GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Kiedy to się zaczęło i dlaczego? Mieszkańcy wielu spółdzielni w większości nie wiedzą kto jest w zarządzie. Wystarczy im, że wiedzą gdzie jest kasa, w której zapłacą czynsz. A wy wydajecie się bardzo zdeterminowani.
AGNIESZKA POTERALSKA: - Grupa „Członkowie RSM” powstała w marcu 2019 roku. Administrują nią trzy osoby, które połączyła chęć budowania przyjaznej, efektywnej i nowoczesnej spółdzielni, pełnej transparentności działań, wsłuchującej się w problemy i potrzeby swoich mieszkańców.
Zabrzmiało jak z folderu wyborczego.
- Wiem, jak to brzmi. Chodzi o propagowanie interakcji między mieszkańcami. Wymieniamy poglądy, zgłaszamy problemy w funkcjonowaniu RSM-u. W dobie COVID-19 to jedyny możliwy kontakt. Mieszkańcy mają możliwość zadawania pytań, umieszczania zdjęć, poruszania tematów, które nas wszystkich dotyczą. Nie jesteśmy politykami i nie chcemy nikomu zaszkodzić. Chcemy ładnych bloków, zadbanych klatek schodowych z domofonami, bezpiecznych osiedli, a przede wszystkim, wszyscy mamy dość podwyżek kilka razy w ciągu jednego roku kalendarzowego.
Na czym polega pani działalność?
- Sama grupa to młody projekt, który dopiero nabiera formy i rozpędu. Jestem jedną z trojga pomysłodawców, a każdy z nas mieszka w blokach RSM. To, co nas łączy, to chęć zmiany na lepsze. Nie chcemy promować hejtu. Moja działalność zaczęła się dużo wcześniej - dzięki zmianie przepisów, która nastąpiła około dwa lata temu, mogłam wziąć udział w Walnym Zgromadzeniu. Uczestniczyć w nim mogą jedynie członkowie RSM.

Czego się pani dowiedziała?
- Poszłam z czystej ciekawości, chciałam zobaczyć jakie problemy są poruszane, co tak naprawdę zarząd i Rada Nadzorcza ma nam, mieszkańcom, do powiedzenia. Nie dowiedziałam się niczego. Zarząd przedstawia rozliczenia, nie porusza się tam naszych problemów, a nawet śmiem stwierdzić, że nie bierze się ich pod uwagę.
Przecież od tego właśnie jest zarząd spółdzielni i walne.
- Niestety. A problemów jest naprawdę wiele. Brakuje remontów i konserwacji, są źle zagospodarowane lub wcale nie zagospodarowane tereny, które z powodzeniem mogłyby posłużyć mieszkańcom jako miejsce do rekreacji czy odpoczynku. Zainteresowałam się terenami położonymi przy ulicy Łokietka, tzw. małym Wielorybkiem. Miejsca idealne pod piękny plac zabaw i teren rekreacyjno-sportowy dla dzieci, młodzieży, jak i nas, opiekunów czy osób starszych.
Pytała pani o nie zarząd?
- Zadałam kilka pytań, ale zostały one praktycznie bez odpowiedzi. Usłyszałam, że spółdzielni nie stać na place zabaw, ponieważ huśtawki, karuzele i pozostały sprzęt są bardzo drogie. Usłyszałam również, że należy skierować swoje kroki do urzędu miasta. Napisałam do prezydenta i Rady Miasta. Przedstawiłam swój pomysł na zagospodarowanie tych działek. Odzew był pozytywny.
Wasza trójka wyrosła na liderów tego przedsięwzięcia.
- Zbieramy informacje, rozmawiamy z mieszkańcami. Każde osiedle ma inne potrzeby. Zarząd spółdzielni musi zrozumieć, że jedna huśtawka i piaskownica na pięć bloków nie wystarczy, zwłaszcza jeśli większość tych urządzeń to 40-letnie relikty. Ludzie starsi też nie mają gdzie się spotkać. Brakuje ławek, koszy pod blokami, a młodzieży boiska. Brakuje parkingów, chodników, świeżej zieleni, obecna zieleń nie jest odpowiednio pielęgnowana.
Długa lista.
- To nie koniec. Co najważniejsze, brakuje termomodernizacji budynków i efektywnego pozyskiwania środków z zewnątrz. Budynek powinien mieć najpierw wymienione okna i drzwi wejściowe, a potem docieplone ściany, ale nie jedną, a wszystkie. Wtedy możemy mówić o termomodernizacji. W naszej spółdzielni potrafiono docieplić kilkukrotnie szczytowe ściany bloków w ciągu kilku lat. Ludzie domagają się zmian, a do zrobienia jest bardzo wiele. I to jest nasz cel.
Na walne zebrania chodzi z reguły garstka mieszkańców. Jak udało się zainteresować tych do tej pory obojętnych?
- Inicjatorką była koleżanka, która podjęła ten pierwszy i najważniejszy krok, my się przyłączyliśmy i rozwijamy grupę. Stymulujemy mieszkańców, którzy naprawdę mają dość takiej działalności spółdzielni i jej pracowników. Poczta pantoflowa jest najlepszą reklamą, internet odpowiedział entuzjazmem. Spodziewaliśmy się tego. Nie każdy ma Facebooka, ale my dotarliśmy do takich ludzi, którzy podzielają nasze poglądy. Mamy sygnały, że niektóre tylko po to założyły profil, żeby dzielić się i poznawać innych z podobnymi problemami, i ewentualnie szukać pomocy. Ludzie znają swoje prawa, płacą wysokie czynsze i oczekują wymiernych efektów.
A co najbardziej im przeszkadza?
- Bolączką mieszkańców są ciągłe podwyżki czynszu. Mamy kwiecień, a już mieliśmy od początku roku dwie. Najpierw woda, potem fundusz remontowy, opłata eksploatacyjna i śmieci. Wiadomo, że niektóre opłaty nie zależą od spółdzielni, ale są też takie, których nijak nie można wytłumaczyć. Biorąc pod uwagę łączną sumę opłat, niedługo nie będzie nas stać na to, by je uiszczać. Wystarczy sprawdzić ile osób nie płaci czynszu, a zarząd i Rada Nadzorcza praktycznie nic z tym nie robią. W spółdzielni są dwie osoby do spraw windykacyjnych, a RSM ma ponad 5 mln zł nie wyegzekwowanych długów. Gdzie tu jest gospodarność? W naszej ankiecie na grupie znalazło się to na drugim miejscu. Płacimy za tych, którzy nie płacą. Mieszkańcy narzekają na jakość prac, brud na osiedlach, brak oświetlenia, domofonów, przerost zatrudnienia w RSM-ie, brak odpowiedzi na pisma składane do spółdzielni lub przedłużanie spraw do maksimum, a także kompetencje, albo raczej ich brak, i wątpliwą kulturę osobistą niektórych pracowników.
Jak na waszą działalność reaguje prezes i zarząd spółdzielni?
- Mamy świadomość, że nikt ze spółdzielni nie jest z tego zadowolony. Robimy swoje. Mamy poparcie znacznej części mieszkańców RSM i doprowadzimy do tego, aby nasz głos był ważny i miał realny wpływ na poprawę i wygląd naszych bloków i osiedli.
Czy celem jest w takim razie zmiana zarządu spółdzielni?
- Zmiana zarządu czy Rady Nadzorczej to decyzja poważna, podejmują ją mieszkańcy, a nie jedna czy dwie osoby. Odpowiednim do tego miejscem jest walne zgromadzenie. Ktoś kiedyś powiedział, że aby zarządzać spółdzielnią, potrzebne jest wykształcenie i doświadczenie. Nie zgadzamy się z tym, ponieważ obecny zarząd ma jedno i drugie, a brak jest konkretnych działań, transparentności, panowania nad pracownikami, jest arogancja w stosunku do mieszkańców, brakuje rzetelności i odwagi w podejmowaniu decyzji. A co najważniejsze, nie słucha się tego, co mówią mieszkańcy.
Czy RSM jest jedyny w swoim rodzaju? A może inne spółdzielnie też mają takie problemy?
- Mamy informacje od innych spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych i je porównujemy. W Polsce jest wiele spółdzielni, ale nas interesuje ta nasza, bo ona zarządza naszymi środkami finansowymi. Większość mieszkańców nie ma dobrego zdania na temat funkcjonowania naszej spółdzielni i dlatego teraz rozmawiamy o grupie „Członkowie RSM” na Facebooku. Płacimy niemałe kwoty, a wciąż widzimy brak spójności w działaniu. Robi się rzeczy, które mogą poczekać, zamiast wziąć się za te najważniejsze.
Może to kwestia wielkości spółdzielni, największej w mieście?
- Na pewno problemem jest również kadra. Niestety, stwierdzamy i mamy sygnały od mieszkańców, że kontakt bezpośredni w RSM nie należy do najprzyjemniejszych. Mieszkańcy opowiadają, że naprawdę nie ma z kim rozmawiać, bo muszą poświęcić mnóstwo czasu na to, żeby najpierw złożyć pismo, czekają na odpowiedź i często jej nie otrzymują. Piszą upomnienia, bez odzewu. Arogancja pracowników jest na porządku dziennym, a te 75 osób zatrudnionych w RSM jest opłacana z naszych pieniędzy i nie jest to prywatny folwark. Rada powinna być naszym głosem, administrator powinien znać nasze problemy, administratora powinni znać mieszkańcy. W naszej spółdzielni jest zatrudnionych osiem księgowych! Urząd Miasta w dziale finansowym ma mniejsze obłożenie. Różnica polega na tym, że w mieście obraca się setkami milionów, również pozyskiwanymi z zewnątrz, różnego rodzajami dotacjami, a w spółdzielni nie. Jaka firma pozwoliłaby na tak dużą kwotę zadłużenia? Strona internetowa jest przestarzała, nie każdy ma do niej dostęp. Jeśli po rozmowie coś się zmieni i ruszy w dobrym kierunku, a mamy co do tego wątpliwości, to będzie znak, że nasze działania są potrzebne, a my nie zamierzamy zwalniać tempa tylko je poprawić.
Rozmawiał Janusz KucharskiTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze