Reklama

Kościelny w więzieniu, proboszcz bez odpowiedzialności. „Tak działa ten system"

Cztery lata po ujawnieniu sprawy molestowania dzieci, Kazimierz K., wieloletni kościelny parafii św. Lamberta, rozpoczął odsiadywanie wyroku. Jest w więzieniu. Prokuratura nie miała wątpliwości co do jego winy, sąd nie miał wątpliwości, wątpliwości miał jednak proboszcz Antoni Arkit. To on w 2015 roku robił wiele, by ta sprawa nie ujrzała światła dziennego. Nie poniósł za to odpowiedzialności

Andrzej Andrysiak

Ta sprawa doskonale pokazuje, jak działa ten system. Ukrywania i zamiatania pod dywan pedofilii. Tu akurat dotyczyła kościelnego, czyli osoby świeckiej, ale do czynów dochodziło na terenie parafii. W przypadku działań proboszcza parafii św. Lamberta, ks. Antoniego Arkita, nie ma mowy o odpowiedzialności karnej, prawo nakazuje informować o molestowaniu dzieci, ale nie przewiduje żadnych sankcji. Za to o odpowiedzialności moralnej - jak najbardziej. Takie działania trzeba pokazywać i opisywać wprost, aby wiedzieć, jak nigdy postępować nie wolno. Bo to, jak zachował się w tej sprawie proboszcz, było z gruntu niemoralne.

Reklama

Grudzień 2015 roku, tuż po świętach. Niby okres międzyświąteczny, ale w naszej redakcji gorący. Pracujemy nad tekstem o śledztwie prowadzonym przez radomszczańską prokuraturę, dotyczącym molestowania dzieci. Ustalamy szczegóły, rozmawiamy z informatorami, weryfikujemy fakty. Sygnał się potwierdził: wieloletni kościelny parafii św. Lamberta jest oskarżony o molestowanie dzieci poniżej 15. roku życia. Do czynów dochodziło na terenie parafii.

Dzwonię do proboszcza parafii św. Lamberta ks. Antoniego Arkita, by poznać jego wersję wydarzeń. Po głosie słyszę, że on też jest sprawą zbulwersowany. Zaprasza na plebanię. Tam pokazuje oświadczenie. Czytam: „Pod koniec czerwca na parafię dotarła anonimowa informacja, w której kierowano zarzuty wobec zachowania jednej z osób świeckich pomagających parafii. Pragnę wyjaśnić, że zarzuty te nie dotyczyły zachowania żadnej z osób duchownych. Wiadomość ta została przekazna odpowiednim organom ścigania, które ocenią wiarygodność wiadomości oraz prawny charakter stawianych zarzutów. Na dzień dzisiejszy kościelny został odsunięty od wszelkich czynność w parafii (...)”.

Reklama

Tak też sprawę przedstawiamy czytelnikom.

Nie wiedzieliśmy wszystkiego. Osiem miesięcy później okazuje się, że proboszcz Arkit usiłował odwieść wikarego swojej parafii od poinformowania o sprawie organów ścigania. Najpierw sam, później z prawnikami częstochowskiej kancelarii. Zadziałał tak, jak nakazuje niepisana kościelna reguła - wyciszyć. Do tej pory nie poniósł za to żadnej odpowiedzialności.

Kościelny Kazimierz K. w sądzie w Radomsku

KoścGdy pytam byłego już wikarego parafii, który zrzucił po tej sprawie sutannę, czy powinien, odpowiada kategorycznie: - Oczywiście.

Reklama

Kazimierz K. trafił w końcu do więzienia. Dopiero teraz, półtora roku po prawomocnym wyroku. Zanim zgłosił się do zakładu karnego, dwa razy składał wnioski o odroczenie. Najpierw z powodów zdrowotnych, potem z powodu konieczności przygotowania się do odbywania kary. Ten pierwszy został odrzucony.

Przez ten czas co najmniej raz w tygodniu odbieraliśmy w redakcji telefony oburzonych mieszkańców, pytających: dlaczego nie siedzi? Niektórzy sugerowali, że może coś było w sprawie inaczej niż pisaliśmy, bo przecież byłego kościelnego wciąż widać na ulicach. Ale nie było. Sądy nie miały wątpliwości. Ten pierwszej instancji potwierdził, że Kazimierz K. wielokrotnie dopuszczał się molestowania dzieci poniżej 15. roku życia. Przyjął, że „wymienione czyny stanowiły ciąg przestępstw” i skazał byłego już kościelnego na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć, zakaz zbliżania się do pokrzywdzonych przez 10 lat i wypłatę im po 10 tys. zł (jednej osobie 3 tys. zł). Gdy prokuratura odwołała się od wyroku, sąd drugiej instacji zaostrzył karę - na trzy lata bezwzględnego więzienia.

Reklama

Mówi były wikary: - Ja ten wątek uznaję za zamknięty. Sąd potwierdził go w wyroku, pan Kazimierz trafił w końcu do więzienia. Ale uważam, że odpowiedzialność powinien ponieść też proboszcz. On na początku zareagował rewelacyjnie, zastanawiał się, jak pomóc dzieciom, rodzinom. Ale potem stwierdził, że musi się poradzić, jak to wszystko rozwiązać i jak ma postępować, był na rozmowie w kurii. Tam pewnie dostał wytyczne, albo ktoś mu podpowiedział, żeby jednak zachować się inaczej, spróbować to wyciszyć.

Zrekonstruujmy zachowania ks. Arkita. Możemy to zrobić precyzyjnie, na podstawie zapisów rozmów, które odbył z wikarym. Opublikowaliśmy je w tekście „Taśmy z Lamberta”, można go przeczytać na naszej stronie internetowej radomszczanska.pl

Reklama

O zarzutach wobec kościelnego (wtedy jeszcze Kazimierz K. pracował w parafii), proboszcz Arkit usłyszał od wikarego pierwszy raz wiosną 2015. Ale nie były one skonkretyzowane.

30 czerwca 2015 wikary poinformował proboszcza, że jedno z dzieci napisało list, w którym informuje o molestowaniu, między innymi „całowaniu w usta, dotykaniu w miejsca intymne”.

Proboszcz czyta list. Ma wątpliwości, jak się powinien zachować, mówi to wikaremu. Ten informuje go, że będzie chciał prozmawiać z kościelnym.

Robi to kilkanaście minut później. Kazimierz K. przyznaje się i błaga wikarego, by ten nie informowal policji. Grozi, że inaczej się zabije.

Reklama

Dzień później, 1 lipca, wikary pyta proboszcza, co zdecydował. Ten informuje, że rozmawiał z kościelnym. Mówi wikaremu:

„I teraz księże, ja nie wiem, bo nie chciałbym sobie strzelić gola… Znaczy, bo ja mogę zbagatelizować to… Dzwonię, porozmawiam z jednym czy drugim kolegą, którzy... Żeby mi podpowiedzieli, żeby oczy mi otworzyli, jak ja się powinienem zachować. Jeżeli oni mi powiedzą, że w związku z tym powinienem na przykład pewne procedury podjąć, przykładowo dać upomnienie na piśmie, proszę podpisać, czy coś takiego… Ja nie wiem, bo nigdy się z czymś takim nie zetknąłem. Czy żeby temat zamknąć, gościa odsunąć i powiedzieć, panie Kazimierzu, procedury są takie, ja rozmawiałem, najlepiej, żeby pan sam zrezygnował. Ja wiem, że to dla niego będzie cios.”

Reklama

Dwa dni później, 3 lipca, ks. Arkit informuje wikarego, że jest umówiony w tej sprawie z arcybiskupem a „z dniem 2 lipca (Kazimierz K. - przyp. red.) został, po prostu, jako wolontariusz, przeniesiony do rezerwy”.

Gdy wikary pyta, czy sprawa będzie zgłoszona na policję, proboszcz odpowiada: „Ja jutro idę do arcybiskupa i zdecyduje arcybiskup”. Sugeruje też, że ministranci „wkręcają” wikarego, twierdzi, że „jeszcze jest ksiądz młody, ksiądz jeszcze nie zna, do czego jest młodzież zdolna”.

Mówi, że rozmawiał z prawnikami i „to niezgłoszenie nie rodzi skutków prawnych. Tylko jeżeli ja wiem i tego nie zgłoszę, to nie jest tak, że jestem pociągniety, tylko jeżeli ktoś później wystąpi i powie, to ja wtedy odpowiadam, że nie zgłosiłem. Ale samo to, że nie zgłosiłem, to nie zostanę ukarany”.

Reklama

11 lipca, podczas kolejnej rozmowy, wikary znów przekonuje proboszcza, że trzeba sprawę zgłosić organom ścigania. Proboszcz mnoży wątpliwości. Mówi:

„Teraz ksiądz dał mi pismo, które nie jest podpisane... Dla mnie, wie ksiądz, to jest takie troszeczkę dziwne, bo ksiądz przychodzi, zgłasza mi, natomiast konkretnie nie wiem, w imieniu kogo, od kogo. Oczywiście, ja księdzu wierzę, ksiądz powienien to złożyć na piśmie i tak dalej. Bo w każdej chwili ksiądz może się teraz wyprzeć”.

Dziesięć dni później, 21 lipca, ks. Arkit zaprasza wikarego do kancelarii w Częstochowie, na spotkanie z prawnikami. Tam zarówno prawnicy, jak i proboszcz, przekonują wikarego, by sprawę zostawić.

Reklama

Proboszcz mówi między innymi, że jedno z poszkodowanych dzieci to „kawał cwaniaka”, że kuria zna sprawę, że w Radomsku „na rynku to mówią, że pedofil, powiedzmy, kościelny”. Przekonuje też, że „kościelny... nie widział w tym nic złego. Natomiast kwestia... całował... co to znaczy całował? Czy normalnie dał buziaka?... z dziubka i koniec, czy się starał jakoś tam... erotycznie. Bo to też jest ważne. Bo to ile jest teraz takich osób, co to lubią się przymilać. No, ale jeśli ona raz, drugi i trzeci, ta osoba, to ona powinna zadziałać, powiedzieć rodzicom.”

Po tej rozmowie wikary zgłasza sprawę na policję w Radomsku. Prokuratura wszczyna śledztwo. A ks. Arkit organizuje Kazimierzowi K. uroczyste pożegnanie, w podziękowaniu za wieloletnią posługę.

Reklama

Próbujemy wciąż ustalić, na czym polegało zaangażowanie kurii, co miał zdecydować arcybiskup oraz jaka jest rola prawników w tej sprawie, ale na razie nie mamy na tyle twardych dowodów, by opublikować te ustalenia.

Chcieliśmy porozmawiać z ks. Arkitem, ale nie chciał. Powiedział jedynie, że nie udziela żadnych informacji w tej sprawie.

Zapytaliśmy kurię częstochowską, czy prowadziła jakiekolwiek postępowanie (wyjaśniające, sprawdzające) w sprawie roli proboszcza parafii św. Lamberta ks. Antoniego Arkita w ujawnieniu tej sprawy; czy proboszcz dostał jakieś wytyczne co do sposobu działania od zwierzchników; oraz czy kuria badała, czy proboszcz złamał/naruszył w tej sprawie jakiś przepis prawa kanonicznego, karnego bądź regulacje kościelne?

Ks. Mariusz Bakalarz, rzecznik prasowy Archidiecezji Częstochowskiej, przesłał nam taką odpowiedź:

„Stosownie do obowiązujących przepisów prawa kanonicznego (wytyczne dotyczące wstępnego dochodzenia kanonicznego w przypadku oskarżeń duchownych o czyny przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobą niepełnoletnią poniżej osiemnastego roku życia z dnia 6.06.2017 r.) oraz przepisów prawa polskiego, w chwili podjęcia przez organa ścigania swoich czynności, zawiesza się wszelkie dochodzenia kościelne, ponieważ zeznania i materiał dowodowy przedstawiony w sprawie nie może być ujawniany lub udostępniany innym podmiotom.

Ponadto organa ścigania mają szereg narzędzi do ustalenia faktów i innych okoliczności sprawy, co dla strony kościelnej jest znaczącą pomocą. Ustalenia prokuratury lub sądu są dla strony kościelnej podstawą do podjęcia działań lub decyzji.

W przedmiotowej sprawie prokurator nie uznał za uzasadnione postawienie zarzutów osobom innym, niż oskarżony Kazimierz K. Analiza tychże ustaleń nie dała także podstawy do ukarania Proboszcza Parafii Św. Lamberta, ks. kan. Antoniego Arkita w porządku prawa kościelnego”.

Zgodnie z art. 304 par. 1 kodeksu karnego, każdy, kto dowiedział się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu (a takim jest molestowanie seksualne dzieci), ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym organy ścigania. Jednak za brak zgłoszenia nie grożą żadne konsekwencje.

W tym przypadku, postępowania ks. Antoniego Arkita, zostają tylko konsekwencje moralne i społeczne.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości