- Na Bartodziejach mamy stały problem z urzędem miasta, który wpuszcza tam jakieś ekipy i kosi bez opamiętania wszystko, co tam rośnie. Co roku sadzimy kwiatki i drzewka. A oni nam je koszą. Po jednej stronie już dali sobie spokój. Ale po drugiej, mimo pewnej umowie z naczelnikiem wydziału porządku, znów powycinali - mówi Arkadiusz Ciach, który od lat jest zaangażowany w tworzenie wartościowych dla mieszkańców Bartodziejów miejsc.
W tym roku nieformalna umowa stanowiła, że mieszkańcy do końca czerwca będą dbać o ten teren, z koszeniem włącznie. Tak, żeby kwiatki zdążyły wyrosnąć. I mieszkańcy raz wykosili teren - pozostawiając kwiaty i drzewka - w maju i raz w czerwcu. A dopiero od lipca obowiązki miał przejąć urząd. Jednak w ciągu ostatnich dwóch dni, 29 i 30 czerwca, znów pojawiła się ekipa kosiarzy i niemal wszystko zostało wycięte. Ostały się trzy kwiaty i jeden cis. Drugi został wycięty. W pień."

Podobna sytuacja miała miejsce już wcześniej. Pod koniec czerwca 2019 roku Arkadiusz Ciach zamieścił na swoim profilu FB zdjęcie nowo posadzonego drzewka i następujący wpis: "Posadziliśmy nowe drzewka lipy przy ścieżce rowerowej w dzielnicy Bartodzieje. Może tym razem nie wykoszą." I rzeczywiście w 2020 roku mieszkańcom udało się dopilnować kosiarzy i rośliny ocalono. W tym roku jednak poszły pod kosę.
- Myśmy się kiedyś składali sami po pięć złotych na tuje. I chodziłem jak ksiądz, i do czapki zbierałem. Wtedy sześćdziesiąt drzew wsadziliśmy. Ale oni do zera je wycięli. A prosiliśmy: my o ten teren dbamy, jeśli będziecie kosić, zawołajcie, to pokażemy wam, gdzie można a gdzie nie. Teraz zwrócimy się do urzędu o posadzenie kwiatów i drzew oraz opalikowanie - mówi radny powiatowy Ciach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze