W czwartek 2 grudnia chwilę po 15.30 w wojewódzkim Centrum Powiadamiania Ratunkowego dzwoni telefon, w słuchawce słychać głos młodego mężczyzny: - Pali się na klatce wieżowca przy Piastowskiej 14 w Radomsku.
I tyle. Pracownik CPR w Łodzi zawiadamia dyżurnego komendy powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Radomsku. Ten wysyła na miejsce jeden zastęp z OSP Stobiecko Miejskie. Kiedy wóz strażacki na syrenach zatrzymuje się przed wieżowcem, kilka osób, które tam mieszka i właśnie wyszło przed blok, patrzy mocno zdziwiona.
I zastanawia się, co takie się stało. Ognia ani dymu nigdzie nie widać, może ktoś zasłabł, a nie ma wolnej karetki pogotowia? Może z kimś nie ma kontaktu i trzeba otworzyć drzwi, albo wejść przez okno? Tylko wtedy to by chyba drabina przyjechała?
Strażacy są gotowi do akcji. Próbują ustalić o którą klatkę chodzi, dzwoniący nie podał. Słychać rozmowy przez krótkofalówki z dyżurnym, który mówi, że zgłaszający nie powiedział czy pierwsza czy druga, trzeba sprawdzić obie. Bo jeśli rzeczywiście gdzieś się pali, to zagrożenie jest bardzo duże. Możliwe, że trzeba będzie zarządzić ewakuację,
Na szczęście żadnego pożaru nie ma. To głupi żart. Kolejny, jak mówi Gazecie dyżurny straży. To nie pierwszy raz, sprawdzić trzeba zawsze. Taka praca. I dobrze, że w tym czasie strażacy nie byli potrzebni gdzie indziej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze