Radomszczanka mówi, że nawet miała iść w tej sprawie do prezydenta, bo w końcu to miasto płaci firmie za wymianę latarni, ale uznała, że jednak da sobie spokój. - Bo co by to dało? - macha ręką.
O co chodzi? Wydawałoby się, że o nic wielkiego. Jeśli patrzeć na te kilka sztuk kostki brukowej. Więcej, jeśli pomyśleć, że mogło się skończyć gorzej niż tylko na potłuczonym kolanie.
- To było we wtorek, pod wieczór, nawet jeszcze nie było tak ciemno - opowiada Czytelniczka Gazety. - Po pierwsze jestem w troszkę więcej niż średnim wieku, po drugie mam kłopoty ze wzrokiem. Postawiłam nogę trochę za blisko tej nowel latarni przy wieżowcu przy Leszka Czarnego i stało się?
Co takiego?
- Weszłam w miejsce, gdzie kostka jest zdjęta, straciłam równowagę, na szczęście zdążyłam się podeprzeć rękami, więc skończyło się na drobnych potłuczeniach. Nie chcę myśleć, co mogłoby się stać, gdybym upadła na głowę.
Radomszczanka dodaje, że podnosiła ją kobieta, która akurat tamtędy przechodziła.
- Zastanawiam się, jak to możliwe, że na całej Leszka Czarnego taka sytuacja jest przy każdej nowej latarni? Wiem, bo następnego dnia przeszłam całą ulicę, tym razem bardzo ostrożnie. Dlaczego na innych ulicach, np. na Piastowskiej porządek zrobili, a tutaj ciągle takie niechlujstwo? Jak to się może skończyć widać na moim przykładzie. Za co miasto płaci tej firmie?
Nasza Czytelniczka mówi, że teraz latarnie są już po zmroku włączane, ale w trakcie wymiany, kiedy ulica była kompletnie ciemna, doły i wykopy były jeszcze większe i bardziej niebezpieczne.
- Rozumiem, że pewne prace trzeba wykonać, ale naprawdę nikt nie jest w stanie przewidzieć, że starsza osoba bardzo łatwo może ulec wypadkowi? Do tej pory nikt nie wymyślił sposobu, żeby takie miejsce zabezpieczyć? Nie wierzę. A do prezydenta nie poszłam, bo pewnie i tak by to nic nie dało...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nadzór inwestorski jest żaden. Gdzie nie gdzie tylko teren jest wygrodzony i oznakowany. Podstawowa sprawa dlaczego lampy nie są wymieniane jedna po jednej tylko wszystkie są rozgrzebane jednocześnie....? Widać, ze zleceniodawca nie mieszka przy żadnej z tych ulic i miał to gdzieś podpisując umowę. Bylejakość i tyle, jak większość miejskich inwestycji drogowych. Ale zachęcam gazetę do drążenia tematu, bo jest jesień i to nie ostatnie kolano i w każdej chwili może być gorzej.... Tylko patrzenie im na ręce może coś dać.
Nadzór inwestorski jest żaden. Gdzie nie gdzie tylko teren jest wygrodzony i oznakowany. Podstawowa sprawa dlaczego lampy nie są wymieniane jedna po jednej tylko wszystkie są rozgrzebane jednocześnie....? Widać, ze zleceniodawca nie mieszka przy żadnej z tych ulic i miał to gdzieś podpisując umowę. Bylejakość i tyle, jak większość miejskich inwestycji drogowych. Ale zachęcam gazetę do drążenia tematu, bo jest jesień i to nie ostatnie kolano i w każdej chwili może być gorzej.... Tylko patrzenie im na ręce może coś dać.