Katarzyna Snochowska ks@radomszczanska.pl
Bezpośrednią przyczyną wydarzeń zwanych zbiorczo „Sierpniem 1980 r.” była decyzja rządu polskiego o wprowadzeniu z dniem 1 lipca 1980 r. podwyżek na niektóre gatunki mięsa. (..) Fakt wprowadzenia podwyżki spotkał się ze zdecydowaną reakcją robotników, gdyż objęła ona także sklepy i stołówki zakładowe, gdzie większość z nich zaopatrywała swoje domy w produkty mięsne. 1 lipca wybuchły strajki w niektórych zakładach Warszawy, Sanoka, Tczewa, Rzeszowa i innych miast.*
- Słuchałem informacji o wydarzeniach z Gdańska, ze Szczecina dzięki Wolnej Europie. Reżimowe stacje też mówiły o wydarzeniach, tyle że kłamliwie. Ale i z nich można było wiele wywnioskować. Za chwilę Solidarność złożyła dokumenty do sądu o rejestrację związku. Wtedy także Radomsku zaczął się prawdziwy ruch solidarnościowy. W dużych zakładach zaczęły powstawać organizacje zakładowe. Później przenosiło się to na mniejsze zakłady - wspomina Mieczysław Pawłowski.
Świadomość polityczna rodziła się, między innymi, na spotkaniach i rozmowach w ówczesnej kawiarni Stylowa, jeszcze w latach 70.
- Nigdy nie byłem działaczem Solidarności. Kiedyś, ale to dotyczy czasów jeszcze przed 80. rokiem, bawiliśmy się w kawiarni Stylowa w historię Polski. Mówiliśmy o takich ludziach jak Pilecki, Warszyc, Glapiński. Mieliśmy mentora, Czesława Kałkusińskiego, żołnierza AK. Byliśmy tam przy okazji obserwowani przez agentów esbecji. Tak się zaczęło - mówi Roman Szczygłowski.

Lech Wałęsa w sali BHP Stoczni Gdańskiej, sierpień 1980, fot. Fot. Giedymin Jabłoński, Wikipedia
Zanim w Radomsku powstały Wolne Związki Zawodowe i robotnicy sformułowali oficjalne postulaty, skierowane wobec komunistycznych władz, narastało w pracujących poczucie niesprawiedliwości społecznej.
- Nie było telefonów komórkowych, nie było Internetu, byliśmy zdani na prasę propagandową. Ona nie pisała nic na ten temat, to było zakazane. Natomiast ludzie jeździli po kraju, przywozili jakieś wieści. W ten sposób dowiadywaliśmy się, że tam, na Pomorzu, coś się dzieje - mówi Grzegorz Drzewowski.
To właśnie te pierwsze chwile napawały ludzi entuzjazmem.
- Byliśmy całą rodziną na urlopie na Suwalszczyźnie w pewnym gospodarstwie, dzisiaj powiedzielibyśmy: agroturystycznym. Tam doszły do nas pierwsze sygnały o sytuacji Wybrzeżu. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Gdy wróciliśmy do domu i zaczęły się pierwsze spotkania, mama mnie ostrzegała, że mogę wpakować się w kłopoty. Ale ja sobie nie wyobrażałam, że można się nie angażować. Myślałam, że robię to dla swoich dzieci - wspomina Mirosława Łęska. - Gdy szłam na pierwsze spotkanie, zorganizowane na stołówce, zaczepił mnie jeden z wicedyrektorów Famegu, gdzie założyłam gazetę zakładową i ją prowadziłam. Pytał, po co tam idę? I że nie powinnam, że głupia jestem, jak pójdę. Ale ja musiałam tam być, bez względu na konsekwencje. Kiedyś usłyszałam od jednego z misjonarzy, że aby zapalać, samemu trzeba płonąć. I ja płonęłam pragnieniem wolności.
Sytuacja zmieniła się radykalnie, gdy wczesnym rankiem 14 sierpnia w Stoczni Gdańskiej im. Lenina działacze tamtejszych WZZ zainicjowali strajk okupacyjny m.in. w obronie zwolnionej pracownicy Anny Walentynowicz. W błyskawicznym tempie pracę przerywały kolejne zakłady na Wybrzeżu. Na czele strajku w Stoczni Gdańskiej stanął jej były pracownik Lech Wałęsa. (…) 16 sierpnia powstała lista 21 postulatów, których spełnienia domagali się strajkujący. Na liście znalazły się żądania m.in. utworzenia wolnych i niezależnych od władzy związków zawodowych, liberalizacji życia kulturalnego, ograniczenia cenzury i uwolnienia więźniów politycznych.
Robotnicy z Fabryki Maszyn, Mostostalu, Komuny Paryskiej (późniejsza Metalurgia), nawiązywali współpracę z działaczami z innych regionów. Zaczęli tworzys struktury związkowe.
- Pracowałem wtedy w Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej. Byłem twórcą Solidarności w tym zakładzie. Komitet założycielski powstał z udziałem, między innymi, Michała Ciesielskiego, Jana Bareły, kobiet z biura. Tworzyliśmy listę dla tych, którzy chcą przystąpić. Na spotkanie założycielskie przyszedł z Famegu Michał Ciesielski (zbieżność imienia i nazwiska z wcześniej wymienionym Michałem Ciesielskim przypadkowa - przyp. red). Później utworzyliśmy Delegaturę. Była zarządem organizacji solidarnościowych. Ja wszedłem do zarządu. Oprócz tego tworzyli go Józef Kowalczyk, Waldemar Potyra, Marian Ciężki, Roman Walas, Stanisław Sobczyński - mówi Mieczysław Pawłowski.
Pracownicy przystępowali do Solidarności masowo. - Główny księgowy PGK mówił: gdybym nie miał funkcji, to też bym zapisał się do Solidarności - wspomina Mieczysław Pawłowski.
Ale nie były to jedyne działania podejmowane przez ludzi zaangażowanych w pierwszą Solidarność. Podczas spotkań z naczelnikiem miasta poruszano problemy związane z zaopatrzeniem sklepów.
- Prowadziliśmy rozmowy z naczelnikiem i przedstawicielami PSS Zorza. Rozmawialiśmy o prawidłowej dystrybucji produktów spożywczych. Wszystkiego wówczas brakowało. Solidarność domagała się informacji o tej dystrybucji. Występowaliśmy o zwiększenie ilości produktów i sprawiedliwy ich podział - mówi Pawłowski.
Delegatura dostała od naczelnika miasta przydział na lokal. Znajdował się na Kościuszki 7.
W 1980 roku Radomsko liczyło 40 tys. mieszkańców. Wraz z przyległymi miejscowościami stanowiło aglomerację o charakterze czysto przemysłowym. Zadecydowało o tym wybudowanie w latach 1949-1980 kombinatu drzewnego „Fameg”, Wytwórni Konstrukcji Stalowych „Mostostal” (WKS), nowych wydziałów Fabryki Maszyn „Radomsko” (FM) czy też rozbudowy Zakładów Przemysłowych im. Komuny Paryskiej (ZP). Poważną część produkcji eksportowano do krajów socjalistycznych i kapitalistycznych. W roku 1980 w przemyśle znajdowało zatrudnienie ponad 23 tysiące pracowników. Mogłoby się wydawać, że w takim ośrodku odzew powinien nastąpić dosyć szybko. Tym bardziej, że musiały tu docierać nieformalnymi źródłami wieści z Wybrzeża. Nic bardziej mylnego. Jeszcze 30 sierpnia 1980 r. Komitet Wojewódzki PZPR w Piotrkowie Trybunalskim (KW PZPR) raportował do centrali w Warszawie o panowaniu pełnego porządku pracy w zakładach m.in. w Radomsku. Lecz i tutaj zaczęły zbierać się czarne chmury nad miejscowymi kierownictwami zakładowymi i partyjnymi. W dniu 3 września, gdy Wybrzeże już nie strajkowało, a górnicy parafowali porozumienie w Jastrzębiu, w Radomsku doszło do niekontrolowanego rozwoju sytuacji.

Akcje strajkowe w Radomsku na dobre rozwinęły się nie w sierpniu, ale z początkiem września. Sygnałem do zwierania szyków stało się podpisanie porozumień przez działaczy Solidarności w Gdańsku i Szczecinie. Pierwsze postulaty radomszczan związane były ze sprawami socjalno-bytowymi. Chodziło przede wszystkim o braki żywnościowe.
Pierwsza zastrajkowała Fabryka Maszyn „Radomsko”. To były pierwsze dni września. Wybrano komitet, na czele którego stanął Józef Kowalczyk.Domagano się spełnienia wobec pracowników wszystkich postulatów, które zostały przeforsowane na Wybrzeżu. Zażądano możliwości zadawania pytań kierownictwu zakładu i uzyskiwania odpowiedzi w terminie siedmiodniowym, bez późniejszych represji wobec pytających. Wśród postulatów były i te dotyczące zaopatrzenia i podwyżek.
Mocne zaplecze solidarnościowe powstało w Famegu. Wówczas to były Zakłady Przemysłu Meblarskiego im. Gwardii Ludowej.
- Miałem wtedy dwadzieścia lat. Pracowałem w biurze technologicznym. Podczas jednego ze spotkań z dyrekcją zadałem pytanie, po co zakład zakupił zbędne maszyny, bo miałem wówczas wgląd w dokumentację. A nie było wtedy pieniędzy na wypłaty. Dyrektor powiedział, że jestem za młody, żeby z nim dyskutować, a następnie przesunął mnie na warsztat. Od tego momentu zaczęła się moja przygoda ze związkami zawodowymi. To był początek września - mówi Roman Walas.
3 września w Fabryce Maszyn „Radomsko” rozpoczął się strajk, który stanowił odpowiedź na zdarzenia jakich świadkiem była cała Polska kilka dni wcześniej. Pracę przerwały wydziały A i C. Natomiast wydział B solidaryzował się z akcją, lecz nie wygasił pieców hutniczych. Na terenie zakładu doszło do skoordynowanych działań, a ich efektem było zebranie, w którym wzięła udział większość pracowników. Podczas posiedzenia, które prowadził Ryszard Olczyk wspólnie z Józefem Kowalczykiem, powołano Tymczasowy Komitet Robotniczy (TKR) Fabryki Maszyn „Radomsko”.
Wtedy w Gdańsku ukonstytuowała się już pierwsza Komisja Krajowa Solidarności. Na mocy porozumienia z władzami wydawała glejtz upoważniające do występowania w jej imieniu działaczom z całego kraju. - Pojechaliśmy do Katowic całą grupą. Tam mieliśmy najbliżej do przedstawiciela komisji. Dostałem papier, który dawał nam pewne uprawnienia. Po powrocie wystąpiliśmy do dyrekcji o przyznanie nam pomieszczenia na działalność. Rozpoczęliśmy kampanię agitacyjną. Wiele osób nic nie wiedziało o Solidarności. Wielu było zaskoczonych możliwością istnienia takiego związku - opowiada Roman Walas.
Grzegorz Drzewowski pracował wówczas w radiowęźle na Famegu.
- Pewnego upalnego dnia tworzyłem okno, bo było bardzo gorąco. Zastanowiła mnie cisza panująca na placu, gdzie zwykle panował hałas. Nagle zadzwonił telefon. To był Roman Walas. Powiedział: dzwonię z wydziału mechanicznego, u nas jest strajk i jako przewodniczący strajku przyjdę zaraz nadać komunikaty. Chwilę później do pokoju wpadł sekretarz PZPR od propagandy. Zażądał, bym uszkodził radiowęzeł. Gdy odmówiłem, tego samego chciał od akustyka. Ten posłusznie wyjął jedną z lamp od wzmacniacza. Sekretarz, parząc sobie dłonie, schował ją do kieszeni i wybiegł. Byłem wściekły na kolegę. Ale ten mrugnął do mnie i powiedział: mam ich jeszcze dwadzieścia - opowiada były pracownik Famegu.
Za namową starszych pracowników Roman Walas włączył się w działalność. Był młody i nie miał wiele do stracenia.
- Przede wszystkim chcieliśmy pomóc ludziom. Prawie 90 proc. pracowników przystąpiło do związków. Spotkania z ludźmi były fascynujące. Najpierw na spotkania przychodzili tylko pracownicy produkcji. Wkrótce dołączyła kadra. Spotkania były codziennie. To nam dawało ogromną siłę. Ludzie poczuli się pewniej. Pierwszą grupę stanowili: Marek Płomiński, Zygmunt Łuszczyński i Mieczysław Zaręba. Ale byli też inni, nie chciałbym nikogo pominąć - wspomina Roman Walas.
Według dokumentów Służby Bezpieczeństwa jednym z głównych inspiratorów oraz organizatorów protestu w Fabryce Maszyn był Józef Kowalczyk, referent działu kontroli jakości, postać żywiołowa, a co za tym idzie wysuwająca się na pierwszy plan. W jednym z dokumentów napisano: […] Mimo zapewnień dyrekcji zakładu, że wszystkie przedstawione postulaty będą możliwie rozpatrzone i sukcesywnie realizowane oraz apelu o przystąpienie do pracy Józef Kowalczyk swoim zachowaniem i wysuwaniem coraz to nowych żądań przyczynił się również do przerwy w pracy w dniu 03 września przez II zmianę. Jego demagogiczna postawa była powodem wybrania go na v-ce przewodniczącego komitetu robotniczego, który miał prowadzić rozmowy z dyrekcją zakładu
Z powodu braków w zaopatrzeniu związki włączyły się w międzyzakładowy handel wymienny. - Brakowało papierosów, więc jako zakład wysłaliśmy jakieś niepotrzebne meble do fabryki tytoniu. Oni zostawali po godzinach i robili dla nas papierosy, które trafiały do Radomska - mówi Roman Walas. - Tym dobrem dzieliliśmy się z innymi zakładami. Zaczęliśmy działać wspólnie, na przykład za drut i gwoździe - śmieje się.
Związki starały się to nadzorować, aby ta sytuacja nie była wykorzystywana przez naciągaczy. Wkrótce do protestów dołączyły kolejne zakłady pracy.
- W ZOZ-ie (Zakładzie Opieki Zdrowotnej) miały powstać nowe związki zawodowe. Zainteresowanie było bardzo duże. Pierwsze spotkanie odbyło się w Domu Rzemiosła. Powstała kwestia: czy będzie to Solidarność, czy związek branżowy (przekształcone związki zawodowe, do których przynależność była obowiązkowa przyp. red.)? Wtedy większość opowiedziała się za Solidarnością. To było po 6 września - przypomina sobie Jacek Łęski. - Pamiętam, jak podczas spotkania w domu kultury ówczesny przewodniczący Solidarności powiedział, że jest wniosek o zmianę dyrektora. Zapytał wtedy, czy zebrani wyrażają zgodę. To było do tej pory czymś niespotykanym. Padła kandydatura wieloletniego pracownika, fachowca, dotychczasowego zastępcy dyrektora, doktora Jerzego Grzymałły.
W pierwszych dniach października strajk zorganizowano w Fabryce Maszyn, ale także w Famegu i w Spółdzielni Inwalidów Wytrwałość. Łącznie strajkowało ponad tysiąc osób. To, oczywiście, nie spotkało się z aprobatą władz. Ta robiła wszystko, aby neutralizować działalność związkowców i ograniczyć jej zasięg.
- Przez kilka miesięcy nastawienie ludzi było bardzo optymistyczne. Szeregowi członkowie Solidarności mówili: jak przyjdzie co do czego, to my ich czapkami nakryjemy. A tymczasem przyszedł stan wojenny i kto kogo czapką nakrył? - wspomina Mieczysław Pawłowski.
Karnawał Solidarności trwał ponad rok. Do 13 grudnia 1981 roku, gdy komuniści prowadzili stan wojenny.
* fragmenty artykułu Kamila Rytkowskiego, „Powstanie NSZZ Solidarność w Radomsku i pierwsze miesiące jego działalności (do 31 grudnia 1980 r.)”, opublikowanego w V tomie Zeszytów Radomszczańskich (2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze