Dzisiaj, 23 czerwca o 9 na plac 3 Maja miał przyjechać bus Szymona Hołowni, kandydata na prezydenta RP. Jest 9.15. Pojazdu nie ma, a po placu chodzą osoby w żółtych koszulkach i rozmawiają przez telefon. Po 20-minutowym spóźnieniu bus się pojawia.

Zanim wjedzie na plac, słychać tylko:
- Można tu wjechać?
Ktoś odpowiada:
- Na chwilę można.
Ludzie zaczynają się gromadzić. Media z przodu, jak najbliżej, a ciekawi obserwatorzy z tyłu.
Jedna kobieta mówi, że przekonuje ją bezpartyjność Szymona Hołowni.
- Jest jedynym obywatelskim, apolitycznym kandydatem.
Na pytanie: dlaczego pan przyszedł na to spotkanie, młody chłopak odpowiada: - Z ciekawości bardziej. Chciałem w ogóle zobaczyć jak to wygląda. Niestety nie ma go dzisiaj.
Dodaje, że spodziewał się czegoś innego, czegoś w rodzaju show i większej publiczności. Ale uważa, że Hołownia jest jednym z kandydatów, który spełniłby jego oczekiwania, a bezpartyjność także go przekonuje.
Osoby ze sztabu Szymona Hołowni rozdały ulotki, a potem udzielały wywiadów lokalnym mediom. Następnie zaczęli rozmawiać z zebranymi, zadawać im pytania, odpowiadać.
Jan Bełdycki, kierowca kampera i członek sztabu kandydata, mówi, że bezpartyjność jest pierwszą i podstawową rzeczą, jaka ma dla niego znaczenie. Opowiada, jak jeżdżąc po Polsce zauważył, iż dużo ludzi w różnym wieku przychodzi na ich spotkania. Faktycznie, również na dzisiejszym wydarzeniu, chociaż zainteresowanych nie było dużo, były to te najmłodsze osoby, kilkuletnie dzieci, i te najstarsze, seniorzy i emeryci.
Paweł Kopeć, członek sztabu wyborczego Hołowni mówi, że kamper jeździ głównie przez małe miasteczka, bo życie w Polsce nie toczy się tylko w wielkich ośrodkach. Jeżdżą, by zrozumieć ludzi, porozmawiać z nimi, słuchać ich. Tłumaczy, że Szymon Hołownia był dzisiaj nieobecny, ponieważ ma także inne zobowiązania. Podkreśla, że to wyjątkowa sytuacja, ponieważ jest to drugi dzień z rzędu bez kandydata, co się do tej pory nie zdarzało. Dodaje, że ludzie uczestniczący w spotkaniach pytają zazwyczaj o kwestie gospodarcze i światopoglądowe. Zdarzają się oczywiście osoby, które chcą zakłócić spotkania, krzyczą wulgaryzmy. Tym razem jednak obeszło się bez przykrych incydentów. Uczestnicy byli spokojni, jedni rozmawiali z członkami sztabu, inni tylko słuchali. Nikt nie chciał spotkania zakłócić.
- Najpiękniejsze jest to, że praktycznie w każdym miejscu ktoś podchodzi i mówi, że dzięki Szymonowi pierwszy raz w swoim życiu oddadzą głos, wreszcie pójdą na wybory - mówi Paweł Kopeć.
Najbardziej zainteresowane wydarzeniem były oczywiście osoby w żółtych koszulkach. Reszta raczej cicho stała cicho gdzieś z tyłu.
Po 20 minutach, członkowie się zbierają. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie. Następnie ludzie się rozchodzą a z głośników słychać:
- Następny przystanek: Tychy!

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze