Reklama

Mieszkanka ulicy Sanickiej: Cieszyliśmy się, że będziemy mieć własne, ekologiczne ziemniaki. Nie będziemy, bo dziki wszystko zniszczyły

- Kilka lat temu też się pokazywały, ale sporadycznie, pojedynczo. W tym roku to jest prawdziwa plaga. Dziki przychodzą prawie co noc i ryją i niszczą do woli. Nie ma na nie sposobu - skarżą się mieszkańcy ulicy Sanickiej.

- Niech pan zobaczy, jakie to są głębokie ślady po tych kopytach, jakie zniszczenia takie dzikie potrafią zrobić - nasza Czytelniczka prowadzi nas za dom, tam ma pole, które sięga do niewielkiego lasku. Stamtąd przychodzą zwierzęta. I widać, że ziemniaki bardzo im smakowały.

- My chcemy mieć swoje, ekologiczne, wkładamy w to nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim swoją ciężką pracę - mówią jej sąsiedzi. Ich pola też zostały zniszczone przez dziki. - Widzimy je nad ranem, jak po tym całym żerowaniu wracają do siebie, w stronę Wieniawskiego - pokazują kierunek. To za lasem.

Reklama

- Tyle lat pracujemy na tych swoich polach, a w tym roku w ciągu dosłownie tygodnia nasza praca poszła na marne. Cieszyliśmy się z mężem, że za dwa tygodnie będziemy mieć młode, zdrowe, ekologiczne i swoje ziemniaki. Z tego pola zbieraliśmy tyle, że starczało nam na całą zimę. W tym roku nie będzie nawet kilograma - wzdycha radomszczanka.

 

I dodaje, że sąsiadka na części pola zniszczonego przez dziki posadziła już coś innego.

- Tylko, że jak skończą się ziemniaki, to przyjdą na marchewkę, bo słodka. Nie wiadomo jak się ich pozbyć, bo potrafią wykorzystać najmniejszą dziurę, podkopać się i ryć. To ich ulubione zajęcie.

Reklama

Mieszkańcy pokazują nam ślady kopyt, doły, które zostawiły dziki, zniszczone, zadeptane liście ziemniaków i bulwy wydobyte na powierzchnię.

- W ostatnią niedzielę na Wieniawskiego dzieci jeździły na rowerach. Kilka dzików pokazało się na ulicy, dzieci się wystraszyły i uciekły do domów. A całkiem niedawno osiem sztuk, trzy dorosłe i pięć młodych, spacerowało sobie po Sanickiej w okolicy Malinowej. Sąsiadka wracała na rowerze z ogrodu działkowego. Jeden na nią ruszył - opowiadają mieszkańcy i dodają, że nikt nie może czuć się bezpiecznie.

Reklama

Mieszkańcy pomocy szukali najpierw w wydziale ochrony środowiska w urzędzie miasta.

- Dostałam telefon do koła łowieckiego, bo to ich sprawa. Zadzwoniłam - opowiada nasza Czytelniczka. - Myśliwy przyjechał na moje pole i potwierdził, że to dziki. Powiedział, że jest z nimi coraz większy problem, ale teraz jest okres ochronny, mają młode, nie można ich odstrzelić. Poza tym nie można strzelać w takim terenie. Co ciekawe, powiedział, że teraz jedzą zmodyfikowaną kukurydzę i mają nie młode nie jeden, a nawet trzy razy w roku. A to oznacza, że będzie ich tu mnóstwo.

Reklama

Mieszkanka dzwoniła też do wydziału bezpieczeństwa i porządku.

- Usłyszałam to samo, że okres ochronny i że plaga. I że teraz pod domy to nawet łosie podchodzą.

- Ludzi to najlepiej na Madagaskar, a ze zwierzętami nikt nie potrafio zrobić porządku - denerwuje się jej sąsiad.

Nasza Czytelniczka dodaje, że myśliwy wspomniał o odszkodowaniu.

- To jakieś 500 zł, dobre i to, chociaż mojej pracy nikt nie jest w stanie wycenić. No i w tym roku nie będzie zdrowych ziemniaków. A to dla nas ważne, bo mąż choruje.

Reklama

- -A mój ma białaczkę, dlatego dla nas taki ekologiczny ziemniak też jest bardzo ważny - wtrąca jej sąsiadka.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości