Tak jak Bóg stworzył człowieka w siedem dni, tak też wygląda mój tydzień pracy. Właściwie nie mam przerwy. Zasuwam w radomszczańskim pogotowiu. W zależności od miesiąca na konto wpływa 3200 - 3400 zł. Nie za dużo jak za prawie 200 godzin miesięcznie, prawda?
Równo rok temu rozpoczęła się druga fala pandemii. W kraju zmarło z jej powodu kilkanaście tysięcy ludzi. W sumie od początku pandemii zmarło w Polsce 75 tys. osób. Wtedy też, jak teraz, wielu bagatelizowało problem. Przypominamy teksty Gazety, które wtedy opublikowaliśmy. Tak wtedy było...
Katarzyna Snochowska, ks@radomszczanska.pl
- Zaczynam w niedzielę. Tak łatwiej mi poukładać swój czas. O ile w ogóle w mojej sytuacji coś można poukładać. Standardowo na etat mam około czternaście dyżurów w miesiącu. Bywa więcej. Czyli zaczynam w niedzielę i kończę w niedzielę - mówi Paweł, radomszczański ratownik medyczny (imię na jego prośbę zostało zmienione).
W Radomsku są dwie karetki. Tu jest stacja-matka. W Przedborzu i Żytnie po jednej. Do tego jeszcze Pajęczno i Działoszyn. W czasie pandemii wyjazdów jest mniej. Nie dlatego, że jest mniej pracy, ale są czasochłonne. O ile rok temu karetka robiła 8-9 wyjazdów, to teraz wyjeżdża średnio około 4-5 razy. Ponad osiemdziesiąt procent to wyjazdy do covidu. Szpital nie jest z gumy, dlatego czasem karetki czekają dwie, trzy godziny, aż się zwolni łóżko w izolatce.
- Nigdy w takiej sytuacji nie podmieniamy się, nie schodzimy z karetki. Czekamy w niej do końca - mówi Paweł.
Po każdym pacjencie karetka jest fumigowana. Czyli dezynfekowana. Teraz jedyna możliwość, żeby na szybko coś zjeść, wysikać się.
Po każdym wyjeździe karetki są dezynfekowane
Dniówka nie trwa ośmiu godzin. - Nawet gdy w grafiku kończę o godzinie 19, to nie mogę zejść z samochodu, gdy w karetce mam pacjenta. Muszę najpierw przekazać go na oddział, potem dokończyć procedury. Czyli podłączyć karetkę do fumigatora i uzupełnić sprzęt.
Wszystkie czynności ratownicy zgłaszają do dyspozytora. Wszystko zaznaczają w tablecie, a dyspozytor ma do niego wgląd. W karetkach są GPS-y. Sama fumigacja i przygotowanie karetki zajmuje prawie godzinę. Podczas dyżuru uzupełnia się wyposażenie karetki, żeby następna zmiana nie miała kłopotów. Musi być kilka kombinezonów na zmianę, kilka rodzajów masek: zwykłe, szklane, z filtrami FP2 i FP3. Do tego fartuchy, podstawowe leki, wkłucia, okleiny, tlen, opatrunki.
Poprzednia niedziela zaczęła się standardowo. Zacząłem o 7 rano, ale w pracy byłem wcześniej. Zalogowałem się do systemu, następnie do tableta. Dyżur miałem zakończyć o 19, ale tak naprawdę zakończyłem o 22.30. Na koniec podjechaliśmy pod stację. Poszliśmy do namiotu, żeby się rozebrać, zdezynfekować, zapakować kombinezony w czerwone, opisane worki. Po fumigacji przekazaliśmy karetkę następnej zmianie. Ci praktycznie na pniu mieli wezwanie. My wtedy mamy czas na raport, wylogowanie się z komputera. Do domu wróciłem o 23.30. Rodzina już spała. Wziąłem prysznic. Na kolację było już za późno, zresztą byłem już bardzo zmęczony.
W poniedziałek kolejny dyżur. Na godz. 8 na podstację Żytno. Ale o 7.30 już muszę być na miejscu. Tak, żeby na spokojnie przejąć dyżur. Na 8 muszę już być zalogowany w systemie SWD [System Wspomagania Decyzji - przyp. red.].
Ratownikowi nie jest łatwo pogodzić życie zawodowe z rodzinnym. Z jednej strony brak czasu dla bliskich, a do tego strach o ich zdrowie.
Żona się o mnie boi. Mam wrażenie, że ostatnio już nieco się przyzwyczaiła do naszej sytuacji. Nie lubi, gdy mnie nie widzi dzień po dniu. Gdy nie wracam na godzinę do domu, bo w pracy się przedłużyło, słyszę: wykończysz się przez tę pracę! No, ale niestety, takie zajęcie sobie wybrałem.
Zazwyczaj mój grafik polega na zmianach dzień-noc i dwa dni wolnego. Niestety, w czasie epidemii, gdy szeregi ratowników się przerzedzają, są przesunięcia pracowników etatowych, żeby karetka mogła wyjechać.
Zdarzają mi się dyżury 24-godzinne. W sumie jestem już przemęczony tym wszystkim. Cały czas w samochodzie, w kombinezonach. Ciężko się napić, ciężko wysikać. Jak zjem rano śniadanie, to bywa, że potem jest dopiero kolacja.
W poniedziałek skończyłem dyżur o 20. Po powrocie do domu spotkałem się wreszcie z rodziną. Było na tyle wcześnie, że jeszcze nie spali. Mieliśmy chwilę dla siebie. Ale zanim z nimi siadłem, wziąłem syna na kolana, poszedłem pod prysznic. Wiadomo, nie chcę nic przynieść z pracy. Potem kolacja. Syn poszedł spać.
Wtedy chwila sam na sam z żoną. Rozmawiamy, bo w pracy też nie zawsze mam możliwość, żeby do niej zadzwonić. Cieszę się na myśl o wtorku. Mam wolne. Ten dzień zamierzam spędzić z synem.
W środę całodzienny dyżur. W czwartek noc. Piątek wolny po nocy. Postaram się na chwilę położyć, bo wiadomo, że po nocce człowieka łamie. Ogolę się wieczorem. Rano nie lubię tego robić, bo cenię sobie każdą minutę snu.
Weekend spędzę w pracy. Tym razem w częstochowskim pogotowiu. Tam mam dyżur dobowy. W niedzielę wrócę do domu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze