Nie można pozostawić przestrzeni miejskiej bez jakichkolwiek zasad, bo wtedy chaos reklamowy byłby nieunikniony. Wprowadzenie regulacji jest niezbędne, ale coś poszło nie tak. Uchwała krajobrazowa utknęła w labiryncie biurokracji.
Paweł Aulich, felietony@radomszczanska.pl
Podmuchy wiatru zrzucają miodowe i rumiane liście z drzew. Jest listopad, jeszcze tylko dwa tygodnie, aż znikną banery komitetów wyborczych, pamiątki po parlamentarnym plebiscycie. Bardzo powoli przygotowuję się do podsumowania ostatnich kilku miesięcy: co się udało, co nie wyszło, co utknęło jak ość w gardle przy kosztowaniu wigilijnego karpia.
W styczniu tego roku sprawa uchwały krajobrazowej nabrała tempa. Odbyła się dyskusja publiczna, pojawiła się broszurka informacyjna „o co biega”, poznaliśmy ......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 82% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze