W budżetach gimnazjów, szkół podstawowych i przedszkoli po strajku zostało ok. 800.000 zł, w szkołach średnich ok. 750.000 zł. O tyle niższe pensje otrzymali strajkujący nauczyciele

Strajk w szkołach trwał trzy tygodnie, a każdy kolejny dzień oznaczał, że protestujący nauczyciele dostaną niższe pensje. Po tym jak strajk został zawieszony nauczyciele policzyli, ile zaryzykowali. Niektórzy, ci strajkujący najdłużej, stracili trzy czwarte wynagrodzenia. Jeśli ktoś zarabia ok. 2000 zł "na rękę" w maju na konto wpłynęło mu 600-700 zł. Jeśli do tego spłaca pożyczkę wziętą w pracy, jeszcze mniej.
- Ja nie mam pełnego etatu w żadnej szkole, pracuję w kilku, nie strajkowałam cały czas, bo byłam na zwolnieniu lekarskim - mówi jedna z radomszczańskich nauczycielek. - Moja ostatnia wypłata nie była imponująca. Zwłaszcza, że zarabiam niewiele. Niektóre z moich koleżanek dostały jeszcze mniej, a są wśród nich takie, których mężowie też są nauczycielami i też strajkowali. To oznacza, że w ich domach trudno będzie przeżyć ten i pewnie kilka kolejnych miesięcy.
Jak mówi nam Adam Młynarski, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego w Radomsku, wszyscy strajkujący nauczyciele zdawali sobie sprawę, czym ryzykują. Odbywały się na ten temat rozmowy, protestujący sami podejmowali decyzje.
W mieście wyliczono, że w budżetach płacowych szkół zostało ok. 800.000 zł i nie zostaną stamtąd zabrane. Być może część tych pieniędzy wróci do nauczycieli. Po pierwsze w postaci wyrównania do średniej płacy w ciągu roku, której pewnie przez strajk nie osiągną. To jednak nie zrekompensuje ich strat. Rozwiązaniem mogą być wyższe nagrody i dodatki motywacyjne. Jednak tu pojawia się pewien problem. Można usłyszeć, że wielu nauczycieli zdecydowało, że nie będzie robić nic więcej niż wynika to z pensum i Karty Nauczyciela. W szkołach rezygnuje się z wycieczek, wyjść poza szkołę, organizowania imprez czy konkursów. Nie na masową skalę, każdy decyduje indywidualnie. A nagrodę czy dodatek trzeba czymś umotywować. Dyrektorzy będą musieli się nagłowić.
W szkołach podległych powiatowi zostało ok. 750 tys. i jak zanzacza wicestarosta Jakub Jędrzejczak, nie są to żadne oszczędności i te pieniądze nie zostaną wydane na żaden inny cel. W styczniu policzone zostaną średnie pensje i wtedy będzie wiadomo ile powiat musi dołożyć nauczycielom, żeby osiągneli wymagane wskaźniki płacowe.
Adam Młynarski dodaje, że w Polsce zebrano w czasie strajku 8 mln zł dla nauczycieli. Trwają rozmowy w jaki sposób dysponować tymi pieniędzmi, żeby podział był sprawiedliwy, i żeby pomóc najbardzioej potrzebującym. Rozwiązanie "wszystkim po równo" oznaczałoby, że każdy ze strajkujących otrzymałby po kilkanaście złotych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze