Struna jest napięta. Ciągną obie strony. Powyzywaliśmy się od ch..ów, sługusów Merkel, zboków, faszystów, pedalskiej zarazy, sprzedajnego motłochu za 500 plus… Teraz prawo na chwilę nakazało nam zamknąć usta. Cisza wyborcza, nieopatrzny bonusik, w tegorocznej kampanii jak znalazł. Kilkadziesiąt godzin na refleksję.
Dziś, w sobotę wieczorem, nie wiemy, kto wygra, ale jednego jesteśmy pewni: jedna strona przegra. Przyjmij na chwilę, drogi Czytelniku, że to będzie twoja. Co zrobisz w poniedziałek rano? Uznasz porażkę, czy będziesz się nap…lał? A może ich - tych, co wygrali - zaj...jesz?
Te przekleństwa i obelgi to nie figura dla podkręcenia tekstu, to cytaty. Wiele kampanii już Państwu w Gazecie i w naszych internetowych mediach zrelacjonowaliśmy, ale w tej zaobserwowaliśmy coś szczególnego. Życzenia śmierci. Pojawiały się w komentarzach pod postami, zaadresowane do przeciwników. „Rozjeb…. ich i tyle”. „Powywieszać”. Albo bardziej finezyjnie: mem z kaczką na asfalcie rozjechaną przez samochód. Kasowaliśmy je na bieżąco, mamy nadzieję, że nic się nie uchowało, ale jednak coś ta zmiana o naszych emocjach mówi.
Jeśli nie należysz do tych kilku procent niezdecydowanych, to już wiesz, na kogo w niedzielę oddasz swój głos. Czy się będziesz kierować sercem, czy rozumem, czy kieszenią, masz do tego wyboru prawo, to tylko twoja, suwerenna decyzja. Ale na chwilę zamieńmy się miejscami: co sądzisz o wyborze przeciwnika?
Sprawiedliwość i rozum wymaga, by odpowiedzieć: to jego suwerenna decyzja. Ale nie, coś innego kołacze nam po głowach. Zmanipulowany przez telewizję. Omamiony propagandą. Kupiony za 500 plus. Albo odwrotnie: sprzedał się Sorosowi za dolary. Żydowski sługus. Szatański pomiot dybiący na Kościół i wiarę.

Lokalne wyborcze będą czynne w niedzielę od 7 do 21
Obie strony politycznej wojny są przekonane, że racja leży całkowicie po ich stronie, a przeciwnik jest całkowicie tej racji wyzuty. To wyklucza już nawet nie porozumienie, ale możliwość jakiejkolwiek rozmowy. Problem w tym, że w poniedziałek, 13 lipca 2020 roku, nie obudzimy się w kraju, w którym ostali się jedynie zwycięzcy. Przegrani też będą chodzić po ulicach. Pojawią się w pracy, spotkamy ich w sklepach. Ci przegrani będą wściekli i wzburzeni. Oczywiście wolelibyśmy, żeby to nasze było na wierzchu, żeby wygrał kandydat przez nas popierany, ale przecież tak być nie musi.
Co wtedy? Przyjmiemy przegraną do wiadomości, czy - jak powiedział mi ostatnio znajomy - będziemy się nap…lać”. Próbowałem wyobrazić sobie owe „nap…lanie”, i na końcu zawsze widziałem kogoś znajomego, z twarzy, imienia i nazwiska. Bić się z kimś z telewizora albo internetu nie sztuka. Ale z własnym synem, bo głosował inaczej, albo z własną matką, bo wybrała innego kandydata?
Tak ma wyglądać nasza przyszłość?
Obie strony są tak rozedrgane, że różne myśli chodzą im po głowach. A przecież - żeby zejść trochę na ziemię - w poniedziałek kraj będzie taki sam. Czy wygra Duda, czy Trzaskowski, trzeba będzie zrobić śniadanie, iść do roboty, zrobić zakupy. Niedzielny wybór jest ważny, to naprawdę zderzenie dwóch cywilizacji, ale odbywa się w sferze politycznej, nie realnej. O tym zapominamy.Nieodrodni synowie Cambridge Analitica, firmy, która już pięć lat temu zasypywała internautów profilowanymi pod nich fejkami i pomogła wygrać Trumpowi, przez ostatnie tygodnie przekonywali nas, że świat stoi na krawędzi. Jednych, że za chwilę zaleje go zaraza LGBT, drugich - że za drzwiami czeka dyktatura. (Im samym bez różnicy, ważne, że kasa się zgadza.) Wielu z nas w tę wizję uwierzyło i chce dać się za nią pokroić. Strach to olbrzymie narzędzie wpływu, równie podatni są na niego konserwatyści, co liberałowie. Choć obie strony zawsze powtarzają, że manipulacji ulegają ci drudzy.
Prawda, że jesteśmy podzieleni, jak od dawna nie byliśmy. Prawda, że dwie już są Polski, niekompatybilne zupełnie. Ale prawda też, że po 12 lipca będą musiały sobie jakoś ułożyć egzystencję. Inaczej zostanie im „nap…anie” i Rwanda.
Zaczadzony nienawiścią sąsiad, który rozrzucił po skrzynkach tą straszną kartkę spotkał się z ripostą. Na klatce pojawiła się druga:
„Uwaga! Mnie nie obchodzi jakiej opcji politycznej są moi sąsiedzi, ani ile pobierają zasiłków od państwa! oraz ile zarabiają. Każdy ma swoje życie i jeśli uważa, że jest dla niego okey i nie robi tym nikomu krzywdy, ja się nie sprzeciwiam.”
Na dole kartki imię i nazwisko oraz dopisek: mam odwagę się podpisać.
Jest nadzieja.
Andrzej Andrysiak
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze