Żadna władza, obojętne spod jakiego znaku, nie może arbitralnie ustalać, które media powinny działać, a które nie.
Janusz Kucharski, redaktor naczelny, Andrzej Andrysiak, wydawcaPrzez ostatnie kilka lat rządów PiS wiele słów się zdezawuowało. Używane zbyt często, w nieodpowiednich momentach, czasami do opisu nieprzystającej sytuacji, traciły na sile i na znaczeniu. Pracujemy w mediach, więc wiemy, jak ważne jest ich odpowiednie użycie. „Mamy dyktaturę", „zamach na demokrację", „faszyści u władzy" - powtarzali to często politycy, za nimi dziennikarze.
Teraz, gdy władza naprawdę przekracza granice, brakuje słów do adekwatnego opisu.
W tym tygodniu grupa posłów PiS przygotowała projekt nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Skierowana jest dokładnie przeciw jednemu podmiotowi - właścicielowi telewizji TVN. To nie jest prawo, to knebel.
Mieliśmy już taką sytuację. Na początku lat dwutysięcznych „grupa trzymająca władzę" wprowadziła do ustawy zwrot „lub czasopisma", który skierowany był przeciw Agorze, wydawcy Gazety Wyborczej. W ten sposób zablokowano możliwość kupna Polsatu przez Agorę. Potem u naczelnego Wyborczej Adama Michnika zjawił się Lew Rywin z żądaniem wielomilionowej łapówki. Ponieważ Michnik tę rozmowę nagrał, wybuchła wielka awantura, zwana „aferą Rywina". To był początek końca rządow SLD.
Dziś władza idzie tą samą drogą. Nie bylibyśmy zdziwieni, gdyby za chwilę do ludzi TVN zgłosił się jakiś pośrednik z ofertą zablokowania tej nowelizacji w zamian za sprzedaż „pewnemu podmiotowi" telewizji TVN24. Zakusy już były, a Lech Rywin przetarł szlaki. „Szumidła" uniemożliwiajace nagrywanie też przetestowano przy okazji afery KNF, więc groźba, że sprawa by wyszła, byłaby mniejsza.
Tak wygląda prawdziwy zamach na media. Jeśli się uda, TVN24 zmieni właściciela na prorządowego bądź nie dostanie koncesji, okaże się, że władza może wszystko. Ma już tubę propagandową TVP, ma gazety i portale regionalne Polska Press, teraz będzie wyłączać media niezależne.
Nie łudźcie się, Państwo, bo my się nie łudzimy - takie media jak my, lokalne, niezależne, kontrolujące władzę i patrzące jej na ręce, też są na liście. Gdzieś tam nisko, ale są. Media lokalne, które nie kłaniają się władzy, czytane w powiatach, są jej solą w oku.
Jeśli będziemy udawać, że to nas nie dotyczy, że to jakaś „warszawska sprawa", obudzimy się za jakiś czas w kraju bez niezależnych mediów.

Fot. Pixabay
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze