Tego można się było spodziewać, że chętnych będzie więcej niż miejsc. Kto nie przyszedł wystarczająco wcześnie mógł zapomnieć, że usiądzie blisko i będzie miał bohaterkę telewizyjnego programu „Sanatorium miłości” na wyciągnięcie ręki.
Sala kameralna w MDK pęka w szwach. A pani Iwona opowiada o sobie i swojej telewizyjnej przygodzie. Zdaje sobie sprawę, że popularność jest przelotna i nie należy się do niej przywiązywać, ale to przyjemne uczucie, kiedy jest się rozpoznawanym na ulicy. - Niektórzy chcą sobie ze mną zrobić zdjęcie, a ja chętnie ze wszystkimi rozmawiam – mówiła na początku spotkania, które prowadzi Jolanta Dąbrowska. - Są też i tacy, którzy chcieliby, ale boją się podejść i odezwać. Niepotrzebnie – stwierdziła najbardziej chyba w tej chwili rozpoznawalna radomszczanka.
- Byłam teraz w szpitalu w Katowicach i kiedy pielęgniarka usłyszała, że jestem z Radomska, to od razu powiedziała, że to to miasto, z którego jest pani Iwona z Sanatorium - komentowała jedna z uczestniczek dzisiejszego spotkania.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze