Pierwszy Marsz Równości przeszedł w sobotę ulicami Radomska. To była kolorowa parada, bez prowokacyjnych haseł, transparentów ani zachowań. Uczestniczyło w niej między 200 a 300 osób. Marsz obserwowały setki radomszczan. Kontrmanifestację zorganizowały środowiska narodowe. Było spokojnie, poza kilkoma incydentami

Jeszcze pół godziny przed rozpoczęciem marszu w parku Solidarności było ledwie kilka osób. Za to policji - dziesiątki radiowozów. W ramach zabezpieczenia ściągnięto fukcjonariuszy z innych miast.
Manifestanci zgłosili obecność około 300 osób. W sumie było między 200 a 300. Radomszczanie, ale też przyjezdni - z Częstochowy, Piotrkowa, Warszawy.
Marsz rozpoczął organizator Ksawery Olczyk.
- Witam osoby z całej Polski i Radomska. Chciałbym podziękować moim rodzicom, bratu, przyjaciołom, ponieważ bez was to spotkanie nie byłoby możliwe. Kiedy miałem wątpliwości, czy się to uda, wspomagali mnie - powiedział. - Chcemy pokazać, że wszyscy jeśmy tacy sami, bez względu na seksualność czy kolor skóry. Mam nadzieję, że ten marsz jest pierwszym krokiem do zmiany.
Kolorowa parada przeszła ulicami Tysiąclecia, Piastowską i Leszka Czarnego, przy dźwiękach muzyki, skandując hasła „Wolność, równość, akceptacja”. Na ulicy Piastowskiej, podczas krótkiego postoju, uczestnicy mówili o prawach osób homoseksualnych.
Nie było prowokacyjnych transparentów, haseł ani zachowań.
Paradzie przyglądały się tłumy mieszkańców kręcących filmiki smartfonami i robiących zdjęcia. Poza sporadycznymi przypadkami nie było agresji, nieprzyzwoitych gestów czy okrzyków.
Jedyny gorący moment to przemarsz ulicą Leszka Czarnego. Tam wcześniej środowiska narodowe zorganizowały Pikietę w Obronie Tradycji, Wiary i Rodziny.

Rozpoczęła się odśpiewaniem Mazurka Dąbrowskiego. Przy ulicy Piastowskiej zebrało się około 100 osób ze środowisk narodowych i patriotycznych. Główne hasło, które znalazło się na jednym z banerów, brzmiało „Chłopak dziewczyna polska rodzina”.
- Duma, duma, duma narodowa! - skandowali zebrani.
Wokół miejsca, gdzie odbywała się pikieta, policja utworzyła szczelny kordon. Nieco dalej stali ci, którzy byli ciekawi tego co się wydarzy.
Anna Dziadkiewicz ze Stowarzyszenia Pamięci Żołnierzy AK, KWP, NSZ Zawsze Wierni, organizatorka pikiety, otwarła zgromadzenie i zachęcała do zabierania głosu. Odczytano apel w sprawie Marszu. Padły słowa o prawdziwej rodzinie, o tym, że zwolennicy ideologii LBGT są „dzisiaj na naszych ulicach, jutro w naszych domach, a potem odbiorą nam dzieci”.
Przemawiały kolejne osoby, otrzymywały brawa, znów skandowano. Wszystko było nagrywane przez prawicowe media internetowe. Trwała relacja na żywo wrealu24.pl. Było spokojnie, do momentu, w którym głos zabrał mężczyzna, jeżdżący na wózku. Powiedział, że był na Marszu i zobaczył, jak profanowana jest polska flaga i polskie godło. I że policja spokojnie na to patrzy. Nie krył swoich emocji. Udzieliły się one uczestnikom, którzy zaczęli krzyczeć: zboczeńcy, policja, jedna koalicja!
Jednak na samym marszu nikt takiej sytuacji nie zaobserwował.
Organizatorzy mówili, że trzeba będzie sprawdzić, czy nie doszło do popełnienia przestępstwa. A kiedy z tyłu ktoś odpalił petardę, uspokajali: nie róbcie tego, powstrzymajcie emocje, inaczej wszyscy będziemy zaraz faszystami - uspokajali.
Mówiono jeszcze o tym, że jedynym ratunkiem jest święta wiara katolicka i prawdziwa rodzina, bo tylko niszcząc te instytucje można zniszczyć Polaków. - Jesteśmy kościołem wojującym! - krzyczał jeden z uczestników. I dodał, że może nie wszyscy hierarchowie chcą o tym mówić, ale to jest wojna.
Potem była wspólna modlitwa i jeszcze raz wspólny śpiew, tym razem Rota. Na koniec jeszcze kilka skandowanych haseł i Anna Dziadkiewicz oficjalnie rozwiązała pikietę. Było kilka minut po 12. Dziadkiewicz poprosiła, żeby uczestnicy poszli ulicą Piastowską w stronę kościoła, bo policja blokuje ulicę. Większość posłuchała. Jeden z mężczyzn chciał jednak przejść między policjantami. Ci zagrodzili mu drogę i poprosili o dokumenty. Doszło do małej przepychanki. To małe zamieszanie trwało kilka minut. W tym samym czasie Marsz Równości był już na ulicy Leszka Czarnego.
Gdy uczestnicy Marszu Równości mijali skrzyżowanie Leszka Czarnego i Piastowskiej, z tłumu w stronę manifestantów poleciała jedna butelka po piwie. W nikogo nie trafiła. Trochę dalej, pod blokiem nr 17, grupka mężczyzn krzyczała „Pedały, policja, jedna koalicja”. W stronę maszerujących poleciało kilka jajek. Tam też musieli zainterweniować policjanci, gdy kilku młodych ludzi próbowało przedrzeć się w stronę maszerujących. Co najmniej dwóch zostało skutych.

Marsz doszedł z powrotem do parku Solidarności kwadrans po godz. 13. Tam rozwiązano zgromadzenie.
Po marszu w parku Solidarności jeden z uczestników poskarżył się, że podczas marszu ktoś opluł jego matkę, także uczestniczącą w marszu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze