Zespół Tubis Trio zagrał w niedzielę w Radomsku pierwszy, po zdjęciu obostrzeń epidemicznych, koncert w Miejskim Dom Kultury. Przed koncertem rozmawialiśmy z Maciejem Tubisem o kondycji artysty w czasie „zarazy”.
„Etap koncertowania jest ważniejszy niż samo tworzenie muzyki. I stworzenie płyty. W jazzie, w muzyce improwizowanej, my za każdym razem gramy inaczej. I to jest właśnie piękno jazzu. My się musimy spotkać. Płyta jest tylko taką wizytówką, zaproszeniem, mrugnięciem okiem…” - Maciej Tubis.
Gazeta Radomszczańska: Dzisiaj zespół inauguruje swoją działalność po długiej przerwie spowodowanej pandemią.
Maciej Tubis: Tak naprawdę pandemia przerwała w lutym zeszłego roku trasę promocyjną naszego ostatniego albumu „So us”. I faktycznie chce się rzec, jak głosi tytuł dzisiejszego koncertu „Jak dobrze”. Jak dobrze wrócić do koncertowania.
Właściwie już za chwilę zagracie na scenie bezpośrednio przed publicznością. Jest trema?
-Faktycznie czujemy powrót. Nie czujemy tremy. Raczej radość, bo ostatnie miesiące wypełnione były smutkiem, jeśli chodzi o koncertowanie.
Ale istniała przecież możliwość, z której korzystało wielu artystów, koncertowania online? Próbowaliście?
- Rzeczywiście, mieliśmy taki jeden koncert. Zrobiliśmy go u Przemka w domu pod Radomskiem. Oglądało go bardzo dużo osób online. Feedback był bardzo pozytywny. Pojawiła się taka żywiołowa reakcja publiczności. Nawet onlinowo. Jednak cały czas towarzyszyła nam nadzieja na powrót do koncertów na żywo i komponowania.
To taka duża różnica między graniem na scenie przed publicznością a słuchaczami online?
Nie można było tak koncertować dla siebie. Dopiero jak jest publiczność, wtedy nasz zawód muzyka ma sens.
Bez publiczności nie ma inspiracji.
- Tak, absolutnie tak. Na początku to jest główny bodziec do działania. Bo finalnie spotykamy się razem na koncertach. Gramy dla publiczności i czujemy, że jesteśmy potrzebni, że to daje radość. Można by tworzyć kompozycje do „szuflady”. Ale wówczas będzie ich nadmiar. Nie o to chodzi. Etap koncertowania jest ważniejszy niż samo tworzenie muzyki. I stworzenie płyty. W jazzie, w muzyce improwizowanej, my za każdym razem gramy inaczej. I to jest właśnie piękno jazzu. My się musimy spotkać. Płyta jest tylko taką wizytówką, zaproszeniem, mrugnięciem okiem…

Pandemia wywróciła do góry nogami niejedną karierę. A nawet życie. Na jakim wy jesteście etapie po tej wymuszonej przerwie ?
- Pandemia wszystko mocno zweryfikowała. Pokazała, że te etapy mogą być przeróżne. I że nie można nic zakładać. Przed pandemią koncertowaliśmy w filharmoniach i one były wypełnione publicznością. To była tendencja wznosząca. Byliśmy bardzo szczęśliwi. A teraz trzeba będzie to z pokorą odbudowywać i przypominać, że gramy taki jazz. Melodyjny, piosenkowy, taki nasz polski, słowiański. Że nasza propozycja jest unikatowa.
Mieliście sygnały od fanów, że czekają na was?
- Tak, wszyscy czekaliśmy. Wiemy, że nasi wierni fani na koncerty wrócą. Bardziej boję się o ludzi, którzy sporadycznie chodzili na koncerty. Czy te osoby nie mają obawy przed przybyciem na koncert.
Co usłyszymy dzisiaj na scenie MDK w Radomsku?
- Dzisiaj zagramy takie „the best”. Grając trzecią, studyjną płytę, graliśmy na koncertach utwory z pierwszej, drugiej i trzeciej płyty. To będzie taki przekrojowy koncert naszych autorskich utworów.
Ale nie podsumowujący?
- Absolutnie nie!
Pewnie macie już plan koncertowy na kolejne miesiące.
- To jest cała Polska. Ale koncerty są nieco rozstrzelone w czasie. Terminy się poprzesuwały. W czerwcu zagramy jeszcze w Białymstoku. W sierpniu w Szczebrzeszynie. A jesienią będziemy kontynuować, po przerwie, trasę. Filharmonia śląska, Wrocław, Przemyśl.
Wrócicie do Radomska? Czy będziemy mieli okazję posłuchać was jeszcze w tym roku?
- Myślę, ze najpierw chcielibyśmy skomponować jakieś nowe utwory i najwcześniej w przyszłym roku moglibyśmy pojawić się ponownie, jeśli dzisiejszy koncert spodoba się publiczności.
Rozmawiała Katarzyna Snochowska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze