Reklama

Przemysław Drozdek: Karetka nie jechała 40 minut. Na miejscu była o 18.50

Pan Arkadiusz, czytelnik Gazety, poinformował nas o sytuacji, do której doszło wczoraj na dworcu PKP w Radomsku.

Radomszczanin opowiadał, że do kobiety, pasażerki pociągu, która zasłabła, wezwano karetkę pogotowia. I że czekano na nią kilkadziesiąt minut, nawet 40. I że to skandal i żenada, ale na szczęście wszystko skończyło się szczęśliwie.

O ten konkretny przypadek zapytaliśmy w Szpitalu Powiatowym, którego częścią jest ratownictwo medyczne.

Przemysław Drozdek, szef szpitalnej kancelarii odpowiada, że pasażerka na pewno nie czekała na karetkę 40 minut. Dojazd na miejsce zajął o wiele mniej czasu.

Reklama

- Dyspozytor przyjął zgłoszenie o 18.24 - wyjaśnia. - Przekazał je zespołowi karetki o 18.36. Karetka wyjechała o 18.37, a na miejscu była o 18.50.

Dodaje, że biorąc pod uwagę, że część ulic zamknięta jest przez remonty, a na niektórych tworzą się korki, karetka dojechała na dworzec szybko.

A co do sygnałów dźwiękowych i świetlnych, to nie były konieczne. Przyjęto kategorię dojazdu k2, czyli właśnie w ciszy.

- Taką kategorie przyjął dyspozytor po zebraniu wywiadu od osoby zgłaszającej - podkreśla. - Pacjentka była przytomna i oddychająca - dodaje na koniec.

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości