Sprawą zachowania kierowcy dowożącego uczesnitków zajęć w Środowiskowym Domu Samopomocy w Gaju zajmuje się policja. A swoją kontrolę zakończyli już ludzie wojewody łódzkiego. Dobrze nie jest
Pracownicy Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego przyjechali do Gaju i najpierw sprawdzili dokumentację. Tu wszystko się zgadza, prowadzone jest zgodnie z przepisami. Potem rozmawiali z kierownikiem placówki i pracownikami. Jeśli chodzi o prowadzone zajęcia, wszystko jest w porządku. Jeśli chodzi o kierowcę, który uczestników tych zajęć pięć razy w tygodniu przywozi i odwozi do domów, już nie. Potwierdzili to sami podopieczni, któzy stwierdzili, że kierowca był wobec nich nieuprzejmy, niekulturalny, jedna osoba stwierdziła, że raz pracowała na nieruchomości należącej do kierowcy.
I w związku z tym kontrolujący zalecili, żeby kierowca się doszkolił. Z zasad posznowania godności innych. Na razie nie wiadomo czy i kiedy mężczyzna na taki kurs się uda.
Swoje postępowanie w tej sprawie prowadzi policja, ponieważ pracownicy ŚDS w Gaju skarżą się na kierowcę busa, anonimowo. Burmistrzowi, radnym i wojewodzie.
O co chodzi? Autorzy listu nie podpisali się, ale postawili kierowcy busa, który wozi podopiecznych od 10 lat, postawili mu bardzo konkretne zarzuty. Jakie? Kierowca busa, którym świadczy usługi transportowe, ma traktować go jako swoją własność. Ma też korzystać ze sprzętu do ćwiczeń znajdującego się w domu samopomocy, wchodzić do pracowni kulinarnej i częstować się obiadem, krytykować uczestników zajęć, pracowników i kierownictwo placówki, ingerować w to, co się w ŚDS dzieje. Poza tym odnosić się pogardliwie do tych, którzy nie chcą mu się podporządkować, i poniżać takie osoby. Krzyczeć i przeklinać.
Jednym z najpoważniejszych zarzutów jest ten o wykorzystywaniu zdrowych fizycznie, ale niepełnosprawnych umysłowo podopiecznych do prac budowlanych czy ogrodniczych, albo mycia busa, którego jest kierowcą. Miał także wykorzystywać uczestników zajęć do roznoszenia np. biuletynów wydawanych przez Urząd Miasta w Przedborzu.
Kolejny zarzut to pozostawianie uczestników w samochodzie, a w tym czasie kierowca miał załatwiać swoje prywatne sprawy, jak wizyta u fryzjera czy kolegi.
„Ten proceder trwa od 10 lat i zawsze były na niego przyzwolenie ze strony byłego burmistrza” - można przeczytać w piśmie.
Kiedy kilka tygodni temu pytaliśmy burmistrz Janosik co zamierza zrobić, stwierdziła, że na razie pismo przekazała prawnikowi.
- To jest anonim, ale tym zajmie się prawnik - usłyszeliśmy wtedy. - Nie można kogoś osądzać na podstawie anonimu. Jeśli ktoś uważa, że należy się zająć daną sprawą, to się podpisuje. Jeśli uważa, że dzieje się coś niewłaściwego, to powinien mieć odwagę się podpisać.
Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Radomsku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze