Przerwa była długa, ale znów w centrum miasta można załatwiać potrzeby fizjologiczne w kulturalny sposób.
Temat może przyziemny, ale jednak ważny, bo każdy może znaleźć się w sytuacji bez wyjścia. Tak było do tej pory, kiedy miejski szalet przy ulicy Reymonta był nieczynny.
A był nieczynny, bo radomszczanin, który prowadził go wiele lat, policzył, ile kosztują go środki czystości i przez inflację wyszło mu, że miasto płaci mu za te usługi zbyt mało. Prosił w urzędzie kilka razy o podwyżkę, ale bez rezultatu. Ostatecznie zrezygnował.
A miasto zaczęło szukać nowego usługodawcy, też bez rezultatu. Chętnych brak. Zdecydowano więc, że da się to załatwić inaczej. Najpierw remont, potem nowe drzwi z wpłatomatami na monety i w końcu działa.
Są nowe godziny otwarcia. Szalet w nocy jest nieczynny, za to od maja do końca października można z niego korzystać od 7 rano do 22, a od listopada do końca kwietnia od 7 rano do 21.
Na drzwiach można też znaleźć regulamin korzystania z szaletu.
Wielu radomszczan zwracało uwagę, że szalet jest bardzo potrzebny i dziwili się, dlaczego trwa to tak długo. Niektórzy zwracali uwagę na to, że są tacy, którzy swoje potrzeby załatwiają za szaletem, co jest skandalicznym zachowaniem.
Teraz nie powinno się to już zdarzać.
A za utrzymanie czystości i obsługę szaletu odpowiedzialna jest spółdzielnia socjalna Hibiskus, której prezesem jest Jacek Porzeżyński. Spółdzielnia ta utrzymuje m.in. miejską zieleń i czystość na terenie miasta.
Urząd za utrzymanie szaletu w odpowiednim stanie zapłaci Hibiscusowi 6.150 zł brutto miesięcznie, umowa obowiązuje do końca roku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze