Jak mówi pan Krzysztof, on też padł ofiarą złodzieja katalizatorów. Do dzisiaj myślał, że policjanci zatrzymali sprawcę, ale teraz ma duże wątpliwości. Jego zdaniem złodziei może być więcej.
- Dzisiaj usłyszałem w waszym radio, że tego 25-latka, co kradł katalizatory, zatrzymali w środę 6 października - mówi radomszczanin. - I przestały mi się zgadzać daty. Już mówię o co chodzi.
Właściciel samochodu z wyciętym katalizatorem twierdzi, że w czwartek 7 października część na pewno była na swoim miejscu.
- Wtedy byłem na zakupach na Targowicy i na pewno wszystko było w porządku. Wiem, że nikt przed jazdą nie sprawdza podwozia, ale przecież brak katalizatora słychać i to bardzo dobrze. Ja zaparkowałem auto na parkingu naprzeciw MDK-u i wsiadłem do niego w sobotę. I od razu wiedziałem, że coś jest nie tak. Wystarczy mała dziura w wydechu, żeby auto zaczęło, że tak powiem, pierdzieć, a co dopiero, kiedy wytnie się katalizator.
Radomszczanin najpierw pomyślał, że może o coś uderzył i urwał tę część, ale przecież zorientowałby się od razu w trakcie jazdy. Zgłosił więc kradzież na policji.
- A po południu dostałem telefon, żebym przyjechał do komendy i złożył zeznania. Wtedy też powiedzieli mi, że mają złodzieja. Ucieszyłem się. Teraz widzę, że może być jeszcze jeden złodziej, a może nawet jeszcze kilku.
Pan Krzysztof dodaje, że mimo iż na rondzie Niepodległej jest kamera miejskiego monitoringu, to nie obejmuje ona parkingu, na którym stał jego samochód. Auto zostało już naprawione, wstawienie katalizatora kosztowało kilkaset złotych.
- Inaczej nie przeszłoby przeglądu technicznego, a poza tym katalizator jest do czegoś potrzebny, nie było na co czekać.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze