Cesję znosiłem. Ubezpieczenie się kończyło, było zabezpieczenie, trzeba spisać aneks. Tak jest w umowie. Jako że zapobiegliwy bywam a i planujący również, trzy miesiące wcześniej biorę do roboty.
W grudniu dzwonię do Getinu. Small toku nie ma, tylko melodyjka przez pięć minut, ale że muzykę lubię, to słucham.
Zgłasza się konsultant. Głos przyjemny, jakby radiowy. Wyłuszczam, jaka sprawa, on grzecznie informuje, że muszę napisać wniosek o zdjęcie cesji, oni przygotują aneks, potem przekażą informację ubezpieczycielowi i po sprawie.
Oho, jak po sprawie, to znaczy że trzeba szybko, myślę i piszę ten wniosek.
Odpowiedź przychodzi uprzejma, że dziękują za wiadomość, wniosek zarejestrowali i skierowali w tryby.
Dobra moja, myślę, ślad jest, jakby co...
Jest styczeń. Nic się nie dzieje. To znaczy dzieje się, koronawirus, pandemia, zima, ale w Getinie cisza. Dzwonię raz, dzwonię drugi, przypominam się, jest.

Pod koniec stycznia dostaję aneks do podpisu i pismo przewodnie. Proszę podpisać i odesłać, albo iść do oddziału, będzie szybciej.
Jak szybciej, to idziemy. W końcu nie ma wiele czasu. W poniedziałek rano. Pan jest uprzejmy, zabiera się za robotę, ale najpierw trzeba to i tamto. Robi to i tamto, mija pół godziny, w końcu meritum. Podpisujemy, pan wkłada aneks do skanera.
- I już, jest w systemie - mówi - załatwione.
Jak załatwione, to dziękujemy i się żegnamy.
Ale. Hm. Jednak. Mija tydzień. Potem jeszcze kilka dni. Dzwonię do Getinu.
- Co z tym aneksem, bo mój ubezpieczyciel czeka na pismo od was, że cesja zdjęta.
- My aneksu nie mamy.
- Jak to nie macie? - pytam. - Przecież przy mnie pan wkładał papier do maszyny i zakomunikował, że już jest w systemie.
- A, w systemie to jest, ale my nie mamy oryginału.
Zdębiałem.
- To po co wam system, jak i tak musi być papier?
Pani nie wie, przeprasza, ale takie procedury.
No jak procedury, to procedury. Pytam, kiedy papieru można się spodziewać.
- To ja napiszę do oddziału. Bo wie pan, oddziały nadają korespondencję raz w tygodniu, pewnie u nich w piątek.
Spokojny jestem i zrównoważony, ale coś mną lekko zatelepało.
- Piątek?
- Tak.
- Po tygodniu?
- Pięciu dniach.
- A jak to idzie, kurierem?
- Tak.
Oddycham głęboko, dziękuję i rozłączam się. Żona mówi, że następnym razem pójdziemy w czwartek. Przez zamknięciem. Ja, że następnego razu nie będzie.
Czekam do środy. Dzwonię.
- Jest?
- Niestety, nie mamy pana w systemie.
Pani nic więcej nie wie. Bardzo jej przykro. Mnie też. Kurier pewnie utknął w Bułgarii.
Mija kolejny tydzień. Ubezpieczenie zakończone 7 lutego, firma wciąż czeka na informację z Getinu o zdjęciu cesji.
W ramach obcowania z kulturą dzwonię co kilka dni do Getinu i słucham muzyczki. Konsultanci najpierw informują, że nie wiedzą, co z aneksem, potem że jest u analityków. Dobra nasza, myślę. Ale analitycy to pewnie uczniowe Sokratesa, bo nie spieszą się z wnioskami. Głęboko analizują. Jakiś bankowy Platon pewnie spisuje z tych analiz „Dialogi". Będą się uczyć studenci za tysiąc lat.
Druga połowa lutego. Dzwonię. Jest. Aneks podpisany, informuje konsultant, z dniem 15 lutego.
- To co teraz? - pytam.
- Wyślemy do ubezpieczyciela informację. I do pana.
Ostatni tydzień lutego. Dzwonię do ubezpieczyciela. Nie mają. Czekają. Ja też nie mam. Nie czekam, dzwonię do Getinu.
- Nie dostałem - informuję po wysłuchaniu 42 razy tych samych 16 taktów.
- To ja sprawdzę.
Pani sprawdza.
- Nie wiem, mam adnotację, że od razu od nas wyszło.
Nie śmiem pytać, czy kurierem, bo boję się tej Bułgarii.
- Ale naniosę adnotację, żeby wysłać jeszcze raz.
Ostatni piątek lutego. Mam. Przyszedł, podpisany. Pewnie ubezpieczyciel też ma. Ale ćwiczę się w cierpliwości i opanowaniu, więc czekam do wtorku. Dzwonię.
- Nie wiem, mam adnotację, że wyszło - słyszę po raz drugi. Zapamiętałem za pierwszym razem, ale co tam. Może myślą, że chodzę do pierwszej klasy.
- To co zrobimy? Termin minął. Ubezpieczyciel czeka. Wy twierdzicie, że wysłaliśmy dwa tygodnie temu, oni nie mają.
- To ja odznaczę, żeby wysłać jeszcze raz.
Podobno państwo amerykańskie działa zachowywaniu procedur. My dzięki naszym procedurom nie działamy.
Jutro znów zadzwonię
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze