Miejsc parkingowych brakuje, samochodów przybywa, kierowcy (nie wszyscy) parkują, gdzie się da. Także na chodnikach. Piesi omijając samochody denerwują się i zastanawiają, czy sporych rozmiarów rysa na lakierze jest w stanie nauczyć kogoś przestrzegania przepisów. Bo czy tabliczka o tej treści ma siłę przekonywania?

To odwieczna wojna. Zmotoryzowanych z pieszymi. Ci pierwsi mówią: przecież nie ma wolnego miejsca, to gdzie mam auto postawić? Albo: ja tylko na chwilę. Kiedy ci drudzy to słyszą, zalewa ich krew. Bo to brak szacunku dla przepisów i dla tych, którzy idą chodnikiem. I muszą przeciskać się wąską szparą między autem a ogrodzeniem czy budynkiem. Albo w ogóle muszą zejść na jezdnię, bo chodnik cały zablokowany. Wielu w tym momencie ma chęć zostawić po sobie ślad. Wystarczy przecież wyciągnąć z kieszeni klucze i niby przypadkiem zahaczyć o źle zaparkowane auto. Jeden element to jakieś 300-400 zł u lakiernika. Ale przecież to złamanie prawa. Lepiej nie. I idą dalej. Na następnej ulicy ta sama sytuacja: znów źle zaparkowane auta. Złość jeszcze większa.
Jeśli ktoś poczeka na kierowcę, bo akurat ma kilka wolnych minut, to może się skończyć na kilka sposobów. Albo kierowca poczuje się winny, przeprosi i następnym razem jednak pomyśli o pieszych. Albo uzna, że może parkować gdzie i jak chce i wytłumaczy to w kilku nieparlametarnych słowach. Takie spotkanie może skończyć się poważną awanturą. Pieszy może też wykonać zdjęcie, każdy z nas ma przy sobie telefon, i wysłać je radomszczańskiej policji. To podstawa do ukarania mandatem.
Może też w ogóle nie wdawać się w dyskusję i dzwonić od razu. Albo spróbować najpierw po dobroci, przestrzec. Jak autor ogłoszenia, które zawisło na ogrodzeniu jednej z posesji przy zbiegu Rolnej z Fabianiego. Ciekawe, ilu kierowców, którzy tam zaparkowali, zobaczyli ostrzeżenie i woleli poszukać innego miejsca>
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze