Strajk to dla strajkujących konkretne skutki. Wczoraj minister Zalewska powiedziała, że nauczycielom za czas protestu wynagrodzenie się nie należy, a samorządy, które zdecydują się je wypłacić, nie mają do tego prawnych podstaw. Niektórzy z protestujących zastanawiają się, czy nie wybrać zwolnienia lekarskiego. W Radomsku są tacy, którzy po L4 poszli już w poniedziałek

Przed strajkiem nauczycieli miasto zapowiedziało, że jeśli nie potrwa on zbyt długo, za czas, kiedy lekcje nie będą się odbywać, nauczycielom zapłaci. W Starostwie Powiatowym nauczyciele usłyszeli: chcielibyśmy zapłacic, ale nie możemy. Po kolejnym spotkaniu: jakoś da się to załatwić, odpracujecie te godziny i wtedy pieniądze odzyskacie.
A wczoraj wieczorem minister edukacji Anna Zalewska powiedziała: za czas strajku wynagrodzenie nauczycielom się nie należy. Samorządy, które zdecydują się zapłacić, nie mają do tego prawnych podstaw.
Adam Młynarski, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego w Radomsku, ma świadomość, że strajk może dla protestujących oznaczać dużą finansową stratę. - Mówiliśmy o tym od poczatku i nauczyciele zdają sobie z tego sprawę. Jestem z nimi szczery. To prawda, może się okazać, że nie otrzymają pieniedzy. Mimo to widać, że z dnia na dzień determinacja strajkujących nauczycieli jest coraz większa i na pewno nie odpuszczą następnego tygodnia - zapowiada. - Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że ktoś może zostać zmuszony do tego, żeby zrezygnować. Zwłaszcza jeśli to np. małżeństwo nauczycieli, i miałoby się okazać, że w tym miesiącu ich pensje będę o wiele mniejsze, a przecież trzeba z czegoś żyć. Każdy musi decydować sam - szef ZNP dodaje, że na stronie związku znajduje się informacja na temat wynagrodzeń za czas strajku i orzeczenia Sądu Najwyższego, który się w tej sprawie wypowiadał. - Możliwości prawne są. Zobaczymy, jak się to skończy.
Z naszych informacji wynika, że niektórzy z protestujących zastanawiają się, co zrobić. Nie chcą zostać uznani za łamistrajków, jeśli wrócą do pracy. Nie chcą też tracić finansowo. - Moja żona nie pracuje, ja nie mam pełnego etatu, dla mojej rodziny to kwestia czy będzie w tym miesiącu z czego opłacić rachunki - mówi nam jeden z radomszczańskich nauczycieli. - To bardzo trywialna sprawa, ale dla nas i naszych dzieci liczy się każda złotówka. A każdy kolejny dzień strajku to groźba, że może nam zabraknąć na życie. Pytanie brzmi, czy mogę to robić swoim bliskim?
Rozwiązaniem może być zwolnienie lekarskie. L4 gwarantuje, że finansowy uszczerbek będzie niewielki. L4 to także wyjście polityczne. Jak się dowiedzieliśmy, już w poniedziałek w Radomsku wielu nauczycieli należących do Solidarności zamiast do szkoły, poszło do swoich lekarzy rodzinnych. Zaraz po tym jak otrzymali SMS z informacją, żeby nie przyłączali się do strajku. A wcześniej mieli ochotę to zrobić, bo kolegów i koleżanki z ZNP, a także niezrzeszonych strakujących nauczycieli, popierają i chcieli protestować razem z nimi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze