Nasz Czytelnik mówi, że jest oburzony tym, co wydarzyło się w poniedziałek 5 września po godz. 18 na radomszczańskim dworcu PKP.
- Była godzina 18.15, kiedy na dworcu w Radomsku zatrzymał się pociąg - opowiada pan Arkadiusz. - Wśród pasażerów była kobieta, z którą nie było kontaktu. Kierownik pociągu postanowił wezwać pogotowie ratunkowe. I wezwał. Minęło 30 minut a karetki dalej nie ma. Pociąg stał, pasażerowie czekali, kobieta na pomoc także. W końcu karetka dotarła, po 40 minutach! Żenada!
Jak mówi radomszczanin, załoga pogotowia podjechała bardzo spokojnie.
- Bez sygnału, nie spiesząc się, jakby się nic nie działo.
Kobieta doszła trochę do siebie i była w stanie sama wejść do karetki.
- Tak, na szczęście wszystko skończyło się dobrze, ale wcale nie musiało. A za czas oczekiwania na karetkę należy się ocena 0! Gdzie my żyjemy?! Przyjazd po 40 minutach, nie na sygnale, o co tu chodzi?! - nie kryje zdenerwowania.
O tę konkretną sytuację zapytaliśmy w radomszczańskim Szpitalu Powiatowym, bo pod tę jednostkę podlega pogotowie ratunkowe. Czekamy na odpowiedź.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze