- Mnie się chyba za chwilę klakson skończy - żartuje mieszkaniec ulicy Krakowskiej. Tego zamkniętego odcinka, na którym trwa pierwszy etap remontu jednej z najbardziej ruchliwych ulic w mieście.
- Tu jednak chodzi o poważne sprawy, bo ja, wyjeżdżając z Krakowskiej, która przecież nie przestała być drogą nadrzędną w stosunku do Jagiellońskiej, muszę się zatrzymywać, którzy właśnie z Jagiellońskiej jadą w lewo w kierunku Folwarek - mówi nasz Czytelnik. - Bo im się nagle wydaje, że to oni mają pierwszeństwo, mimo, że przed dojazdem do skrzyżowania jest znak STOP. A nawet dwa.
Mieszkaniec Krakowskiej dodaje, że nie zdarzyło mu się do jeden czy dwa razy.
- Wyjeżdżam kilka razy w ciągu dnia i już kilka razy mógł być z tego dzwon. Kierowcy jadący z Jagiellońskiej najwyraźniej widząc, że wjazd w Krakowską jest zamknięty, jest nakaz jazdy w lewo, to uważają, że tamta ulica się nie liczy. A przecież tam mieszkają ludzie, którzy muszą jakoś wydostać się z domów i do nich wrócić. Mam nadzieję, że nie dojdzie tu do żadnej stłuczki. W każdym razie ja jeżdżę dużo ostrożniej, żeby nie powiedzieć, że z duszą na ramieniu. I rękę mam przygotowaną cały czas, żeby go nacisnąć - dodaje.
Naczelnik wydziału ruch drogowego podinspektor Mariusz Pawłowski potwierdza, że Krakowska wciąż jest drogą z pierwszeństwem przejazdu. I kierowcy jadący z Jagiellońskiej powinni tego pierwszeństwa ustępować. Sprawdzi jeszcze na miejscu, czy oznakowanie jest właściwie i czy kierowcy prawidłowo interpretują znaki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nic nowego. Tam od zawsze znak „stop” jest traktowany jako nieistniejący. Ile razy ja stając słyszałem klakson oburzonego drajwerra i widziałem w lusterku wygrażanie pięścią za zatrzymanie na stopie
Nic nowego. Tam od zawsze znak „stop” jest traktowany jako nieistniejący. Ile razy ja stając słyszałem klakson oburzonego drajwerra i widziałem w lusterku wygrażanie pięścią za zatrzymanie na stopie