Reklama

[Rozmowa] Jędrzejczak: Nabierają się na gładką mowę

GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Żałuje pan, że udzielił jesienią ubiegłego roku wywiadu Gazecie, w którym powiedział, że nie będzie głosował na prezydenta Ferenca?

JAKUB JĘDRZEJCZAK: - Nigdy nie żałuję swoich decyzji, zawsze planuję alternatywne drogi, którymi chcę podążać, rozważam swoje decyzje. Ta była przemyślana i nie mógłbym się inaczej zachować.

Spodziewał się pan takich skutków?

- Podejrzewałem, że prezydent Ferenc będzie chciał mnie zwolnić z pracy. Gdybym chciał za wszelką cenę zapobiec takiemu scenariuszowi, nie zgodziłbym się na przejście na kontrakt menedżerski, który ułatwił prezydentowi zwolnienie. 

Reklama

Przejście na kontrakt to nie był wymóg ustawowy?

- Jeśli mielibyśmy się trzymać ustawowego obowiązku, to należało to zrobić do końca roku. Prezydent Ferenc zasłania się różnymi niewiarygodnymi uzasadnieniami swoich decyzji.

A jako Platforma nie żałujecie, że poszliście na wojnę z prezydentem? Przecież mogło być miło.

- Tak jak ja podejmuję decyzje świadomie, tak również koledzy w Platformie robią to w sposób przemyślany i rozważny. To nie był impuls. Często padają pytania, również z pana strony, czy my byliśmy w koalicji…

Reklama

O to nigdy nie pytałem, bo wiem, że byliście.

- ...Ok, ja też tak to nazywam, tylko proszę pamiętać, że koalicja była ułomna. Nie mieliśmy swojego przedstawiciela we władzy wykonawczej, nie mieliśmy wiceprezydenta.

Z własnego wyboru.

- Uszanowaliśmy decyzję wyborców, którzy dali nowej osobie szansę na zmianę miasta. I ta osoba, naszym zdaniem, nie podołała. Popełniła wiele karygodnych, kardynalnych błędów. Jarosław Ferenc nie wypełnił swoich obietnic wyborczych.

Kardynalne błędy to brzmi poważnie, więc ustalmy, jakie są najważniejsze.

Reklama

- Rewitalizacja i obwodnica.

To przypomnijmy czytelnikom, że między innymi radni Platformy w 2016 roku zagłosowali za wariantem przebiegu przez ul. Wypoczynkową, czym wydłużyli procedurę. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad miała wtedy gotową dokumentację na przebieg przez Folwarki.

- To prezydent przygotowuje uchwały, radni wyrażają jedynie swoją opinię na ich temat. Przez ostatnie 20 lat miastem rządziło RdR i FSG. Ani prezydent Anna Milczanowska, ani Jarosław Ferenc, nie zrobili nic takiego, żeby ta obwodnica powstała.

Reklama

Jeśli wtedy zagłosowaliście przeciw wariantowi, za którym opowiadała się GDDKiA, w ten sposób wydłużyliście procedurę i odłożyliście rozpoczęcie inwestycji w czasie.

- Moim zdaniem przyczyna leży gdzie indziej. Anna Milczanowska i Jarosław Ferenc nie mają jasno określonych wartości, raz są z partiami, innym razem apartyjni, tylko podejmują decyzję koniunkturalnie, w zależności od krótkoterminowych korzyści.

Gdy byliście z Milczanowską w koalicji, nie byliście tego świadomi?

- Ale kiedy?

W latach 2006-2010.

Reklama

- To ja przypomnę, że w 2010 roku źle oceniliśmy kompetencje pani prezydent i jej działania, i mimo że mieliśmy propozycję kontynuowania współpracy, odmówiliśmy. A przecież również pan często zarzuca nam, że idziemy do wyborów po to, żeby handlować później poparciem. Co nie jest prawdą i celowo to przypominam, bo zapomina pan o tym.

Nie zapominam, pozostaję przy swoim zdaniu.

- Trudno. A my przy swoim. Nie stosujemy handlu politycznego, my chcemy osiągnąć konkretne cele. Jeżeli jest jakieś rozstrzygnięcie wyborców, to my je musimy uszanować i czekać na kolejną szansę, kolejne wybory.
Radomszczańska Platforma żyje w bańce?

Reklama

- Nieprawda.

Informacyjnej? Trudno było mi znaleźć wśród ludzi śledzących politykę tych zdziwionych wynikami sondażu opublikowanego przez Gazetę i NTL. Oczywiście poza Platformą i Wspólnym Samorządem. Dla wielu wyniki były oczywiste.

- A nam przeciwnie, docierały do nas informacje od różnych osób mniej lub bardziej związanych z lokalną polityką, że są bardzo zaskoczeni wynikami. Różne były do tej pory sondy, bo takiego słowa tu używam. Sondażem bym tego nie nazwał…

... pańskie prawo.

- Raczej rozbudowaną sondą. Ja uważam, że mój elektorat to przede wszystkim ludzie ciężko pracujący. Nie spotkacie ich na ulicy i wczesnym popołudniem w domach.

Reklama

Nie robiliśmy sondażu na ulicy.

- To osoby, które wracają późno z pracy. Zwrócę też uwagę, że nasz elektorat jest bardzo świadomy, czyta programy, rozważa propozycje. My dopiero we wtorek, po waszym badaniu, mieliśmy konwencję programową. Liczę, że nasze działania zaplanowane na wybory, które dopiero w tej chwili przedstawiamy wyborcom, przyniosą taki efekt, że znajdę się w drugiej turze. Tak, jak sobie zakładaliśmy.

Skąd przekonanie, że wasz elektorat czyta program? Macie jakieś badania?

- Mamy takie przekonanie. Intuicja w polityce też jest potrzebna. Poza tym osoby jeszcze niezdecydowane, a które chcą świadomie oddać głos, czytają programy każdego kandydata.

Reklama

Kłócicie się o coś w Platformie?

- O wszystko. Każda decyzja i kierunek działań wykuwają się w dyskusji. A dyskusja to forma pewnego sporu, na zasadzie argumentów.

O co się ostatnio kłóciliście?

- Na przykład o to, jaką strategię przyjąć na ostatnie dwa tygodnie kampanii.

Ma pan wrażenie, że wykorzystał dobrze czas od ogłoszenia swojego startu w wyborach, co się stało w okolicach Wielkanocy, do czasu rozpoczęcia kampanii?

- Zdecydowanie chciałem zrobić więcej. Gdybym to zrobił jeszcze raz, wiele bym zrobił inaczej. W takiej roli jestem po raz pierwszy. W 2006 r. kandydowałem na prezydenta jako osoba zupełnie nieznana w polityce. Platforma była też nową siłą.

Reklama

W 2006 r. to była już wielka partia opozycyjna, w konflikcie z rządzącym wtedy PiS-em.

- Ale nie w Radomsku. Tu dopiero budowaliśmy struktury. Teraz jesteśmy poważną partią polityczną i wyborcy oczekują bardziej zdecydowanych działań. Ja krytycznie podchodzę do tego, co robię, wyciągam wnioski i na pewno niektóre rzeczy robiłbym inaczej. Dziś to wiem. Rozumiem, że było oczekiwanie, żeby było mnie więcej. Ale gdy byłem w trakcie spotkań na ulicy, to oczekiwano większej aktywności na Facebooku. I odwrotnie. To oznacza, że brakowało balansu. 

Reklama

Pracował pan gdzieś od czasu zwolnienia w PGK?

- Podjąłem decyzję, że jeśli się angażuję w wybory samorządowe, do czasu głosowania nie podejmę żadnej stałej pracy. I dotrzymuję słowa.

A niestałej? Z punktu widzenia wyborcy jest istotne, czy nie pracował pan dla instytucji samorządowych lub podległych im jednostek. Czyli czy gdzieś pan sobie czegoś nie załatwił.

- Nie, żadnych funkcji nie pełniłem. Nie miałem żadnego stałego zatrudnienia.

Kto rządzi dziś w Platformie?

- Członkowie Platformy. Jesteśmy partią demokratyczną. Szefem jest Jacek Zacharewicz.

Kto ma największy wpływ na decyzje partii?

- Decyzje są kolegialne. Oczywiście są sytuacje, że trzeba decydować na szybko, ale zawsze rozmawiamy.

Pan jest zwolennikiem takiego sposobu zarządzania?

- My bardzo cenimy sobie wartości demokratyczne. Szef nadaje ton i wyznacza kierunki i dopóki zyskuje akceptację członków partii, póty jest na tym stanowisku. Gdyby był rozdźwięk między oczekiwaniami a praktyką, pewnie ktoś inny byłby szefem.

Załóżmy: wchodzi pan do urzędu miasta na pierwsze piętro i zajmuje prezydencki pokój. Jak pan zarządza? Twardą ręką czy demokratycznie, jak w partii?

- Rozumiem do czego pan zmierza, ale powiem panu, że zarządzanie jednoosobowe sprawdza się tylko na etapie wojny.

Albo w firmie Apple za czasów Steve Jobsa.

- To pana propozycja. Ja uważam, że tylko na wojnie jest potrzebna twarda ręka i rozkazy. W zarządzaniu miastem, przy tylu problemach, nie wyobrażam sobie, żeby prezydent narzucał swoją wizję bez konsultacji z doradcami i współpracownikami. Szef musi mieć wokół siebie znakomitych współpracowników. Ja wolę się otaczać ludźmi lepszymi, zdolniejszymi, mądrzejszymi od siebie. Po to, by łączyć ich umiejętności. Na tym polega liderowanie.

Ma pan w karierze zawodowej doświadczenie budowania zespołu?

- Oczywiście. Moja droga zawodowa, w każdym miejscu pracy, to było budowanie swojej pozycji zawodowej i zespołu wokół siebie. W firmach prywatnych zaczynałem od handlowca, kończyłem na dyrektorze oddziału czy firmy. W PGK byłem zastępcą kierownika do spraw klienta w zakładzie wodociągów, później zająłem się rozwojem firmy, a w lipcu 2009 roku powierzono mi funkcję wiceprezesa spółki. I nie była to nominacja partyjna, co próbuje zarzucić mi Dawid Wawryka, bo od 2010 roku Platforma była w opozycji, a ja nadal pełniłem funkcję w zarządzie. Anna Milczanowska wtedy zdecydowanie skręcała w prawo, wybrała drogę partyjną. Okazało się, że jest różnica między tym, co mówi, a tym, co robi, i to świadczy o jej niekonsekwencji. Ja jestem konsekwentny. Mam swój publiczny kręgosłup, prezentuję swoje poglądy polityczne, ale jestem otwarty na współpracę. W 2006 roku stworzyliśmy blok wyborczy razem z PSL i FSG. W powiecie byłem przewodniczącym rady, gdzie starostą był człowiek z PiS. Na poziomie rozwiązywania problemów jak najbardziej się dogadywaliśmy. Nie jest prawdą, że polityk partii nie może zadbać właściwie o problemy lokalne. Ja uważam, że osoby przywiązane do jakiejś partii, które nie są skoczkami, które mają swój kręgosłup, są bardziej wiarygodne niż te, które chowają się za tak zwaną apartyjnością, a w sprzyjającym momencie nagle przeskakują do innego ugrupowania.

To niech pan wyjaśni, co w Platformie robił Tomasz Kornacki? Byliście jego kolejnym ugrupowaniem.

- Chwileczkę, Tomasz Kornacki był wcześniej członkiem Razem dla Radomska…

... a teraz startuje z list Wspólnego Samorządu. Skoczek. Mówił pan o kręgosłupie, a ten kręgosłup objawia się w działaniu.

- Jasne, ale ja odpowiadam za siebie, działam publicznie od początku w PO i jestem w tym konsekwentny.

Czyli pragmatyzm decyduje, że skoczek znajduje się w Platformie?

- Trudno mówić o pragmatyzmie, bo czasami człowiek się rozczaruje, a czasami rzeczywiście wierzy, że to był świadomy wybór.

Że wcześniej błądził?

- Tak. Ale to już niech ocenią wyborcy.

Zrobiliście błąd nie doceniając Dawida Wawryki?

- Trudno mi przyjąć, że ktoś go u nas nie docenił. To jest dla mnie chwilowy polityczny celebryta. W działalności publicznej nie był wcześniej związany z Radomskiem, niczym wielkim się nie wykazał w życiu zawodowym, nie ma żadnych osiągnięć. Mówi, że jest apartyjny, jednocześnie pracował jako asystent posła Roberta Biedronia i wicemarszałek Sejmu Wandy Nowickiej. Jego zaletą jest młodość, chce coś zmienić, ale niestety nie zna realiów i potrzeb naszego miasta, z którego przecież pochodzi. Nie zawsze pomysły z dużego miasta da się przełożyć na małe miasto, takie jak nasze.

Ale on grzebie w waszym elektoracie.

- Rozumiem to, cieszę się, że taki młody człowiek w Radomsku próbuje swoich sił, ale to nie jest nic nowego. Przecież my już wystawialiśmy 27-letniego kandydata na prezydenta. Wawryka twierdzi, że partie polityczne w Radomsku nie dają oferty dla młodych, a nikt nie dał takiej oferty, jak Platforma. Różnica jest taka, że Łukasz Więcek był świetnie przygotowanym radnym, z doświadczeniem w zarządzaniu wielkim zespołem w hufcu radomszczańskim, z umiejętnością pozyskiwania środków zewnętrznych. Był wiarygodny. Dawid Wawryka, jeśli zostanie radnym, czego mu życzę, musi najpierw pokazać skuteczność.

Protekcjonalnie to zabrzmiało. Dlaczego nie wciągnęliście Wawryki w swoją orbitę? To wydawało się oczywiste.

- On nigdy nie był tym zainteresowany. Zjawił się w Radomsku, by zagospodarować osoby protestujące w sprawie wycinki drzew. Twierdził, że dopiero teraz słychać ich głos. A Platforma od lat promuje ekologię, to my w Radomsku sadziliśmy drzewa, to my w Radomsku pierwsi protestowaliśmy przeciwko wycince. Wawryka twierdzi, że zaproponował coś nowego, co jest kolejną nieprawdą.

Ale udało mu się zgromadzić wokół siebie prężną grupę.

- Nic na to nie poradzę, że wyborcy czasami nabierają się na gładką mowę. Trzeba oceniać fakty i mam nadzieję, że do 21 października wyborcy właściwie te fakty ocenią.

Mam w tym kontekście anegdotkę. Członek Platformy pyta osobę startującą w tegorocznych wyborach na radnego, ale z innego komitetu, która ma bardzo zbliżone poglądy do was: słuchaj, ale dlaczego ty nie startujesz z naszych list? Na co słyszy w odpowiedzi: wiesz, nigdy mi czegoś takiego nie zaproponowaliście. Może tu jest odpowiedź, dlaczego nie udało się wam stworzyć w Radomsku dużego, prężnego środowiska? Jest o was taka opinia, że jesteście zamkniętą grupą.

- To jest nieprawda, wystarczy spojrzeć na nasze listy.

Listy listami, ale środowiska nie buduje się dwa miesiące przed wyborami. Na to trzeba długiej, ciężkiej pracy.

- Mieszkańcy Radomska nie różnią się niczym od reszty Polaków, nie szukają dla siebie aktywności politycznej. Mało tego, błędy polityków powodują, że zaangażowanie polityczne jest źle odbierane. Ale przy wyborach samorządowych, gdy cała narracja skupia się na rozwiązywaniu problemów lokalnych, część tych najbardziej aktywnych ujawnia się, określa swoje poglądy, rozmawia o problemach i szuka miejsca, gdzie mogliby te problemy rozwiązywać. Oczywiste jest, że osoby mające poglądy zbliżone do nas nie wystartują z list PiS. Ale są też oferty komitetów lokalnych, które łatwiej im wybrać.

Dlaczego?

- Kandydowanie z komitetu partyjnego, nawet jeśli to koalicja, jak u nas, jest oceniane czasami, że ta osoba w samorządzie będzie politykiem zaangażowanym w sprawy krajowe. Co wcale nie jest jednoznaczne. Czy tak się stanie, to zawsze indywidualny wybór człowieka. Oczywiście, są takie osoby jak ja, które nie bały się iść na Czarny Protest, które nie bały się protestować pod sądem w obronie najważniejszych dla obywateli wartości. Ale to nie jest norma. Nie widziałem tam żadnego z kontrkandydatów. Nie było tam Jarosława Ferenca, nie było Wioletty Pal, nie było Jacka Gębicza. A Dawida Wawryki w ogóle w Radomsku nie było. I niech teraz wyborcy sami ocenią, czy osoba taka jak ja, która ma odwagę powiedzieć urzędującemu prezydentowi, że jest złym zarządzającym, ma ich reprezentować. Czy wybiorą takich, którzy chowają się za bezpartyjnością, a w sprzyjającej okoliczności okazują się zwolennikami PiS. Co większość, oprócz Dawida Wawryki, z tych kandydatów prezentuje.

W ubiegłym tygodniu w debacie prezydenckiej w Radiu Łódź rozmawialiście o zatrudnianiu w mieście zewnętrznych menedżerów. Pan argumentował, że w Radomsku jest wielu dobrych fachowców i konkursy nie są potrzebne.

- Mam kilkunastoletnie doświadczenie w branży komunalnej. W PGK są specjaliści najwyższej klasy. Nie chodzi o to, by przyszedł do nas jakiś ekonomista i podbijał wynik. My musimy rozwiązywać problemy komunalne. To, jak wygląda spółka, zależy od prezydenta. To jest najważniejsze głosowanie. Jeżeli nie odmienimy sytuacji, nie damy szansy innemu środowisku, tylko wybierzemy znów RdR i FSG, nasze miasto dalej będzie w ogonie Polski.

Wciąż nie rozumiem, jaka jest przewaga menedżera radomszczańskiego nad zewnętrznym.

- Nie zna specyfiki.

Jeśli jest dobry, to ją pozna w chwilę.

- Ale taki pracownik nie ma związku z naszym miastem! Nie będzie tak dbał o spółkę, jak osoby związane z Radomskiem. Ograniczy się do zapisów kontraktu. Dziś w Radomsku, jutro gdziekolwiek. Ja nie chowam się za ustawionymi konkursami, w których niby wystartuje cała Polska, a i tak na końcu wygra mój znajomy z sąsiedniej ulicy czy z rodziny. To jest ściema.

Przywołam argument z doświadczenia. Gdy w Radomsku przejmowałem Gazetę, zewsząd słyszałem - z ust dziennikarzy, samorządowców, znajomych - że tu, w Radomsku, jest specyficznie...

- ... bo jest.

Że media są zupełnie inne, że działają inaczej, że trzeba brać to pod uwagę. Guzik prawda. Zasady robienia dobrej gazety są takie same w Radomsku, w Warszawie, w Katowicach i Berlinie. Mechanizmy rządzące rynkiem też. Czytelnicy oczekują interesujących informacji, ogłoszeniodawcy renomy. To tyle, jeśli chodzi o specyfikę. Z każdym biznesem tak jest, z komunalnym pewnie też.

- Ja tylko mówię, że jestem w stanie zatrudnić kompetentną osobę z Radomska i wziąć za tę decyzję odpowiedzialność. Nie będę się chował za pseudokonkursami. Bo dla mnie to, co oferują Wioletta Pal i Dawid Wawryka, to pseudokonkursy. Trzeba spojrzeć na ich życiorysy. Czy są w stanie spełnić takie obietnice? Przykładem niech będzie Dawid Wawryka. Przychodzi specjalista, PR-owiec, i będzie zarządzał Radomskiem. W jaki sposób, jak on nie zna naszych lokalnych potrzeb?

Nie obawia się pan, że takie myślenie prowadzi do tego, że ukisimy się we własnym sosie, bo nie wpuścimy świeżej krwi?

- Ależ ja nie powiedziałem, że nie zatrudnię kogoś z zewnątrz.

Tak zrozumiałem.

- Ja tylko nie mam żadnych obaw przed zatrudnieniem kogoś z Radomska. Wezmę odpowiedzialność za swoje decyzje. Jest wielu młodych ambitnych inżynierów w Radomsku, którzy świetnie by sobie poradzili w zarządzaniu PGK.

Jaki jest stan miasta na dziś?

- Kiepski. Jeżeli rządzą Radomskiem grupy interesów...

Wielu was za taką uważa...

- Każdego można obrzucić błotem. Jeśli rządzą grupy interesów, to tylko ich członkom poprawia się sytuacja. Dlatego w Radomsku nie widać postępów, Radomsko się zatrzymało w ubiegłym wieku. Ale grupy interesów mają się świetnie. Niektórzy zostali posłami, jak Anna Milczanowska, która dziś chce, razem ze swoim środowiskiem, wrócić do władzy w mieście.

Druga grupa?

- RdR. Wcześniej prezydentem z tej grupy był Jerzy Słowiński, teraz jest Jarosław Ferenc. To są dobrze zorganizowane grupy i dbają o siebie.

Zauważam w tej kampanii pewną tendencję: kandydaci od lat działający w samorządzie coraz częściej powtarzają, że nie mieli na nic wpływu.

- Ja tak nie mówię. Uważam, że miałem wpływ, ale bardzo ograniczony.

Ile lat jest pan radnym?

- Od 2006 roku. Problem w tym, że radny może coś wywalczyć, ale nie ma wpływu na decyzje osób wybieranych w bezpośrednich wyborach, jak prezydent. Dam panu przykład: wiosną 2016 r. poinformowałem Jarosława Ferenca, że może mieć pieniądze wojewódzkie na strefę kibica. Nie był zainteresowany. To się w głowie nie mieści, żeby nie korzystać z takiej pomocy tylko dlatego, że ja jestem w innym ugrupowaniu politycznym.

Naprawdę nie macie w Platformie refleksji, że jednak przyłożyliście rękę do tego, jak miasto wygląda? Policzmy: 2006-2010 - PO w koalicji z prezydentem. 2010-2017 - PO w koalicji powiatowej. 2016-2017 - PO w koalicji z prezydentem. Nie rządziliście?

- No i dzięki koalicji powiatowej mamy szpital, którego nam zazdroszczą wszyscy w kraju.

A nie dzięki dyrektorowi z Tomaszowa Mazowieckiego?

- To jest sukces koalicji powiatowej. A co do koalicji z Anną Milczanowską - jeżeli prezydent miasta jest niechętny niezbędnym inwestycjom infrastrukturalnym, to my możemy tylko podjąć decyzję polityczną i zrezygnować z koalicji. Tak też zrobiliśmy. Widzi pan tę konsekwencję? Czy mieliśmy wpływ? Prosty przykład: nie byłoby nawet tego fragmentu obwodnicy, gdyby Platforma w którymś momencie nie postawiła Milczanowskiej ultimatum: albo budujemy obwodnicę, albo wychodzimy z koalicji.

Co pana wyróżnia spośród innych kandydatów na prezydenta? Jaka jest pana cecha unikalna?

- Nie składam pustych obietnic, wywiązuję się z nich. Jeśli mówię, że jestem człowiekiem kompromisu, to cała moja droga życiowa tego dowodzi. A jeśli Jarosław Ferenc mówi, że jest człowiekiem kompromisu, to ja się uśmiecham i wszyscy, którzy go choć trochę znają, także. Bo to fałsz. Jeśli ja mówię, że zatrudniałem tylko osoby kompetentne, można to zweryfikować. Mnie można zweryfikować pod względem wartości, bo się ich nie wstydzę, i pod względem doświadczenia zawodowego i osobistego. Pod każdym względem jestem do sprawdzenia. A niech inni kandydaci powiedzą, jakie mają zdanie na temat zagrożenia wolności obywateli, protestów? Myśli pan, że się określą? Wątpię. I to jest ta moja unikalna cecha. Jestem uczciwy w swoim przekazie.

Mam przed sobą pana program. Dużo pan tu obiecuje.

- To program stworzony na podstawie rozmów z mieszkańcami. Jest obszerny, bo problemów jest wiele.

Jakie są trzy największe problemy miasta i pana propozycje ich rozwiązania.

- Rewitalizacja. Nie odpuszczam, podobnie jak nasi radni.

Za jakie pieniądze? Unijnych na to już nie ma.

- Rewitalizację centrum trzeba rozpocząć od pieniędzy, które są dostępne od zawsze. Czyli rewitalizacji Radomki i modernizacji kanalizacji deszczowej. Te pieniądze są. Nad Radomką stworzymy bulwary, deptaki, miejsca wypoczynku.

Nad śmierdzącą rzeczką?

- Właśnie to chcemy zmienić. Jeżeli mieszkańcy uznają, że poprzednie ekipy zmarnowały ćwierć wieku, niech wybiorą nas. My wiemy, gdzie są pieniądze.

Drugi problem?

- Obwodnica. To jest karygodne zaniechanie. Moim zdaniem problemem było to, że urzędujący prezydenci z tych tak zwanych pseudo-niepartyjnych komitetów, a tak naprawdę związanych z PiS, bali się określić, którędy ma przebiegać obwodnica. Dlatego jej nie ma. W tej grupie jest także prezydent Ferenc, bo przecież był ekspertem partii Gowina.

Trzeci problem?

- Stawia mnie pan w trudnej sytuacji, bo tych problemów jest wiele. I jeśli wskażę trzy, później usłyszę, że o czymś zapomniałem.

To pięć.

- Musi się zwiększyć komfort życia w mieście. To infrastruktura sportowa, rekreacyjna, nowy basen, kąpielisko letnie - to wszystko trzeba w Radomsku zbudować. Jeśli gmina wiejska ma cztery Orliki, a w Radomsku jest jeden, który już wymaga remontu, to jest skandal. Ale też kultura i poszerzenie oferty dla młodych oraz pozyskanie budynku Kinemy przez miasto. Kolejny problem to kwestia zdrowia. Czyli walka ze smogiem, bo przez pół roku nie da się wyjść na spacer. Kwestią zdrowia jest także dofinansowanie zabiegów in vitro, i tu chcę uruchomić miejski program. Dla seniorów teleopaska monitorująca funkcje życiowe, za którą zapłaci miasto. Kolejny problem to kwestia obywatelskości. To obszar, bez którego zmiana Radomska nigdy się nie odbędzie. Musi być interakcja między mieszkańcem a władzą samorządową, muszą być szerzej stosowane konsultacje społeczne. I to prawdziwe, realne. Nie takie, że konsultacja zrealizowana za biurkiem, w magistracie, ma inny wynik niż ta realizowana na ulicy.

Jeżeli by się tak zdarzyło, że nie wejdzie pan do drugiej tury, jest pan w stanie oddać głos na Jarosława Ferenca albo Wiolettę Pal?

- Nie sądzę, żeby to w ogóle było konieczne, bo wejdę ja. Mieszkańcy zdecydują Tylko trzeba im dostarczyć wiedzy, faktów, żeby tę mądrą decyzję podjęli. Ich decyzja będzie najlepsza.

Nawet jeśli wygra Jarosław Ferenc? Nawet jeśli wygra Wioletta Pal?

- Uszanuję to.
Rozmawiał Andrzej Andrysiak

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości