Gazeta dotarła do nagrań ukazujących, jak próbowano zamieść pod dywan sprawę molestowania dzieci przez wieloletniego kościelnego parafii św. Lamberta Kazimierza K. Wynika z nich, że o skłonnościach kościelnego w kręgu ludzi związanych z parafią wiedziano od dawna. Gdyby nie upór jednego z wikariuszy, sprawa nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. Przeciw zgłoszeniu jej do organów ścigania byli zarówno proboszcz parafii jak i prawnicy, którzy pomagali mu w tej sprawie
Andrzej Andrysiak, aa@radomszczanska.pl
Jeszcze nigdy opinia publiczna - ani radomszczańska, ani krajowa - nie miała okazji zobaczyć, jak ten mechanizm wygląda od środka. To będzie trudna lektura. Dziś Kazimierz K. zasiada na ławie oskarżonych, odpowiadając za molestowanie pięciorga dzieci, ale zanim sprawa dotarła do prokuratury i sądu, w parafii św. Lamberta rozegrała się cicha bitwa. Z jednej strony wikariusz, z drugiej proboszcz i dwóch prawników. Stawką: sprawiedliwość i dobro dzieci kontra uniknięcie rozgłosu.
...
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 98% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze