Trafiam na klatkę schodową. Nie da się przejść, zawalona gratami. Ze ścian odłazi farba. Pleśń i wilgoć. Następne pomieszczenie. Metalowy wieszak, biurko, tapczan. Przegnite zupełnie, jak wszystko tutaj. Patrzę z obawą na podłogę i nie wchodzę dalej. Trudno powiedzieć w jakim jest stanie. Na dworze pada deszcz, a właściwie tylko siąpi. Woda kapie z sufitu, mogę sobie tylko wyobrazić, co się tu dzieje podczas prawdziwej ulewy. - W takim stanie jest dziś Kinema. Obejrzeliśmy ją od środka
Tomasz Nowak, ton@radomszczanska.pl
Kinema zrosła się z miastem na stałe. Kiedyś, te ponad 100 lat temu, kina bywały wielką nowością. Dlatego szybko stawały się punktem odniesienia w topografii. Coś było koło kina, za kinem itd. Gdzie indziej to mijało, ale nie u nas. Tu jest to nadal ważny punkt miasta, odnośnik w topografii. Był 2011 lub 2012 r., spektakl Teatru Źródło o „Warszycu”. Zmarzłem wtedy strasznie, z samego wnętrza niewiele pamiętam. Wtedy byłem tam pierwszy raz. Będę potem jeszcze raz na chwilę, w czasach figloraju. No i teraz, bo chciałem to kultowe miejsce zobaczyć, poszukać śladów stuletniej historii. Takie ślad......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 88% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze