Reklama

Skończył się hurraoptymizm Polaków i pomoc dla obywateli Ukrainy. Brakuje żywności i chemii

12/05/2022 18:00

Pomoc Polaków dla uchodźców wojennych z Ukrainy w pierwszych dniach ataku Rosjan na ich ojczyznę była ogromna i budziła podziw. Po kilku tygodniach emocje opadły i obywatele zobojętnieli na los uciekających przed agresją ukraińskich rodzin. O pomoc dla uchodźców jest bardzo trudno.

O ile na początku wojny radomszczanie wykazywali ogromną empatię dla uciekających ze swojego kraju kobiet i dzieci, o tyle teraz można mówić przynajmniej o obojętności. Coraz częściej pozytywny stosunek do obcokrajowców przechodzi na przeciwny wektor. Nie bez znaczenia dla eskalacji negatywnych postaw jest galopująca drożyzna. - Wszystko drożeje i ludzie są sfrustrowani. "Ja nie dostaję, a oni dostają." Wyobrażenia, o darach dla Ukraińców są zupełnie różne od rzeczywistości - mówi Iga Borowiecka-Grzywacz, organizatorka zbiórki na rzecz pomocy obywatelom Ukrainy, właścicielka galerii "Kartka - Pracownia działań twórczych". 

Tymczasem z początkowego hurraoptymizmu pozostało sporo zimowej odzieży i kurz. - Brakuje letnich ubrań, produktów żywnościowych i chemii - mówi Iga Borowiecka-Grzywacz. Pomoc płynąca zewsząd ustała. - Zwracam się indywidualnie do różnych osób z prośbą o konkretną pomoc, gdy jest taka potrzeba. na przykład teraz szukam rowerka dla czterolatka i ludzie nie odpowiadają albo mówią, że nie mają. Zapał opadł - podsumowuje właścicielka "Kartki". 

Reklama

Pomieszczenia galerii wypełnione są odzieżą zimową. Organizatorka zbiórki nadal je trzyma, choć brakuje miejsca na bardziej potrzebne rzeczy. - Mam na stanie ciepłą odzież i dwa wózki dziecięce. Może znajdzie się ktoś chętny - mówi Iga Borowiecka-Grzywacz.

Nie wie, co innego może z nimi zrobić, gdyż starostwo powiatowe zaprzestało akcji pomocy.

- Jest ogromny problem z żywnością. Zwłaszcza, że wszystko bardzo zdrożało. Brakuje też chemii. Koszty utrzymania poszły w górę. Potrzebna jest pomoc, ale jej nie ma - martwi się Iga Borowiecka-Grzywacz. 

Reklama

Ukrainki szukają pracy. Jednak ofert jest mniej, ponieważ pogorszyła się sytuacja ekonomiczna Polaków. 

Paweł Aulich wraz ze Stowarzyszeniem Spot Radomsko także organizował pomoc dla uchodźców. Zbiórkę zarejestrował i cały czas pozostaje w kontakcie z urzędem wojewódzkim. - My zgromadziliśmy przede wszystkim żywność. Cały czas możemy ją wydawać. W tej chwili mamy dwa duże pudła konserw, ale nie ukrywam, że nie jest to produkt pożądany. Poza tym nie chcemy się wszystkiego wyzbywać, bo nie wiadomo, jak się potoczy sprawy. Jeśli chodzi o konserwy, to choć nie są rarytasem w Radomsku, to może będzie organizowana zbiórka na pomoc na Ukrainie - mówi organizator zbiórki. 

Reklama

Kiedyś zwrócił się do Pawła Aulicha koordynator wojewódzki z prośbą o pomoc. - Wysłaliśmy dwie paczki z żywnością. Gdy ktoś się do nas zwraca, pomagamy - mówi pan Paweł. 

Stowarzyszenie wystawiło kosze w sklepach "Zorzy". Zbiórka nadal trwa, choć produktów nie przybywa w takim tempie jak na początku. - Po majówce zrobiliśmy objazd po sklepach i zebraliśmy produkty. Gdyby obecnie pojawiło się jakieś zapotrzebowanie, to możemy przekazać produkty. W ubiegły weekend, za pośrednictwem jednej z naszych wolontariuszek, pomoc trafiła do Zameczku, gdzie mieszka duża grupa obywateli Ukrainy. Przekazaliśmy większą ilość makaronu - mówi organizator. 

Reklama

Paweł Aulich zauważa, że obecnie działania powinny przybierać format interwencyjny. - Jedzenie czy odzież nie są już niezbędne. Teraz należałoby gdzie indziej upatrywać pola do wsparcia. Na przykład w formie tworzenia miejsc do integracji sieci kontaktów oraz relacji. Kiedyś przyszli do nas Ukraińcy i pytali o miejsca, gdzie mogłaby spędzić wolny czas i się spotkać - mówi pan Paweł. 

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości