Jeżeli uważasz, że Radio Maryja to siedlisko ciemnogrodu, a jego słuchacze to nierozgarnięte mohery, ten tekst jest dla ciebie. Napisałem go, drogi czytelniku, byś zderzył się ze swoimi wyobrażeniami. Miło żyć w błogim przekonaniu, że prawda leży po naszej stronie, a kto tego nie rozumie, ten kiep, ale musisz sobie uświadomić, że oni myślą dokładnie to samo o tobie. Wiesz dlaczego?
Czym żyliśmy dekadę temu? Zajrzeliśmy do Gazety Radomszczańskiej z 2016 roku
Zaczęło się od pewnej rozmowy.
- Jeden człowiek z pracy właśnie mi ogłosił, że zaczął słuchać Radia Maryja. Mało nie spadłem z krzesła - relacjonował mi niedawno znajomy. - Koleś inteligenty, wykształcony, dzieciaty, zawsze mi się wydawało, że rozumie, co się na świecie dzieje, a on tu wyjeżdża z takim tekstem. Rozumiesz to?
- A ty słuchałeś kiedyś?
- No coś ty - oburzył się znajomy
- Więc skąd wiesz, co tam nadają?
Prowokowałem go, przyznaję. Sam jeśli słucham Radia Maryja, to zawodowo, by porównać różne punkty widzenia. Tak jak czytam i Newsweeka, i w Sieci. Długo potem rozmawialiśmy, już nie o samym radiu, ale o tym, czy jest możliwe porozumienie między nimi a dajmy na to słuchaczami lewicowego Radia Tok FM. Czy mają jakiś punkt wspólny? Nie doszliśmy do konkluzji, bo stanęło na tym, że niewiele o słuchaczach Radia Maryja wiemy na pewno. Stąd już tylko krok do decyzji: no to trzeba z nimi porozmawiać.
Stereotyp jest taki: niewykształceni, biedni, ze wsi i małych miasteczek. Prawicowi, konserwatywni i narodowi. Plus oczywiście oszołomy, mohery, ciemnogród. Inwektyw, jak to w naszej debacie, bez liku. Z punktu widzenia rynku medialnego jest ich niewielu, słuchalność Radia Maryja nie przekracza 4 procent. Mało, jak na rozgłośnię ogólnopolską. A w Radomsku? Trudno określić liczbę słuchaczy. Działa u nas Koło Przyjaciół Radia Maryja, ale z racji jego politycznych powiązań uznaliśmy w redakcji, że lepiej poszukać rozmówców z nim nie związanych. Szybko ze zdziwieniem odkryliśmy, że nie ma z tym problemu. Na potrzeby tego artykułu pozmawiałem z pochodzącą z Radomska studentką Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, która radia zaczęła słuchać ledwie kilkanaście miesięcy temu, z emerytką, która słucha go od początku, z przedsiębiorcami i młodym urzędnikiem. Pięć osób, pięć punktów widzenia. Co ich łączy?
Na początek kilka zastrzeżeń dla tych, którzy Radia Maryja nie cierpią. Po pierwsze: uznajcie podczas lektury tego tekstu, że to nie są przeciwnicy ideologiczny czy polityczni a sąsiedzi. Mieszkają obok was, wymieniacie z nimi uprzejmości, czasami zagadacie dłuższą chwilę. Po drugie: przyjmijcie, że ich poglądy to wynik drogi życiowej i przemyśleń, a nie propagandy. Dokładnie tak samo, jak wasze. I wreszcie po trzecie: doczytajcie do końca. Nawet wiele wypowiedzianych tu stwierdzeń będzie was irytować.
Urzędnik, słucha Radia Maryja od katastrofy smoleńskiej: Za bardzo nie wierzę z sens przekonywania drugiej strony i tłumaczenia im, o co nam chodzi. Oni mają głowy umeblowane przez lewicową propagandę. Nie myślą, tylko łykają, co im podadzą na złotej tacy.
- Dokładnie to samo oni mówią o takich jak ty, słuchaczach Radia Maryja.
- Wiem, dlatego właśnie nie wierzę. Choćbyś położył im prawdę na stole, to i tak będą sprawdzać, co jest pod nim. To ich będzie najbardziej zajmowało.
- A ty jesteś pewien, że znasz prawdę?
- Jestem.
- To będzie ciężko.
- Twój problem.
Rozmawiamy. Najpierw o tym dlaczego właśnie to radio.
Studentka drugiego roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej WSKSiM w Toruniu: W Radomsku skończyłam liceum. Radia słucham odkąd poszłam na studia. Wcześniej nie miałam z nim styczności. Ono też nie było propagowane w moim środowisku w Radomsku. Od razu zaznaczę, bo pewnie pan o to spyta, że to nie jest tak, że jak studiuję u Ojca Dyrektora, to muszę teraz słuchać tego radia. Odwrotnie - studiując w Toruniu, miałam okazję spotkać się z tym radiem, zobaczyć, jak wygląda od środka.
Emerytka, słucha RM od 1992 roku: Teraz więcej oglądam Telewizji Trwam, bo jest za darmo (wiele programów jest retransmitowanych lub nadawanych równocześnie w Radiu Maryja i Telewizji Trwam – przyp. red.). Zawsze oglądam „Rozmowy niedokończone”. To jest chyba najciekawsza audycja. Tam są poruszane tematy, których nigdzie indziej pan nie usłyszy. Dzwonią ludzie z Polski i świata, mają pytania i kierują je do odpowiednich ludzi. Tam występują wspaniali rozmówcy: historycy, politycy, lekarze. Oni wyczerpująco odpowiadają.
Małżeństwo przedsiębiorców, słuchają radia od 10 lat: Wcześniej, jeszcze za komuny, słuchaliśmy radia Wolna Europa. Potem szukaliśmy informacji innych niż te z oficjalnego obiegu. Niezależnych. Radio Maryja przekazuje informacje w sposób najbardziej zbliżony do prawdy. Ta rozgłośnia nie zależy od rządu czy obcego kapitału.
Słuchacze radia zwracają uwagę, że najważniejszy jest dla nich aspekt informacyjny radia. Słuchają audycji religijnych, ale to sposób podawania i doboru informacji miał największy wpływ na to, że wybrali tę rozgłośnię
Urzędnik: Wiesz dlaczego? Pracuję w pokoju z kobietami. One niby się polityką nie interesują, ale gdy pojawia się jakiś temat, to jakbym słyszał zdartą płytę. Zero refleksji. Czy to Trybunał Konstytucyjny, czy awantura o ustawę antyterrorystyczną. Są oburzone, gdy im tłumaczę, że sprawę Trybunału rozpoczęła Platforma w poprzedniej kadencji i że dokładnie taką sama ustawę antyterrorystyczną chciała uchwalić, tylko nie zdążyła. A one jak cielaki, wszystko biorą bez mrugnięcia okiem z TVN-u.
Studentka: To radio wymagające dla słuchaczy. W innych rozgłośniach leci prosta muzyczka, jest wesoło i zabawnie, a tu dużo słów i dużo modlitwy. Trzeba mieć jakąś wiedzę, żeby go słuchać. Dla osoby nieświadomej, co się dzieje na świecie i w Polsce, to radio będzie nudne.
Przedsiębiorcy: Dlaczego głos Radia Maryja nie przebija się do większości? Bo wiele osób nie chce się przekonać do prawdy. Są na nią odporne. Radio jest dla słuchacza wymagające, czasami go karci, a ludzie chcą być teraz chwaleni. Chcą mieć święty spokój i pieniądze. Nie chcą się zmieniać.
Studentka: Niektórzy zarzucają, że radio nie zaprasza polityków innych opcji, ale ja obserwowałam to z bliska. Wiem, że na przykład na debatę prezydencką byli zapraszani, ale nie przyszli. Więc radiu nie można zarzucić, że jest jednostronne.
Urzędnik: Jest takie wyobrażenie, że słuchacze Radia Maryja to ludzie niewykształceni. To sprawdź sobie, jak jest.
Sprawdzam. Według badań Millward Brown SMG/KRC 25 proc. słuchaczy ma wyższe wykształcenie (dziesięć lat temu tylko 9 proc.), a 14 proc. jest w wieku 25 - 39 lat. Według badań CBOS z 2012 roku 7 proc. Polaków deklarowało, że słucha go co najmniej kilka razy w tygodniu, a 3 procent – kilka razy w miesiącu. W najmniejszych miasta słucha go 9 proc. mieszkańców, w największych – 10 proc.
Zastanawiali się Państwo, dlaczego słuchają akurat tej a nie innej rozgłośni? Dlaczego oglądają tę a nie inna telewizję, albo czytają taką właśnie gazetę? Skąd taki właśnie wybór? Teorii na ten temat może być wiele, choćby przypadek, ale jedna jest bardzo przekonująca: wybieramy te media, które pokazują świat, takim, jakim chcemy go widzieć. Fachowo nazywa się to wyborem tożsamościowym. Prezentowane w mediach fakty uznajemy za prawdziwe, jeśli zgadzają się z naszymi wyobrażeniami. Jeśli nie - uznajemy je za kłamstwo. Innymi słowy: czytamy „Gazetę Wyborczą” albo „Gazeta Polską”, dlatego że odpowiada nam prezentowany tam światopogląd.
Pytam rozmówców, czy wybrali to radio właśnie z powodów tożsamościowych.
Studentka: Jak włączam Radio Maryja, to mam pewność, że to, co usłyszę, jest prawdą. Skąd? Ufam. Słucham też TVN, RMF, Radia Zet i mam przekonanie, że one nie podają prawdy. Wiem, że tak samo mówią przeciwnicy Ojca Dyrektora o Radiu Maryja, ale ja widzę to od środka. Jeśli Radio Maryja popełnia błędy, to dlatego, że ludzie je popełniają, a nie z wyrachowania.
Emerytka: Zawsze słucham dziennika. Najpierw w TVP o 19.30, potem w Telewizji Trwam po 20. Później „Rozmowy niedokończone”. Nie korzystam z innych mediów. Raz, że nie mam czasu, dwa, że po co mam słuchać? Moje odczucie jest takie, że Telewizja Trwam i Radio Maryja są przekaźnikami prawdziwymi. Przyjemnie słuchać tam dziennikarzy, bo są bardzo spokojni, opanowani. Nie są napastliwi. Można słuchać i wyciągnąć wnioski. A w innych mediach dziennikarze mówią tak, że nie ma miejsca na własne myśli. To jest bardzo ważne, jak dziennikarz podaje wiadomości. Że nie przerywa. Dzisiaj są komputery, internet i tego samodzielnego myślenia za wiele nie mamy. Podam panu prosty przykład: trudno dziś kupić taką kartkę świąteczną kartkę, by można na niej od siebie napisać, co się chce. Nie ma. Wszystko jest napisane, zero miejsca na myślenie.
Przedsiębiorcy: Nie wiemy, czy słuchanie Radia Maryja ma związek ze światopoglądem. Oczywiście jesteśmy katolikami, ale chyba nie tylko tacy ludzie go słuchają. A poglądami politycznymi? Też chyba nie. Dziennikarstwo jest zależne od układów politycznych. Jak rząd idzie w prawo, to dziennikarze się do tego dostosowują. Jak w lewo - to także. Słuchamy różnych rozgłośni. Choćby radiowej Trójki. Słuchamy takich stacji, gdzie na pierwszy rzut oka widać, że nie ma manipulacji rzeczywistością. Trójka w pewnych okresach była - i dziś jest - wyważona. Dzwonią słuchacze, choćby do audycji Kuby Strzyczkowskiego, i radio pozwala im się wypowiedzieć.
Emerytka: Dlaczego ufam Radiu Maryja? To się bierze z wiary. Ludzie w tej chwili nie wiedzą, jak wygląda świat. Jest mętlik: polityczny, obywatelski, społeczny. A ten obraz, który kładziono ludziom przez ostatnie osiem lat do głów, okazał się nieprawdziwy. Więc ludzie uciekają do innych mediów. Ale jest też tak, że dużo wiary jest na papierze. Media zrobiły swoje, w kościołach nie ma tłumów. Nie mamy komunizmu, ale mamy komunizm europejski.
Przedsiębiorcy: Dlaczego wierzymy akurat temu medium? To kwestia choćby kapitału zagranicznego i niezależności danej stacji czy gazety. Jeśli na radio składają się słuchacze, to można powiedzieć, że jest ono w miarę niezależne. Tak samo powinny być finansowane partie. Chcesz należeć, płacisz składkę i z tego partia się utrzymuje. A nie z pieniędzy państwowych. W tej chwili większość mediów należy do obcego kapitału i wiadomo, kto pociąga za sznurki. Jeśli się słyszy, jak dziennikarze z Wyborczej wypowiadają się w brytyjskim Guardianie czy niemieckim Die Zeit, to wiadomo, że oni mówią to, czego od nich właściciele oczekują. To jest ten sam kapitał.
Tu potrzebne jest małe wyjaśnienie. Kapitał w zagraniczny w polskich mediach dominuje tylko w pewnych segmentach. Prasy regionalnej, gdzie monopolistą jest Polska Press (należący do Niemców wydawca większości dzienników regionalnych) i prasy kolorowej, gdzie rządzą zagraniczne koncerny. Wśród stacji telewizyjnych do Amerykanów należy TVN, ale już Polsat i TVP to kapitał w całości krajowy. Wśród dzienników ogólnopolskich jest podobnie: Fakt to Niemcy, Super Express - Polska. Rzeczpospolita - Polska, Dziennika Gazeta Prawna – kapitał mieszany, polsko-niemiecki. Przywołana wyżej Gazeta Wyborcza to już paradoks, jeszcze kilka tygodni temu była w całości w polskich rękach. Dopiero w czerwcu 2016 r. duży pakiet jej akcji (ponad 11 proc.) kupił fundusz należący do George’a Sorosa.
Jakie słuchacze Radia Maryja mają poglądy polityczne? Pytam urzędnika. - Jak to jakie? Prawicowe. Właśnie dlatego słucham Radia Maryja, że mi odpowiada polityczne.
Emerytka: Jestem zwolenniczką dobrej zmiany. Chwalę ten rząd, myślę, że chyba nie kłamią. Zobaczymy za jakiś czas, co zrobią. Jeśli ktoś miał do tej pory dobrze, to nie będzie popierał PiS. Ci, którzy rządzili wcześniej, nie myśleli o przyszłości Polski.
Przedsiębiorcy: Jesteśmy zwolennikami dobrej zmiany, choć nie jest to do końca taka zmiana, jakiej oczekiwaliśmy. Wiele się robi dla dobra społeczeństwa, dla ludzi biednych, to prawda, ale pociągnięcia typowo gospodarcze są za wolne. Jesteśmy uzależnieni od Unii Europejskiej, od monopolistycznej gospodarki światowej i to nas ogranicza. Liczyliśmy, że PiS będzie szybszy i bardziej radykalniejszy. A ma związane ręce. Powinien jakieś zakłady uruchamiać, gospodarkę odbudowywać.
Emerytka: Po 1989 roku za wiele się nie zmieniło. Mamy wolność, ale limitowaną przez władzę. Może pan prosić o eutanazję, o aborcję, zmianę płci. Ale gdy chce pan coś krytycznego powiedzieć na temat władzy, to już nie wolno. Bo to szerzenie nienawiści. Niby jesteśmy suwerennym krajem, ale globalizacja wiąże nam ręce. Rząd powinien bronić państwa polskiego a nie przytakiwać obcym monarchom.
Studentka: Czy wierzę politykom? To są tylko ludzie. Ufam obecnemu rządowi, ale każdy jest tylko człowiekiem i każdy się może pomylić.
Przedsiębiorcy: Zmiana wymaga czasu. Weźmy gospodarkę przedwojenną: Polska była państwem naprawdę niezależnym, rządzili nią Polacy i szybko się wtedy rozwijaliśmy. A po 1989 roku wszystko zburzyliśmy. Trzeba to odbudować, choć będzie trudno. Jak można było wszystko sprywatyzować, jak można było sprzedać prawie wszystkie banki? Politycy po 1989 roku weszli w układ polityczny, który się wtedy stworzył, ale gospodarczo nie byli przygotowani do działania. Nie posłuchali fachowców i ekonomistów. A trzeba było poszukać trzeciej drogi. Balcerowicz posłuchał zagranicznych doradców i tak to się skończyło? Rząd poszedł po najmniejszej linii oporu. Niech pan spojrzy, jak teraz wygląda Radomsko. Były duże zakłady przemysłowe, zostało niewiele.
Urzędnik: Zwrócę ci uwagę na jedno – piętnaście, dwadzieścia lat temu krytycy zmian po 1989 roku byli odsądzani od czci i wiary. Oszołomstwo - to było najłagodniejsze określenie. A dziś? Cały świat dyskutuje o tym, dokąd zmierza kapitalizm. I co, kto miał rację?
To prawda. Gorąca dyskusja o kosztach reform Balcerowicza toczy się już od kilku lat. Dyskutują publicyści, ekonomiści, politycy i dziennikarze. Kiedyś reformy Balcerowicza to był wolnorynkowy dogmat, dziś ocena jest bardziej zniuansowana. Potrzebę szybkiej prywatyzacji i cięć budżetowych podważa nawet Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który do takich działań ćwierć wieku temu nas namawiał. W głośnym wywiadzie sprzed dwóch lat nawet Jeffrey Sachs, doradca Leszka Balcerowicza i nieoficjalny twórca tego planu przyznał, że się pomylił. Wywiad był zatytułowany: „Ja liberałem? To jakaś pomyłka”.
Urzędnik: Przyznam, mam satysfakcję. Mogę chodzić z podniesiona głową, bo zawsze powtarzałem, by nie ulegać wolnorynkowej demagogii. I co, już nie jestem radiomaryjny oszołom?
Moi rozmówcy wspominają negatywne reakcje, z jakimi spotkali się, gdy potwierdzali, że są słuchaczami Radia Maryja. Niewybredne komentarze padały z ust i młodszych, i starszych.
Studentka: Kiedyś miałam bardzo burzliwą rozmowę z pasażerami w pociągu. Wracałam do domu z uczelni, siedziałam w przedziale z osobami starszymi. Prowadziliśmy bardzo miłą pogawędkę, ludzie byli sympatyczni, atmosfera także, w końcu doszło do pytania: to gdzie pani studiuje i na czym. Powiedziałam, że u Ojca Dyrektora. I nagle jakbym miała do czynienia z zupełnie innymi ludźmi. Zmasowany atak. Moje argumenty, myślę, że dość stonowane i rozsądne, na nic się zdały. To wynika z propagandy mediów. Oni mówili językiem TVN czy Wyborczej, niesamodzielnie. Wierzą, że ojciec Dyrektor jeździ Maybachem i śpi na pieniądzach. Długo potem o tym myślałam. Wierzę, że media wpływają ludzi. Wcześniej nie miałam pojęcia, jak wielki jest ten wpływ. Dopiero to odkrywam. Na przykład u mnie w domu. Rodzice też byli przeciwnikami radia. Rozmawiałam z nimi, powiedziałam, że do niczego ich nie nakłaniam, tylko żeby posłuchali od czasu do czasu. I rzeczywiście widzę zmianę w ich myśleniu. Konfrontują różne punkty widzenia.
Przedsiębiorcy: Dlaczego radio ma taką negatywną opinię? Chyba dlatego, że jest związane z kościołem. Dziś bardzo wiele osób odwróciło się od kościoła. Niech pan zobaczy, ile ludzi jest na mszy. My chodzimy do Lamberta i widzimy. Na mszach w ogóle nie ma młodych i dzieci. Trzeba być obiektywnym, kościół też się trochę do tego przyłożył. Jednak uważamy, że nie idzie się do kościoła dla księdza, tylko dlatego że się wierzy w Boga. Nie dla księdza, organisty czy kościelnego. Mamy przyjaciół w Niemczech, tam też kościoły są puste. Ludzie, szczególnie młodzi, uważają, że ma być wolność. A wolność nie oznacza „róbta co chceta”. Wolność to wybory. Czasami mamy wrażenie, że nie ma żadnych zasad, tylko iść do przodu z klapkami na oczach, powtarzając: ja, ja i ja, tu i teraz.
Emerytka: Gdy kiedyś powiedziałam w pracy, że coś tam słyszałam w Radiu Maryja, znajoma odpowiedziała: pani taka inteligentna i słucha Rydzyka? A co ma piernik do wiatraka?
Przedsiębiorcy: Teraz takie czasy, że komunikacja międzyludzka jest bardzo ograniczona. Każdy skupia się na dwóch-trzech znajomych, bo nie ma czasu. Dawniej, gdy nie było natłoku mediów, inaczej spędzano czas. Nawet w rodzinie. W tej chwili każdy się zamyka, siedzi w internecie albo na Skypie, a z przyjaciółmi spotyka się okazjonalnie, dwa trzy razy do roku. I już nie rozmawia się na tematy polityczne, bo każdy ma tego dość. Ludzie wolą rozmawiać o rodzinie, dzieciach. To też wynika z takiego zmęczenia polityką. Poza tym ludzie mają teraz bardzo różne poglądy i dochodzi do sprzeczek. Każdy ma swoje zdanie i go broni. Społeczeństwo jest ostro podzielone, podziały są nawet w rodzinie.
Urzędnik: Widziałeś, by ktoś wyzywał słuchaczy TOK FM lub widzów TVN od baranów i debili? To działa tylko w jedną stronę i świadczy o poziomie. Co jest przeciwieństwem oszołoma? Oświecon? No to takie oświecony oglądają TVN. Oglądają i dalej nic nie rozumieją.
Przywoływanie w tym kontekście TOK FM ma uzasadnienie. To wielkomiejska rozgłośnia należąca do spółki Agora, wydającej Gazetę Wyborczą (od półtora roku można jej słuchać także w Radomsku). Ma podobny charakter, jak Radio Maryja – dużo w nim informacji, publicystki, dużo rozmów, prawie nie ma muzyki. Ale jest na całkowicie przeciwnym biegunie politycznym - lewicowym. Od niedawna także krytykuje reformy Balcerowicza i neoliberalną ekonomię, choć robi to z innych, bo lewicowych, pozycji.
Urzędnik: No to wytłumacz mi teraz: ja jestem oszołomem, oni prowadza racjonalną debatę na argumenty. Choć o gospodarce mówimy to samo. Widzisz tu sens?
Pytam na koniec rozmówców, czy możliwe jest porozumienie między dwoma obozami - liberalnym i konserwatywnym - które prowadzą dziś w Polsce walkę na śmierć i życie.
Studentka: Pan uważa, że największym problemem Polski jest podział? Że strony nie chcą rozmawiać, tylko postawić przeciwnika pod ścianą i rozstrzelać? A ja myślę, że są sytuacje, kiedy nie można pójść na kompromis. Chociażby w sprawie ustawy o aborcji. Nie można zgadzać się na zło. W pewnych sytuacjach dialog jest potrzebny, ale też nie można nikogo zmusić do kompromisu, jeśli przeciwnik nastawiony jest na walkę i cokolwiek druga strona by nie zrobiła, to źle. Są sytuacje, kiedy trzeba jasno określić swoje stanowisko i tego się trzymać. Teraz, gdy w świecie nie ma nic stałego, trzeba trzymać się swoich poglądów. Jest potrzebna ostoja.
Przedsiębiorcy: Nie mamy wśród znajomych ludzi o całkowicie odmiennych poglądach. Nasz krąg znajomych od wielu lat się nie zmienia.
Urzędnik: Dla mnie słowo kompromis to bicz, którym okłada się prawicę. Na czym ten kompromis miałby polegać? Że zrezygnuję ze swoich przekonań? W imię czego?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze