Reklama

[Kulisy zatrzymania] Rysu zniknął w 2007 i ukrywał się 12 lat. Wpadł przez profil na Facebooku

Ma ksywę, kilku synów i głowę na karku, inaczej nie ukrywałby się 12 lat - można usłyszeć od policjantów. 59-letni przedborzanin był kompletnie zaskoczony, kiedy pokazali mu swoje służbowe legitymacje, bo wydawało mu się, że poprzednie życie zostawił za sobą na zawsze

 

Zgubić się w takim mieście jak Wrocław trudno nie jest. I przedborzanin ukrywałby się dalej, gdyby nie błąd, który popełnił dawno temu. Każdy zostawia po sobie jakieś ślady.
Kiedy pytamy o niego w Przedborzu, najczęściej słyszymy: był jednym z tych, których zawsze można było spotkać w tych samych miejscach. Z kumplami od kieliszka. Bo wypić lubił. Rysu - tak tu na niego mówili. Nie wyróżniał się z tej grupy, jeden z wielu niebieskich ptaków. A że Przedbórz to nieduże miasteczko i prawie wszyscy się znają, to prawie każdy o sąsiadach wie bardzo dużo.
Rysu miał dwóch braci. Dwóch, bo jeden wyjechał i zmarł. Został mu jeden. Miał, a właściwie ma, kilku synów. Dwóch to już dawno dorośli faceci. Rysu nie miał tylko nigdy chęci łożyć na ich utrzymanie. Alimenty, których nie płacił, i grożenie ludziom kiedy wypił, to spowodowało jego kłopoty - słyszymy od naszych rozmówców. - Któregoś dnia zniknął i nikt go więcej nie widział. Ludzie szybko o nim zapomnieli - dodają. - Jak o wielu takich…
Rysu wyjechał, kiedy zrobiło się wokół niego bardzo gorąco. Kiedy długi zamieniły się w sądowe wyroki, a to co powiedział w kolejnej awanturze zamieniło się w groźby karalne z konkretnym czasem odsiadki. Nie miał na to ochoty.
Nie pojechał daleko, bo przecież Wrocław to nie drugi koniec świata. Za to miasto na tyle duże, żeby znaleźć tam miejsce dla siebie i zacząć na nowo. Z nowym wyglądem i starym nazwiskiem, ale nowym imieniem, bo od tej pory Rysu podawał się za swojego brata.
Także dla swojej nowej partnerki, we Wrocławiu związał się z kobietą, był bratem, nie sobą. Kiedy trafiał do lekarza albo w inne miejsce, gdzie musiał się przedstawić, zawsze podawał się za brata. To wystarczało. Dane sprawdzone w komputerze, tak, istnieje taki obywatel, ma numer PESEL, swoją historię choroby, więc proszę, gabinet numer 5. A przecież nie ma obowiązku noszenia ze sobą dowodu osobistego. W domu zostawiłem, ale pesel pamiętam, więc podyktuję.
- Sprytny był - mówią policjanci. - Jeśli gdzieś podałby swoje prawdziwe dane i ktoś wrzuciłby je na bęben (zostałyby sprawdzone w systemie - dop. red.) od razu wyszłoby, że jest poszukiwany. I zostałby zatrzymany. Nie pomylił się ani raz.
Za to popełnił błąd. Jeden. Założył konto na Facebooku. Nie, nie pod nazwiskiem. W sieci nie podawał się też za brata. Konto było zmyślone, ale fotografia prawdziwa.
- Co prawda jego wygląd w ciągu tych 12 lat bardzo się zmienił, ale było podobieństwo - mówią policjanci. Mieli już zdjęcie Rysa, a potem trzeba było wykonać normalną żmudną kryminalną robotę. Bo jak jest konto, to pojawiają się i wpisy. Ktoś coś komentuje, ktoś odpowiada. Od słowa do słowa, w końcu pojawił się Wrocław, i to, że Rysu może pracować na jednej z budów w tym mieście. Trzeba było zapytać, potwierdzić tam, potem wybrać najbardziej prawdopodobne miejsca.
I ze zdjęciem w ręku policjanci wchodzą na te budowy. Zadanie nie jest proste, bo na każdej pracuje po kilkaset osób. Na jednej z nich pracownik, któremu pokazują fotografię, po chwili zastanowienia mówi: - Jest tu taki podobny, może to on? Zbrojarzem tu jest. Tam powinien być.
I był. Jego minę policjanci zapamiętają na długo. Zaskoczenie. Absolutne. - Jak tu do mnie trafiliście? - nie mógł się nadziwić. Tego dnia zbrojarz z wrocławskiej budowy nie wrócił do domu i wrocławskiej partnerki, ale pojechał do policyjnej celi. A stamtąd trafi wkrótce do więzienia. Tylko trzeba policzyć za co i na jak długo, bo część spraw już się przedawniła. Na przykład synowie podorastali.
- Tak to jest, że zrobić to ma kto, ale już odpowiedzialnie wychować, albo chociaż dawać pieniądze na życie, to już mu się nie chciało - mówi policjanci. - Za to pomysł na to, żeby zniknąć, to miał. I był skuteczny przez 12 lat. Do czasu - dodają, bo oni okazali się sprytniejsi.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości