Zakładam tą zrzutkę w nadziei na pomoc dla mojego męża Marcina. Pomoc finansową, ponieważ każdą inną otrzymujemy od rodziny i przyjaciół którzy zawsze są przy nas. Opowiem Wam w wielkim skrócie o moim mężu - pisze o panu Marcinie jego żona, pani Wioletta.
Pan Marcin, mieszkaniec Dobryszyc, ma 37-letni. Mąż, tata dwóch synów.
- Niezwykle pogodny, zawsze uprzejmy, aktywny zawodowo oraz fizycznie, a przynajmniej próbuje dotrzymać kroku synom. Problem z nogami miał od urodzenia, "lewa stopa urodzona końsko-szpotawa, wrodzone zagięcie goleni prawej". Pierwszą operację przeszedł gdy miał niespełna 6 miesięcy, nóżki musiały zostać połamane i złożone na nowo, nacinane były ścięgna, formowano stopę na nowo. W CZMP w Łodzi praktycznie mieszkał, do 2010 roku przeprowadzono u niego 18 operacji korygujących i mających na celu poprawę jego stanu. Gdy jedna noga była wydłużana aparatem Lizarowa, drug była ostrzykiwana żeby spowolnić wzrost. Myślał, że nie będzie musiał już tam wracać , niestety ciągle sącząca się rana i ból nie dawały za wygraną - pisze w zbiórce na zrzutka.pl (TUTAJ link).
Poznali się w marcu 2011 roku.
- Nigdy bym nie pomyślała że ten uśmiechnięty i pozytywnie nastawiony do życia facet tyle już przeszedł. W 2013 roku musiał przejść kolejną operację, ponieważ rana na śródstopiu ciągle się powiększała i sączyła, ból był coraz gorszy i doszedł stan zapalny. Tym razem w Szpitalu Klinicznym w Otwocku wstawiono mu płytkę ze śrubami i zrobiono drutowanie, które miało odciążyć ranę i pomóc w gojeniu. Usłyszeliśmy wtedy od lekarza, że " tutaj już nic więcej się nie zdziała, pozostaje ewentualnie amputacja".
A w 2016 roku w dużym palcu prawej stopy złamała się kość.
- W szpitalu dowiedzieliśmy się, że to początek martwicy kości i skóry, wtedy po raz drugi zasugerowano nam amputację, ale mąż nie chciał się poddać i walczył dalej. W 2024 roku gdy ból stawał się coraz bardziej dokuczliwy, rana coraz bardziej się powiększała, a stany zapalne były coraz częstsze, po licznych konsultacjach z lekarzami podjęliśmy temat: " co by było, gdyby..." Dyskusja trwała prawie rok, mąż nie chciał nawet myśleć o amputacji, no bo jak? Przecież to noga! Byle jaka , ale jest! Tyle lat walki na próżno?!
Pani Wioletta namówiła namówiła męża na jeszcze jedną konsultację.
- Tym razem młody lekarz, który podszedł bardzo rzeczowo do sprawy. Po kolejnych badaniach konkretnie nakreślił Marcinowi jego sytuację i co się z tym wiąże, podkreślił jak wysokie jest ryzyko sepsy, opowiedział o życiu ludzi po amputacji i przypomniał że "bez nogi" też można żyć i patrzeć jak dorastają jego synowie. Dostaliśmy skierowanie do Otwocka. Tam usłyszeliśmy, że mąż ma przewlekłe zapalenie kości z ubytkiem tkanek miękkich. Lekarz potwierdził, że amputacja to już nie jest opcja, ale konieczność. Marcin się w końcu zgodził , " będzie dobrze, musi być dobrze"- powiedział. Na operację mieliśmy czekać rok, albo dłużej. Po 4 miesiącach dostaliśmy telefon, ze mamy się zgłosić na oddział zapaleń kości na operację.
15 września .09.2025 roku przeprowadzono "amputację kończyny dolnej prawej na poziomie podudzia ".
- Bez powikłań, lekarze byli bardzo zadowoleni, rana ładnie się goiła, Marcin miał bardzo dobre podejście do sytuacji i po tygodniu został wypisany do domu. Dzisiaj jesteśmy na etapie "nauki chodzenia ", Marcin dostał protezę tymczasową, czekamy na rehabilitację i nadal się nie poddajemy. Gdyby tylko mógł to pewnie chciałby już biegać, ale jeszcze długa droga przed nim. Jedynym problemem dla nas pozostają finanse. Proteza potrzebna Marcinowi w powrocie do w miarę normalnej aktywności musi być przy mobilności na poziomie 3 lub 4 a to koszt około 40 000 zł , pozostają jeszcze koszty związane z dalszym leczeniem oraz przystosowaniem mieszkania do jego potrzeb. Zazwyczaj to my pomagaliśmy, wrzucaliśmy do przysłowiowej puszki, tym razem to my prosimy o pomoc.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze