Reklama

Maseczki, rękawiczki, własny długopis...Jak wygląda teraz kurs prawa jazdy i egzaminy?

Pandemia zmieniła wiele, w tym kursy na prawa jazdy. Teraz nie tylko trzeba pamiętać o zmianie biegów, włączeniu świateł, migacza, ale także o maseczce i rękawiczkach.

(Motofakty)

To tylko teoria

Julia Sztangreciak zaczęła kurs na prawo jazdy w czerwcu. Chodzi do Elcaru. Szkoła szczyci się tym, że jest jedyną szkołą jazdy w Radomsku, która oferuje kursy z teorii online zamiast wykładów. Oczywiście wprowadziła to w trakcie pandemii. Jest strona internetowa, na którą logują się kursanci za pomocą specjalnego kodu. Tam znajdują się lekcje online. Na koniec każdego materiału kursanci mają do zrobienia test. Jeżeli go zdadzą, mogą kontynuować naukę.

Reklama

Julia przyznaje, że taka forma nauki jest dłuższa. Nie może pominąć slajdów. Ma określony czas, w którym musi robić blok tematyczny. Najdłuższe lekcje trwają po trzy godziny. Jeżeli przez te trzy godziny slajdów czytać nie będzie, to przejście do następnej lekcji będzie niemożliwe. Praktyk się nie boi. Przyznaje, że plusem takiej formy nauki jest przeczytanie wszystkich slajdów, a na wykładach zawsze coś może rozproszyć słuchacza.

Miłosz Kowalczyk chodził na tradycyjne wykłady. Odbywały się w sposób tradycyjny, byli kursanci, prowadzący, slajdy, filmiki... Jest jedna nowa zasada: na wykłady wszyscy wchodzą w maseczkach. Miłosz przyznaje, że często potem są zdejmowane. A wszyscy siedzą obok siebie w ławkach. 

Reklama

Przyznaje, że podczas kursu złapanie wirusa nie jest trudne, ale podobne ryzyko występuje w każdej innej sytuacji. - Ludzie już nie przejmują się za bardzo tą sytuacją, więc ja też czuję się bardziej znieczulony.

Trochę inna praktyka 

Marcelina Wróblewska egzamin na prawo jazdy już zdała. W czerwcu. Kurs zaczęła w listopadzie, praktyki w styczniu. To w sumie osiem miesięcy. Przez pandemię kurs był zawieszony od marca, przez 2,5 miesiąca. Po powrocie do praktyk nie otrzymała dodatkowych godzin, które pozwoliłyby jej przypomnieć zasady ruchu drogowego czy obsługę samochodu. Musiała je sobie sama dokupić, bo z kursu został jej jeden wyjazd i nic by jej nie dał przed egzaminem. Dokupiła siedem godzin. 

Reklama

- Czułam się przygotowana, ale czy dobrze? No chyba tak, jeżeli udało mi się zdać - mówi.

Na praktykach jeździli w trójkę, jak zawsze: ona, instruktor i drugi kursant. Musieli mieć maseczki. Marcelina przyznaje, że utrudniało jej to skupienie się. Na egzaminie dochodziły jeszcze rękawiczki i własny długopis.

Uważa, że gdyby nie wirus, to już w marcu mogłaby przystępować do egzaminu. Zaznacza, że to zależy też od szkoły jazdy. Ona akurat wybrała taką, gdzie kurs długo trwa, ale przynajmniej czuła się lepiej przygotowana. 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości