Cały kraj obiegły doniesienia medialne o procederze znęcania się przez zakonnice nad niepełnosprawnymi dziećmi w DPS w Jordanowie. Zapytaliśmy Bartłomieja Bałuta, psychologa z poradni Psyche w Radomsku o przyczyny takich sytuacji. Ta w Jordanowie nie jest pierwsza.
Gazeta Radomszczańska: Słyszał pan o znęcaniu się nad podopiecznymi przez siostry zakonne w DPS w Jordanowie?
Bartłomiej Bałut: Tak, oczywiście. To zdarzenie należy umieścić w kontekście tego konkretnego miejsca, osób, które się zajmują tymi dziećmi, bez uogólniania, że dzieje się tak w większości placówek - czy to prowadzone przez osoby świeckie, czy duchowne. Nie jest to powszechny proceder. Jednak sytuacja rzeczywiście jest drastyczna.
Ale zdarzyła się właśnie teraz w konkretnym miejscu.
- Jest kilka czynników, które mogą sprzyjać pojawieniu się takich zachowań.
Te najbardziej istotne?
- Raz, w ośrodku funkcjonuje konkretna grupa osób, którymi trzeba się zajmować, Osoby z tego typu schorzeniami nie są łatwymi odbiorcami usług opiekuńczych. Nie można się nimi zajmować standardowo. Wymagają empatii, ale jest to umiejętność bazowa. Ona sama w sobie nie powstrzyma człowieka, w skrajnym przemęczeniu, żeby swoje negatywne uczucia rozładować na innych.
Tu chodzi o osoby słabsze, podległe opiekunowi. Co zatem może pomóc w takiej sytuacji?
- Są to umiejętności, czyli przygotowanie do radzenia sobie w takich sytuacjach.
Zatem ta osoba ich nie posiadała.
- Prawdopodobnie tak. Jeśli jakieś posiadała, to być może były niewystarczające, niedostosowane do osób, którymi się zajmowała.
Istnieje jakaś specyfika w opiece nad niepełnosprawnymi?
- To nie są osoby, które zrobią lub nie zrobią rzeczy, na których zależy opiekunowi. W naukach nie podchodzi się do zdarzeń bezrefleksyjnie: one w jakiś sposób powstają. Odmowa współpracy z opiekunem ma podłoże. Bez pracy nad przyczyną, nie poprawimy zachowania.
Tam panowało jakieś przyzwolenie na agresję.
- Osoba niepełnosprawna i jej rodzic wpadają w gigantyczną sieć zależności. Pojawia się podległość. Ten proces psychologiczny został już dawno opisany. Zależność wzmaga konformizm. Nie potrafimy się temu przeciwstawić. Po prostu: zgadzamy się na pewne rzeczy albo przymykamy oko. Proces postępuje. Trudno jest uruchomić u siebie motywację do zmiany.
A co z osobami sprawującymi opiekę? Syndrom władzy absolutnej?
- Tak, to działa w dwie strony. Z jednej strony mamy bierność, z drugiej - władczość, która bywa, że skutkuje gwałtownymi zachowaniami.
Czy wpływ na zachowanie opiekunki miał fakt bycia zakonnicą?
- Wydaje mi się, że jest to kontekst, który warto rozważyć. Znając specyfikę funkcjonowania stanu duchownego, też predysponuje do nadużywania swojej pozycji. Jeżeli jeszcze ktoś wychodzi z pozycji, że jest sługą siły wyższej, jest jej przedłużeniem, to pozwala sobie na więcej, niż jest dozwolone. Opiekunki wpadły tym samym w sieć powiązań.
Czy to może dotyczyć każdego środowiska zamkniętego?
- Nie tylko zamkniętego, otwartego też. Całego społeczeństwa. Działają na nas siły kulturowe. Znajdujemy się w przestrzeni obarczonej wymaganiami. Nie zawsze sobie z nimi radzimy.
Czy sytuację w Jordanowie ocenia pan jako drastyczną?
- Oczywiście. Jeśli jesteśmy osobami w pełni władz umysłowych, sprawujemy nad kimś opiekę i budzą się w nas uczucia, które muszą być rozładowane,a wybieramy zachowanie, jak wspomniane, to jak najszybciej należy coś zmienić. Odseparować się, spotkać się ze specjalistą, dokształcić się. Nie możemy przejść nad tym do porządku dziennego, bo będzie następowała eskalacja. Trzeba zwracać uwagę na takie incydenty, należy je piętnować, ale przede wszystkim konieczne jest wyciąganie z nich daleko idących wniosków. Te zakonnice też muszą podlegać pod jakąś kontrolę, ale także pod opiekę. Z pewnością psychologiczną, aby każda z nich potrafiła uporać się ze swoimi negatywnymi uczuciami. Jeśli tak się nie stanie, zwiększa się szansa, że ponownie będą agresywne, brutalne, gwałtowne,
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze