Trzeba myśleć o tych, którzy zostają. Nie wystarczy powiedzieć, że gdzie indziej też tak jest, bo mieszkańcy nie potrzebują tłumaczeń, tylko działania. Tylko, że to wymaga innej perspektywy, co najmniej kilkudziesięcioletniej. Czy kogoś w tym mieście na taką stać?
Kostka i granit modne były 20 lat temu, a kto już u siebie drzewa wyciął i wszystko zabetonował, dzisiaj żałuje. Dlaczego idziemy tym śladem? Dzisiaj nawet nie kosi się trawników do 2 cm, bo schną w oczach i stają się pustynią. Omija się drzewa, bo chodnik czy ulicę można jednak poprowadzić tak, żeby wilk był syty i owca cała, a na przystankach i dachach urządza się ogrody. Bo tam już widzą, jak bardzo jest źle, i że jeśli czegoś nie zrobią tu i teraz, to… ostatni zgasi światło.
Czy naprawdę radomszczanie muszą na takie podejście do zarządzania miastem, które ma być dla ludzi, a nie dla głosów i władzy, czekać kolejne kilkanaście lat? Nie mamy na to czasu!
- Teraz nie boję się przejść przez ten park - usłyszałem od młodej kobiety, która w niedzielne popołudnie (temperatura grubo powyżej 30 stopni) przemknęła przez skwer przy Sierakowskiego. Nie boi się, bo nie ma już drzew. Rzeczywiście, wcześniej to był tzw. małpi gaj, w którym świetnie czuli się amatorzy taniego wina. I pewnie bezpiecznie, zwłaszcza po zmroku, nie było.
Teraz nie ma już amatorów taniego wina i nie ma drzew. Za to jest tak modny niegdyś beton. Gdzie indziej jest passe, a u nas wciąż świetnie się trzyma. Bo projektant narysował.
A można było powiedzieć: chcemy, żeby z małpiego gaju zrobić park. Wie pan, taki z drzewami, ładnymi alejkami, trawnikami, nowym oświetleniem. Żeby było bezpiecznie i przyjemnie. Żeby, kiedy będzie burza, albo ulewa, woda miała gdzie wsiąknąć. Za to płacimy i tego oczekujemy.
Naprawdę nikt tego tak nie widział?
- Wie pan jak się to miejsce powinno nazywać? - zapytała mnie kilka dni wcześniej czytelniczka Gazety. Nie wiedziałem. - Beton square - w jej głosie słychać było smutek.
W niedzielę przekonałem się, że miała rację.
I na koniec kilka „chciałbym”. Chciałbym, żeby drzewa w mieście znów były zielone, żeby wielu posłuchało racjonalnych argumentów, żeby skupić się na tym co najważniejsze tu i teraz, i żeby zamiast bezmyślnie wyrzynać, spojrzeć na miasto jak na wielki organizm, którym trzeba zarządzać całościowo. Chciałbym, żeby politycy przestali myśleć o swoich interesach, a zaczęli o interesach mieszkańców. O ich zdrowiu i komforcie życia, którego nie poprawimy myśląc tak jak do tej pory.
Tak, widzę, że to bardzo naiwne. Kto mi zabroni?
Za to do Was mam prośbę. Idźcie o 14 na Beton square. Usiądźcie w pełnym słońcu i wytrzymajcie więcej niż kwadrans. A potem pomyślcie jeszcze raz o drzewach. Tych, które jeszcze nam zostały.
Janusz Kucharski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze