Reklama

[Śledztwo GR] Grabież. PRL im cały radomszczański majątek zagrabił, III RP z tej grabieży korzysta

Z całego majątku została im srebrna cukiernica, trzy srebrne nożyki do owoców, frak i dwa cylindry, okrągły i owalny. Plus stos dokumentów. Te dokumenty świadczą, że Polska Ludowa im cały radomszczański majątek zagrabiła, a Trzecia Rzeczpospolita z tej grabieży korzysta. Kilka kamienic, dwa zakłady, działki

 

(Przypominamy tekst opublikowany w Gazecie Radomszczańskiej w 2021 roku)

Twarz ma surową, oczy podkrążone, powieki przymknięte, chyba zmęczone. Włosy ciemny blond, zaczesane gładko, ułożone z tyłu. Oczy niebieskie. W dowodzie wpisany zawód: przy mężu.

Może i przy mężu, ale restaurację ma, na skrzyżowaniu Kaliskiej i Żabiej, gdzie dziś jest lodziarnia Fragola. Lokal z wyszynkiem. W czasie wojny w dzień stołują się u niej Niemcy, wieczorami partyzanci. Po wojnie przez lata mówią w Radomsku, że idzie się do restauracji po Kalickiej.

Reklama

[paywall]

Lista własności Emmy Raczyńskiej obejmuje:

 Kamienicę i restaurację przy Reymonta 11, około jednej morgi przy Sienkiewicza, cztery działki na Kowalowcu i łąkę w Pławnie.

 W spadku po bracie Rudolfie kamienicę przy Fabianiego 43, kamienicę przy Reymonta 9, plac przy Reymonta 13, plac na Zakrzówku.

 Po siostrze Oldze Daab trzy działki na Sanikach, kamienice przy Przedborskiej 14 i 18, plac przy Żeromskiego 9, dom w oficynie przy Reymonta 9/11.

 Po mężu Janie Raczyńskim kamienicę przy Sienkiewicza 9, gdzie mieściła się rozlewnia wódek, Browar Pociecha przy Krakowskiej.

Reklama

Do tego wyposażenie restauracji, masarni, sklepu i browaru.

Urodziła się w 1900 roku, zmarła w 1973. Tuż po wojnie cały majątek przejęła Polska Ludowa. Z dokumentów wynika, że to było sądowe oszustwo.

Ale żyją spadkobiercy. Chcą sprawiedliwości.

 Informacja Powiatowej Rady Narodowej w Radomsku o „rozdysponowaniu” majątku Kalickich, wraz z podaniem nazwisk

Ograbieni w majestacie prawa

Telefon dzwoni wiosną.

- To pan pisał o kamienicach Goldbergów?

- Pisałem.

- Czytałem, żmudna robota. Mam podobną sprawę.

Reklama

- Też majątek pożydowski?

- Lepiej, polski całkowicie. Ale ewangelicy, więc wie pan.

- Nie wiem.

- Wie pan. Inni. Polacy, a obcy. To była grabież w majestacie prawa. Rodzina chce odszkodowania.

- Któż nie chce. To nie proste.

- Ano nieproste. Opowiedzieć panu?

- Ma pan jakieś papiery?

- Stosy.

- No to muszę je obejrzeć. Potem zobaczymy. Gdzie mogę podejść?

- O, to nie takie łatwe. Mieszkam w Gdyni. Ale mogę panu wysłać kopie. Zapozna się pan, jak panu opowiem.

- A to pan chce odszkodowanie?

- Ja jestem pełnomocnikiem. Ale pochodzę z Radomska.

Reklama

- Proszę słać papiery. Przejrzę, porozmawiamy.

Dokumentów rzeczywiście jest stos. Ale wszystkie ładnie posegregowane, przypisane do nieruchomości. Od wiosny czytam je, jeżdżę po archiwach, analizuję, szperam w Internecie. Długo myślę, jak tę historię opisać. Bo papiery papierami, ale trzeba wydobyć człowieka. Gdy zaczynam pisać, skupiam się na ludziach, ale i tak ostatecznie wychodzi historia o niesprawiedliwości. Dziś nazwano by to sądowym przewałem. A wtedy?

Spadkobierców rodziny Kalickich i Raczyńskich ograbiono w majestacie prawa. Trzecia Rzeczpospolita nie zrobiła nic, by tę niesprawiedliwość naprawić.

Reklama

Ale czy się da?

***

Jego dom rodzinny stoi przy Skoczyńskiego 4. Podstawówkę kończył na Mickiewicza, w starej Szóstce. Potem, w latach 60., uczył się w Liceum Pedagogicznym.

Henryk Stolarczyk jest radomszczaninem z urodzenia i młodości.

Od 1967 na studiach w wyższej szkole oficerskiej w Koszalinie. Potem oficer zawodowy. Los i armia rzucają go po Polsce. W latach 80. ląduje w Gliwicach. W 1987 kończy służbę w stopniu majora. Idzie do cywila. Robi prawo na Uniwersytecie Śląskim, zostaje naczelnikiem wydziału spraw lokalowych, odpowiada za regulację stanów prawnych nieruchomości. Gliwice to Ziemie Odzyskane, zasiedlone przez ludzi z Kresów. Pełno tu nieruchomości poniemieckich.

Reklama

- No, to doświadczenie w takich sprawach pan ma - kwituję.

- Mam. Część została porzucona po 1945 roku, część przejęta nie wiadomo na jakiej zasadzie i na jakich papierach. Ot, przyszedł ktoś, zamieszkał, potem wystąpił do administracji o prawo do zamieszkania. Dwie fale wyjazdów były: tuż po wojnie i w latach 70. Było tego do wyczyszczenia, oj było.

W 1988 roku zostaje wiceprezydentem Gliwic. Miasto ma wtedy ćwierć miliona mieszkańców, rządzi nim Stanisław Błaut. Komuna kona, w 1989 przychodzi nowe. Nowe odwołuje Błauta i Stolarczyka.

Reklama

On idzie w działalność gospodarczą, zostaje dyrektorem automotoklubu w Gliwicach, a na przełomie wieków przenosi się do Gdyni, gdzie jako przedsiębiorca buduje statki.

- Statki? Co pana tak rzucało? - pytam

- Kolega zaproponował, to pojechałem. Czemu nie?

To wtedy odezwała się Janina Hanulak, córka Emmy Raczyńskiej. Jej zięciem był kumpel z ławki ze szkoły oficerskiej. Henryk znał wnuczki Emmy, Grażynę i Jolę, chodził z nimi do liceum pedagogicznego w Radomsku. Bywał u nich w domu w Gomunicach.

Janina wiedziała, że Henryk po prawie, w Gliwicach w poniemieckich papierach pracował, jest w temacie. Rozmawiali o dawnym majątku. Da się to odzyskać? W końcu nowa Polska, sprawiedliwość i takie tam. Od 1991 roku pisały o zwrot nieruchomości w Radomsku, do urzędu miasta, do rejonowego, do ministerstwa. Cisza. Albo zdawkowa odpowiedź albo: to nie my.

Reklama

Kontakt się urwał, wrócił w 2020. Henryk już na poważnie zajął się sprawą. Został pełnomocnikiem Grażyny w sprawie starań o odzyskanie nieruchomości. Gdy w 2021 roku władza przepchnęła zmianę w kodeksie postępowania administracyjnego i odzyskanie już nie jest możliwe, a tylko odszkodowanie, dostał kolejne pełnomocnictwo, w tej sprawie.

Posegregował papiery, występuje i zbiera kolejne, pisze wnioski. Jak coś nowego się w sprawie pojawi, to jeździ do nich, do Ruszajn pod Olsztynem. Rodzina tam mieszka.

Reklama

- Chwila - przerywam - zgubiłem się. - Jak rodzina? Kto konkretnie?

- Dobra - mówi Henryk. - Czas na drabinkę.

Rysuje.

 Widok na ul. Sienkiewicza od strony torów, początek lat 50. Budynek z kominem to pozostałość po Rozlewni Wódek

Tu zaczyna się sprawa

Rodziny są dwie: Raczyńskich i Kalickich. Obie majętne, obie zasiedziałe w Radomsku. Hrabia Henryk Raczyński w 1906 roku zakłada na Folwarkach - wtedy jeszcze osobnej wsi - browar. Firma się rozrasta, przekształca, staje Browarem ze Słodownią i Fabryką Wód Gazowanych, potem Browarem Pociecha. Przy produkcji zatrudnionych jest 12 robotników, rocznie produkuje nawet dziesięć tysięcy hektolitrów piwa, sześćset ton słodu i sześćset tysięcy butelek wód gazowych i lemoniady. Do zakładów należy dziewięciohektarowy majątek ziemski w Gorzkowicach. Zarząd nad całością piastuje Zygmunt Pruski.

Reklama

Hrabia Henryk zakłada w 1917 roku rektyfikatornię wódek i likierów przy ul. Żelaznej 9 (dziś to Sienkiewicza). Gdy umiera, majątek dziedziczy między innymi Jan Raczyński. Ożeniony z Emmą, z domu Kalicką. Jej brat Rudolf prowadzi masarnię i sprzedaż wędlin przy ul. Reymonta 9. Sama Emma jest właścicielem kamienicy przy Reymonta 11, gdzie w 1900 roku była pierwsza centrala telefoniczna w Radomska. Przy Reymonta 9 mieszka jej siostra, Olga Daab.

Emma z Janem mieszkają od 1935 roku na Folwarkach, przy browarze. Warunki są tam dużo lepsze niż na Reymonta. Mają córkę Janinę. Ona ma z kolei bliźniaczki, Grażynę i Jolantę. Emma Raczyńska umiera w 1973, Janina w 2004, a Jolanta w 2020. Żyje Grażyna i mąż Jolanty Cezariusz i ich dzieci: Rafał i Katarzyna.

To spadkobiercy.

***

Z pisma Janiny Hanulak, z domu Raczyńskiej, do prezydenta Radomska z października 1992 roku:

„Zwracam się z prośbą o pomoc w sprawie odzyskaniu majątku. W 1945 roku matka moja utraciła cały swój majątek, W związku z tym, że była wyznania ewangelickiego, natychmiast oskarżono rodzinę o odstępstwo od narodowości polskiej, a majątek nowe władze zajęły i oddały w administrację pełnomocnika Urzędu Likwidacyjnego. Przez następne lata przekazywano go sobie z rąk do rąk, aż w końcu przez zasiedzenie mocą sądu przejęto go. Musieliśmy zostawić wszystko i wyrzucono nas. Matka moja kilkakrotnie podejmowała próby odebrania swojej własności. Za każdym razem odmawiano jej oddania majątku, wytykając jej to, że w czasie okupacji zgłosiła przynależność do narodowości niemieckiej.

Matka moja była wyznania ewangelickiego, tak jak pozostałe jej rodzeństwo, gdyż ojciec ich był tego wyznania. W momencie wkroczenia wojsk niemieckich do Radomska Niemcy uznali ewangelików za ludzi swej narodowości.

Postanowiłam obecnie spróbować ja. Wystosowałam pismo do Urzędu Rejonowego w Radomsku z prośbą o zwrot jednej nieruchomości, mojego rodzinnego domu znajdującego się przy ul. Reymonta 11.”

Z pieczątki wynika, że nadano je 19 października.

Henryk Stolarczyk: - No, w sumie w tym miejscu zaczyna się sprawa.

Nie uniknie pan papierów

- A dowody są?

- Proszę, tu.

Rozkładam na biurku. Odpis aktu notarialnego z 20 stycznia 1918 roku o nabyciu nieruchomości „na rogu Żabiej i placu zw. Mały Rynek, oznaczoną nr policyjnym 213, obecnie 53, rej. Hip. 225. Plac ok. 988 łokci kw. Wraz z zabudową”. Odpis aktu z 16 kwietnia 1925 przed notariuszem Władysławem Płanetą, dotyczący zakupu „placu na długości ul. Żabiej - ogród porosły drzewami owocowymi i dzikimi (bez budynków), graniczy od zachodu z ul. Żabią”. Sprzedającym był Chil, syn Chaima Witenberga, kupującym Jan Rudolf (dwojga imion) Kalicki.

Dalej akty notarialne z 1920, 1927, 1930 i 1934 roku, postanowienia sądowe, pisma procesowe, zaświadczenia, wypisy z ksiąg wieczystych, podania, korespondencja urzędowa. Wszystkie potwierdzają prawo własności.

Porównuję informacje z dokumentów z zapisami na Mapach Kahla, geodezyjnym dokumencie z 1934 roku, wykonanym przez przysięgłego mierniczego z Warszawy na zlecenie władz Radomska (jego istnienie ujawniła Gazeta w 2019 roku). Na rzuty nieruchomości naniesiono tam nazwiska wszystkich właścicieli. Na Reymonta pod numerami 9/11/13 stoi: Rudolf Kalicki.

***

Mężczyźni wojny nie przeżyli. Mąż Emmy Jan Florenty zmarł w 1943 roku. Brata Rudolfa w tym samym roku aresztowało gestapo, pobili go tak, że już nie doszedł do siebie. Zdzisława, bratanka Jana, Ruscy zamordowali w Katyniu. Siostrę Olgę tuż po wojnie wzięli w łapy ludzie Jakuba Cukiermana z urzędu bezpieczeństwa, wielokrotnie poddawana przesłuchaniom nie wytrzymała tych spotkań. Zmarła.

Po Niemcach do Radomska przyszli Rosjanie, ci jeszcze bardziej cięci na majętnych. Wyrzucili ich z domu. Emma została z córką, bez środków do życia, bez pracy, bo kto zatrudni z takich pochodzeniem. W dodatku wyznania nie takiego.

Błąkała się to tu, to tam, aż w dwa lata po wojnie wylądowała w Brzegu. Nie zabawiła długo, przeniosła się z córką Janiną do Oświęcimia. Mieszkanie miała w bloku z widokiem. Na bramę obozu Auschwitz.

Stamtąd w 1955 wrócili w rodzinne strony, do Gomunic. Mieszkali przy starej szkole, w drewnianym domku, w pokoju z kuchnią bez wygód. Emma nie pracowała, nie miała emerytury, rodzinę utrzymywała Janina. Pracowała w banku spółdzielczym.

To wtedy Henryk poznał bliźniaczki, córki Janiny.

- Oj krąży pan, krąży, ale nie uniknie papierów - mówi Henryk.

- To może jeszcze volkslista - odpowiadam. - Chyba jest kluczowa?

- Kluczowa, kluczowa. Ale jasna jak słońce.

***

No, podpisała. Albo ją wpisali. Fakt. W wielu dokumentach stoi jak wół. W postanowieniach sądów w Radomsku i Częstochowie, w notatce Milicji Obywatelskiej, co to musiała przeszperać archiwa, gdy ją Rada Narodowa w Łodzi nagabywała w latach sześćdziesiątych, wkurzona, że sprawa wciąż niezamknięta. W pismach, co krążyły między urzędami.

A jak podpisała, to co? Był dekret z 28 czerwca 1946 roku, artykułów raptem 22, o odpowiedzialności karnej za odstępstwo od narodowości w czasie wojny. A tam jasno: kto będąc obywatelem polskim zgłosił swoją przynależność do narodowości niemieckiej lub uprzywilejowanej przez okupanta, podlega karze do lat 10. Obok kary pozbawienia wolności sąd może orzec przepadek majątku.

Zaglądam jeszcze raz w papiery. W uzasadnieniach wyroków z lat 50. napisane, że właśnie z tego powodu majątek został odebrany. Takie było prawo.

Dzwonię do Henryka:

- No co z czym pan do mnie przyszedł? Sprawy nie ma.

- Niech pan przeczyta artykuł czwarty podpunkt „a”.

Czytam:

„Nie podlega karze, kto zgłosił swoją przynależność do narodowości niemieckiej lub uprzywilejowanej przez okupanta w celu uniknięcia ciężkiego prześladowania ze strony władz albo organizacji politycznych niemieckich za trwanie przy swojej narodowości, jeżeli prześladowania nie można było uniknąć bez szczególnych trudności w innych sposób”.

Coś mi jeszcze świta. „Emma Raczyńska przyjęła volkslistę, ale nie jesteśmy w stanie ustalić, której grupy”. To pismo MO z 6 lipca 1967.

O co chodzi z tymi grupami?

Sprawdzam. Były cztery. Do pierwszej trafiały osoby narodowości niemieckiej, aktywne politycznie. Do drugiej ci, którzy przyznawali się do narodowości niemieckiej i po niemiecku mówili na co dzień. Trzecia grupa to osoby uważane przez Niemców za częściowo spolonizowane lub w związkach małżeńskich z Niemcami, a czwarta - osoby pochodzenia niemieckiego, które się spolonizowały.

Niemcy zmuszali ewangelików do wypełnienia kwestionariuszy. Sami decydowali, czy wpisują czy nie. Jak ktoś skłamał, mógł trafić do obozu koncentracyjnego.

Emma pewnie trafiła do trzeciej.

W czasie wojny ludzie wiedzieli, jak jest. Generał Sikorski wydał nawet specjalną dyrektywę, w której rozgrzeszał podpisane listy pod przymusem, podobnie uważał kościół. Tylko komuniści byli nieprzejednani - kto podpisał, ten zdrajca.

- Jak pan myśli, dlaczego tacy pryncypialni? - pyta Henryk, ale nie musi odpowiadać.

Majątki.

 Odpis wyroku sądu z 1950 roku, uniewinniający Emmę Raczyńską z podpisania volkslisty

Teraz najważniejsze: volkslista

Emma od początku nie odpuszczała. Zabrali bezprawnie, powinni oddać. Nawet jeśli komunistyczne państwo, to przecież prawo jakieś jest. Zwłaszcza, jeśli na papierze.

Biorę się w końcu za te papiery.

Układam chronologicznie dokumenty Henryka. Czytam je tyle razy, że prawie znam na pamięć. W Archiwum Państwowym w Piotrkowie Trybunalskim odnajduję teczkę „Sprawy majątków opuszczonych i poniemieckich. Po Rudolfie Kalickim. Emma Raczyński i Helena Wiśniewska, ul. Reymonta 9, 11, 13.” Szukam informacji w Internecie.

No to po kolei.

Potwierdzenie prawa własności jest? Jest. Akty notarialne i wypisy z ksiąg wieczystych. Dokładne zestawienie brzmi tak:

1. Nieruchomość stanowiąca gospodarstwo ogrodnicze, położone w Kolonii Saniki k. Radomska, zapisana w Wydziale Ksiąg Wieczystych w Radomsku pod nazwą „Dobra Ziemskie Saniki i Okrajszów, pod Nr. 202 Rep. Hip.”

2. Nieruchomość, działki gruntu położona w Kolonii Saniki k. Radomska, działka nr 3, wchodzące do składu „Kolonia Sanika litera A” pow. radomskowskiego, wydzielonej z dóbr Saniki i Okrajszów.

3. Nieruchomość stanowiąca trzy morgi gruntu tzw. osada właściańska Nr 8, położona we wsi Zakrzówek Narodowy. Nieruchomość ta była własnością Jana Rudolfa Kalickiego. Po wojnie grunt ten nadano panom (tu nazwiska - przyp. aut.)

4. Nieruchomość stanowiąca łąki pochodząca ze składu Kolonii Pławno Nr VII pow. radomskowskiego.

5. Nieruchomości przy Reymonta 9, 11 i 13. Posesja nr 9: mieszkalny murowany, budynki gospodarcze, śmietnik murowany, przybudówka, warsztat, kuźnia, magazyn. Posesja nr 11: restauracja i mieszkania. Posesja 13: sklep, dwie budki prywatne drewniane, budynek gospodarczy. Brak rozdzielenia między działkami.

Do tego wspomniane wcześniej nieruchomości przy Fabianiego 43, Przedborskiej 18, Sienkiewicza 9, Krakowskiej i Przedborskiej 14.

Załączono: kserokopie aktów notarialnych.

Kolejne: potwierdzenie dziedziczenia jest? Jest.

Postanowienie sądu z 20 stycznia 1956 roku:

„Spadek po Oldze Wandzie Daan zmarłej w dniu 16 grudnia 1945 roku przeszedł w ¾ częściach do jej siostry rodzonej Emmy-Amalii Raczyńskiej i ¼ częściach do siostry przyrodniej Heleny Wiśniewskiej”.

Drugie postanowienie z tego samego dnia:

„Spadek po Janie Kalickim zmarłym w dniu 18 września 1943 roku w Radomsku przeszedł w 4/16 częściach do żony Marii Kalickiej, w 5/16 częściach do siostry Olgi Wandy Daab, i w 5/15 do siostry Emmy-Amalii Raczyńskiej i w 2/26 częściach do siostry przyrodniej Heleny Wiśniewskiej.

Pod oboma postanowieniami podpisany sędzia W. Witaszczyk.

I jeszcze potwierdzenie dziedziczenia po zmarłej w 1973 roku Emmie Raczyńskiej z 16 października 1990:

„Sąd postanawia stwierdzić, że prawa do spadku po Emmie Raczyńskiej zmarłej w Gomunicach dnia 9 maja 1973 roku na podstawie ustawy nabyła córka Janina-Maria Hanulak.”

Teraz najważniejsze: volkslista.

Odpis z wyroku nr 1.K.316/50 z 27 czerwca 1950 roku:

„Sąd Okręgowy w Częstochowie w wydziale karnym w składzie następującym: Przewodniczący S.O.H. Płowiecki, ławnicy: Dynarowicz, Jankowska, protokolant apl. s. Rumszewicz, w obecności wiceprokuratora K. Domagały, rozpoznawszy dnia 27 czerwca 1950 r. sprawę Emmy Raczyńskiej, urodz. 17.I.1900 w Radomsku, córki Alberta i Pauliny z Janertów, oskarżonej o to, że w 1940 roku, w dacie bliżej nieustalonej w Radomsku, będąc obywatelką polską zgłosiła swą przynależność do narodowości niemieckiej to jest o czyn przewidziany w art 1. dekr. z dnia 28.VI.1946 uniewinnić. Kosztami postępowania obciążyć Skarb Państwa.

Wyrok jest prawomocny.”

Henryk się śmieje: - I co, ma pan zagwozdkę? Jedyny argument, który miał decydować o przejęciu majątku Kalickich i Raczyńskich przez państwo upadł już w 1950 roku. Wszystkie urzędy o tym wiedziały.

***

Na podstawie dokumentów odtwarzam argumentację urzędników.

Od zakończenia wojny i wyrzucenia Raczyńskiej nadzór nad nieruchomościami sprawuje Urząd Likwidacyjny. W ewidencji figurują jako „majątek opuszczony”. Urząd pobiera czynsz za sprawowanie zarządu.

Emma wraz z przyrodnią siostrą piszą podania o zwrot. Zgodnie z ówczesnym prawem, jeśli po 10 latach po majątek nikt nie wystąpi, zostaje on przez państwo zasiedzony (przechodzi na jego własność). Przez lata nikt nie odpowiada. W 1954 roku Emma pisze do Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej, że „wyrokiem Sądu Okręgowego w Częstochowie z 1950 została uniewinniona na zasadzie art. 4 lit. a i b dekretu z dnia 28.VI.1946 od odpowiedzialności karnej za odstępstwo o narodowości w czasie wojny.”

Wyrok oznacza, że nie można majątku zabrać z powodu podpisania volkslisty.

Urząd niby przyjmuje to do wiadomości, ale stosuje pokrętną logikę. Odpowiada:

„Otóż art. 4 lit. a i b wymienionego dekretu ustanowiły jedynie, że Obywatelka nie podlega karze - nie przesądza natomiast kwestii winy”.

31 grudnia 1955 roku (czyli przed upływem 10-letniego terminu), siostry piszą kolejny raz:

„Rudolf Kalicki był właścicielem dwóch nieruchomości w Radomsku, tworzących w naturze 1 posesję przy ul. Reymonta 13, zapisaną w dwóch księgach wieczystych nr 33 i 225. A ponadto nieruchomości przy ul. Reymonta 9, Fabianiego 43 i połowy nieruchomości przy Remonta 11. Natomiast właścicielką drugiej połowy nieruchomości przy Świerczewskiego (obecna Przedborska 18 - przyp. autora) nr 11 /hip.28/.

Rudolf Kalicki i Olga Wanda zmarli, a spadek po nich odziedziczyłyśmy obie. Powyższe nieruchomości spadkowe znajdują się pod zarządem państwowym.

Wszystkie potrzebne dokumenty na udowodnienie tytułu własności oraz tytułów po spadku na żądanie przedłożymy.”

Urzędy milczą.

Dwa lata później występują o zasiedzenie. W 1957 roku Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Łodzi, w imieniu Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej - Administracja Domów Mieszkaniowych w Radomsku, występuje z wnioskiem do Sądu Powiatowego w Radomsku o stwierdzenie zasiedzenia nieruchomości opuszczonej.

Pisze:

„W związku z rozpoczętą wojną w dniu 1 września 1939 roku ob. Kalicki Rudolf utracił posiadanie nieruchomości. Z dniem 31 grudnia 1955 upłynął 10-letni termin przewidziany w art. 31 dekretu o majątkach opuszczonych i poniemieckich, który nie został przerwany ani przez złożenie wniosku o przywrócenie jego posiadania w trybie art. 19 ani przez skierowanie wniosku właściciela tego majątku do organu likwidacyjnego o jego wydanie albo wytoczenia powództwa.”

I jedno, i drugie, to kłamstwo. Kalicki nie utracił posiadania nieruchomości, a termin został przerwany wielokrotnie, o czym świadczą pisma Emmy sprzed 1 stycznia 1956 roku. W październiku 1957 Emma odnosi pierwsze zwycięstwo: sąd powiatowy w Częstochowie zwalnia z dozoru i zarządu nieruchomość przy Reymonta 11 i nakazuje zwrot.

Ale urząd się odwołuje. Sprawa trafia do Sądu Wojewódzkiego w Katowicach. Ten zmienia wyrok, a w uzasadnieniu pisze rzecz kuriozalną. Uznaje, że „bezspornym jest, że Emma Raczyńska dopuściła się przestępstwa odstępstwa od narodowości”. Choć sąd w Częstochowie w 1950 roku prawomocnie orzekł inaczej. Dodaje, że „co prawda sąd w tym wyroku ją uniewinnił, ale przecież nie zapadło jednocześnie orzeczenie przepadku majątku ani jego zwolnieniu spod zajęcia”.

Czyli: Emma jest niewinna podpisania volkslisty, ale ponieważ sąd wprost się nie wypowiedział o przyszłości majątku, więc zostaje on w pieczy państwa.

Dodatkowy argument sądu: nieruchomość w 1950 roku nie była w posiadaniu Emmy. I to wystarcza, by jej nie odzyskała.

To też kłamstwo, świadczy o tym potwierdzenie zameldowania, ale sąd nie bierze tego pod uwagę.

Wniosek, najjaśniej jak można: urzędy dopuściły się fałszerstwa kłamiąc, że spadkobiercy nie żyją i nikt nie zgłasza roszczeń. Wszystkie dokumenty temu przeczą. Na tej podstawie państwo przejęło majątek Raczyńskich i Kalickich.

***

Pytam Henryka, dlaczego. Rozumiem, że to PRL, że własność prywatna na cenzurowanym, ale przecież to było zrobione na rympał.

- Nie takie sprawy kręcono - odpowiada. - Takie to były czasy, takie miasto. Ten po wojnie zajął jedno, tamten drugie, kto miał znajomości, załatwił, żeby w papierach się zgadzało. Przecież wiadomo, kto przejął działki w Zakrzówku, Pławnie, Sanikach.

Rzeczywiście, wiadomo. Wszystko jest w papierach z drugiej połowy lat 60.

***

Emma nie daje za wygraną, składa kolejne wnioski, pozwy. Ale często nawet nie uznają ją za stronę. Jak choćby w 1958 roku, gdy jej adwokat dowiaduje się przypadkiem o sprawie w sądzie.

Z tego pisma do sądu:

„Zgłoszenie uczestnictwa. Przypadkiem zauważyłam sprawę niniejszą dotyczącą nieruchomości przy ul. Reymonta 9 w Radomsku. O wydanie tej nieruchomości prowadzę sprawę w imieniu Emmy Amelii Raczyńskiej, a wobec tego proszę o uznanie jej za osobę zainteresowaną wynikami postępowania i zawiadamianie o terminach rozprawy i doręczenie odpisów wniosku i załączników.”

Wojewódzka Rada Narodowa chce zamknąć sprawę i na poważnie bierze się za wyjaśnianie statusu nieruchomości. Korespondencja z tamtych czasów jest bogata. WRN pisze do urzędów, sądów w Radomsku, Częstochowie, nawet do wszystkich gromad w okolicy, by sprawdziły czy nie ma tam majątków po Kalickich.

Zakrzówek odpowiada: są. Urzędnicy odpisują nawet, kto teraz te grunty „ma w posiadaniu”. W domyśle: użytkuje. Podaje nazwiska.

WRN przyjmuje to do wiadomości i nic z tym nie robi.

Radomsko staje okoniem. Odpisuje:

„Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Radomsku nie wyraża zgody na oddanie nieruchomości b. właścicielowi z uwagi na to, że znajdują się tam warsztaty masarskie P.S.S., które zaopatrują świat pracy miasta Radomska w wędliny i mięso. Na powyższej nieruchomości poczynione zostały nakłady na remonty bieżące i kapitalne. O zwrot nieruchomości nikt do tej pory się nie ubiega.”

Dokładnie tak samo odpisuje w sprawie Reymonta 13 i Fabianiego 43.

- I ma pan odpowiedź - mówi Henryk. - Władzy te nieruchomości były potrzebne i tyle. A jak władza chciała, to nie miało znaczenia prawo.

Znajduję jeszcze protokół z 1958 roku w sprawie „przekazania placu pod budowę pawilonu ogrodniczego spółdzielni Ogrodnik, u zbiegu ulic. Żeromskiego i Reymonta.” To Reymonta 13, nieruchomość Kalickich.

Ewidentnie, lud pracujący był w potrzebie.

Przekazujemy do stosownego rozpatrzenia

Kolejne wyroki sądów w Radomsku, Częstochowie i Katowicach odrzucają wnioski Emmy.

Ona umiera w wieku 73 lat.

Janina żyje w Gomunicach do nowej Polski. W latach 90. wyprowadza się do córki do Olsztyna. Umiera w 2004 roku.

Zanim umrze, daje tej nowej Polsce popalić. Żąda sprawiedliwości. Urzędy jakby nic się nie zmieniło, ta sama mantra co za komuny.

Z pisma Sądu Rejonowego w Radomsku do Janiny Hanulak:

„Stosownie do wniosku o wydanie odpisu księgi wieczystej Radomsko rep. hip 18 uprzejmie informuję, iż Rudolf Jan Kalicki nie jest wpisany jak właściciel nieruchomości objętej tą księgą.”

Urząd Rejonowy pismem z 24 marca do Janiny Hanulak:

„Urząd Rejonowy podejmuje działania dot. zwrotów nieruchomości w przypadku, gdy nieruchomości te były wywłaszczone w trybie administracyjnym, tj. na podstawie przepisów ustawy z dnia 12.03.1958 o zasadach i trybie wywłaszczania nieruchomości. Ponieważ nieruchomości wymienione przez Panią nie były wywłaszczone w trybie wymienionej ustawy, Urząd nie jest kompetentny do podejmowania czynności.

Jednocześnie informujemy, że Skarb Państwa nabył nieruchomość położoną w Radomsku przy Fabianiego 34 przez zasiedzenie na mocy postanowienia Ns 343/69 z 29.05.59, natomiast posesja nr 11 została wraz w nieruchomością nr 9 łącznie nabyta przez Skarb Państwa w trybie zasiedzenia postanowieniem Ns 280/61 z 25.04.61.”

Urząd Rejonowy do Janiny Hanulak z 12.04.1991:

„W związku z podaniem o zwrot nieruchomości przejętej przez Skarb Państwa położonej w Radomsku przy ul. Reymonta 9 i 11 informuję, że w/w nieruchomości przeszły na Skarb Państwa postanowieniami są w oparciu o przepisy dekretu o majątkach opuszczonych i poniemieckich, a organ administracji jest związany wyrokiem Sądu.”

Urząd miasta do Janiny Hanulak z października 1992:

„Odzyskanie prawa własności do nieruchomości Reymonta 11 może nastąpić po uchyleniu postanowienia sądu z 1961 roku. Na jego mocy Skarb Państwa stał się właścicielem. Organem uprawnionym do uchylenia wyroku jest sąd. W związku z powyższym Urząd Miasta Radomska nie jest organem kompetentnym do załatwienia pani sprawy.”

Ministerstwo Przekształceń Własnościowych do Janiny Hanulak z 13.12.1992:

„W nawiązaniu do pani wystąpienia informujemy, że wniosek w części należy do kompetencji Ministerstwa Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa, a w pozostałej części nie możemy się wypowiedzieć co do zasadności roszczeń, gdyż w piśmie nie powołuje się pani na podstawę prawną, w oparciu o którą wymienione nieruchomości zostały przejęte na Skarb Państwa.”

Ministerstwo Przekształceń Własnościowych do Urzędu Wojewódzkiego w Piotrkowie z 29.12.1992:

„Przekazujemy do stosownego rozpatrzenia”.

Urząd Wojewódzki ze stycznia 1993:

„Uprzejmie informujemy, że pani wniosek dotyczący roszczeń odszkodowawczych na mienie przejęte przez Państwo w minionych latach został w tut. wydziale zarejestrowany. Wniosek ten może być przedmiotem rozpoznania z chwilą wejścia w życie przepisów prawa w tym zakresie.”

***

Henryk Stolarczyk:

- To jest rzecz niesłychana. Zabrano ludziom wszystko co mieli, wyrzucono na bruk, z całego majątku została im srebrna cukiernica, trzy srebrne nożyki do owoców, frak i dwa cylindry, okrągły i owalny. Taki szczegółowy jestem, bo taki właśnie zestaw zachowała rodzina. W jednej sprawie dokonano sądowego przestępstwa, nawet nie w białych rękawiczkach. Kolejne nieruchomości przejęto bez żadnych wyroków, decyzji. Bo tak. A po 1989 roku, gdy miała wrócić sprawiedliwość, dalej sankcjonowane jest bezprawie.

Od 1992 roku do dziś jest ewidentna bezczynność prezydenta miasta. Miał obowiązek prowadzić postępowanie. Tym bardziej, że wszystkie nieruchomości były wyszczególnione. Pisma zostały złożone, ale gdzieś przeleżały. Urząd jest zobowiązany do wydania decyzji, ale decyzji nie było. Nie ma decyzji, nie można się odwołać.

Byłem w 2021 roku w starostwie, znalazłem część dokumentów w wydziale geodezji, urzędniczka bardzo się zdenerwowała, że te papiery jeszcze tam są, bo powinny zostać odesłane do archiwum w Piotrkowie.

Dowiedziałem się, że istnieją Mapy Kahla, kontaktowałem się ze starostwem, bo chciałem te plany obejrzeć. One by rozjaśniły trochę spraw. Okazało się, że nie mogę tych dokumentów zobaczyć. Usłyszałem, że plany są spakowane, oplombowane przez archiwum piotrkowskie i nie ma do nich dostępu. Leżą w Radomsku, ale ja muszę czekać, aż archiwum je odbierze. Po półrocznych awanturach te dokumenty trafiły do Piotrkowa.

Starostwo i urząd miasta mylą kilka spraw. Zasiedzenie przez Skarb Państwa dotyczy tylko Reymonta. W sprawie pozostałych nieruchomości, na które pani Janina oczekiwała odpowiedzi, na jakiej podstawie zostały przejęte, nie było żadnego postępowania sądowego ani innego.

To jest obstrukcja. Po wojnie czasy w Radomsku były takie, że kto mógł, kradł i grabił. Ale sankcjonować to do tej pory?

***

Pytam Henryka, czy szacował wartość nieruchomości. Skoro rodzina chce odszkodowania, musi wycenić.

- Nie szacowaliśmy, jeszcze nie pora. I podkreślę jeszcze raz: chcemy odszkodowania, nie zwrotu.

Próbuję oszacować sam. Na portalach ogłoszeniowych szukam podobnych nieruchomości w Radomsku. Niewiele tego. Znajduję budynek z lokalami usługowymi o powierzchni 1100 m kw. za 5,9 mln zł. Kamienice przy Piłsudskiego, 850 m kw., za 1,9 mln zł. Jednopiętrowa kamienica przy Przedborskiej za milion. Bardzo duży rozstrzał.

Liczę po cenach zupełnie minimalnych. Kamienice przy Reymonta, Fabianiego i Przedborskiej tylko po 1,5 mln zł. Lokale usługowe przy Żeromskiego, gdzie dziś jest Fragola - milion. Działki na Sanikach, Zakrzówku i cztery działki na Kowalowcu po 300 tys. Łąka w Pławnie za 100 tys. Do tego sama rozlewnia wódek na Sienkiewicza - milion. No i browar, załóżmy tylko trzy miliony. To daje ponad 10 mln.

Przy rzeczywistej wycenie może być kilka razy tyle.

Pytam, czy będą występować o odszkodowanie do państwa czy do samorządu.

- Jeszcze nie zdecydowaliśmy - odpowiada Henryk.

Kilka tygodni później przesyła mi jednak wykaz nieruchomości z szacunkami, zrobionymi przez rodzinę (patrz: ramka).

***

Na portalu historyka i nauczyciela Pawła Dudka radomsk.pl znajduję czarno-białą fotografię. Widok na ulicę Sienkiewicza zza torów. Sądząc po słupach elektrycznych, to lata 50. W prawym roku kamienica na trzy kondygnacje, do niej przyklejony wyższy o dwie kondygnacje budynek produkcyjny z kominem. To właśnie rozlewnia wódek Raczyńskiego.

Dziś nie ma po nich śladu.

Rozmawiam z Grażyną Hanulak.

- Ma pani nadzieję?

- Będziemy próbować. Pan Henryk pomaga, ma sentyment, ja sama z Radomska wspomnienia mam nieciekawe. Pamiętam, że profesorowie w szkole mocno utrudniali nam życie, wiedzieli, jaką historię ma nasza rodzina, nie dość, że bogaci, to jeszcze ewangelicy. Papiery i dokumentację przechowywaliśmy przez lata w domu, potem wzięła je moja siostra, która w latach 90. próbowała coś ze sprawą zrobić. Ale odbijała się od ściany.

Pytam Rafała Kiluka, prawnuczka Emmy Raczyńskiej:

- Wierzycie, że to się da doprowadzić do finału?

- Tak. Wydaje mi się, mamy czasy, gdy można już dochodzić sprawiedliwości. W rodzinie pamiętało się, że zostaliśmy okradzeni z majątku.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 02/05/2026 08:12
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości