W środę 12 marca do Urzędu Gminy w Ładzicach dzwoni jeden z mieszkańców i mówi, że zaopiekował się myszołowem ze złamanym skrzydłem, ale więcej nie jest w stanie zrobić, a tu potrzebne jest specjalistyczne leczenie.
W naszym powiecie raczej żaden z weterynarzy nie podejmie się leczenia dzikiego zwierzęcia, ale jest miejsce, gdzie można liczyć na pomoc. To Ośrodek Edukacji i Rehabilitacji Zwierząt w Kole.
Wójt Ewelina Lis kończy pracę i nie jedzie do domu, ale właśnie tam.
- Dzień pracy zakończyłam transportem rannego myszołowa z terenu gminy Ładzice do Ośrodka Edukacji i Rehabilitacji Zwierząt w Kole - pisze na swoim Facebooku.
I dziękuje mieszkańcowi za zabezpieczenie rannego drapieżnika.
- Na umówioną godzinę „pacjent" ze złamanym skrzydłem trafił na prześwietlenie, w ręce pani weterynarz, a ja miałam okazję zwiedzić to wspaniałe miejsce prowadzone przez Lasy Państwowe i obejrzeć przebywające tam zwierzęta - opisuje to, co działo się w ośrodku. - Tak przy okazji i „całkiem przypadkiem" z racji transportu, otrzymałam zaproszenie dla grupy dzieci z terenu naszej gminy do odwiedzin tego niesamowitego miejsca.
Na koniec dziękuje ośrodkowi za fachową pomoc.
- Wykonujecie państwo niesamowitą pracę.
Ewelina Lis nie po raz pierwszy reaguje. Zdarzyło się jej jechać już po porzucone kota w środku nocy i po psa, którego też się ktoś pozbył. Jak mówi, policjanci wiedzą, że można do niej zadzwonić, a ona zrobi co trzeba. Bo nie wyobraża sobie, że nie pomaga.
Każda gmina ma obowiązek podpisać umowę ze schroniskiem lub instytucją, która zajmuje się pomocą bezdomnym zwierzętom. Jak to bywa w samorządzie, trzeba wybrać najniższą cenę. Wójt Ładzic mówi Gazecie, że to nie jest najlepsze rozwiązanie.
Do schroniska, które dzisiaj obsługuje gminę, ma trochę zastrzeżeń. Jak mówi, już sama odległość, 70 km, jest problemem. Można dzwonić, ale zanim ktoś stamtąd przyjedzie na interwencję, może być już za późno.
Zastanawia się nad wprowadzeniem limitu odległości od gminy. Ma nadzieję, że zgłoszą się inni. Na przykład radomszczańskie schronisko dla bezdomnych zwierząt prowadzone przez Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej. Dzisiaj jego pracownicy działają na terenie miasta, ale przecież to oni mieliby najbliżej.
- Nie wyobrażam sobie, że ktoś z gminy jedzie 70 kilometrów, żeby sprawdzić, czy to jego pies trafił do schroniska - mówi Ewelina Lis. - Tak to już jest. Ani, że ktoś jedzie tam adoptować zwierzę. A już do Radomska jak najbardziej. Ja sama mam w domu psa z radomszczańskiego schroniska.
Co do myszołowa, to po zbadaniu okazało się, że złamanie skrzydła jest raczej stare i możliwe, że ptak nie będzie już mógł latać. A wtedy zostanie w ośrodku, nie będzie mógł wrócić na wolność.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze