Reklama

Rutkowski. „Ofiara wasza daremną nie była - żołnierze ochotnicy z Radomska i okolic na frontach walk o granice Polski 1918-1921”

Odradzająca się w listopadzie 1918 roku Rzeczypospolita od samego zarania musiała zmagać się z konfliktami zbrojnymi o graniczne ziemie. Rozpad monarchii centralnych i rewolucja bolszewicka w Rosji carskiej otworzyły szanse na odrodzenie naszej państwowości, ale kształt granic zależał już wyłącznie od nas samych. W ten sposób myślały również inne narody, w tym naród ukraiński, który w zawierusze końca wojny upatrywał swojej szansy na budowę niepodległego państwa.

Kamil Rutkowski (Muzeum Regionalne im. Stanisława Sankowskiego w Radomsku

Ludność polska zamieszkująca teren Galicji Wschodniej bardzo szybko znalazła się w toku walk, gdyż już 1 listopada 1918 roku wybuchła wojna polsko-ukraińska o Galicję Wschodnią, której stolicą był Lwów, zamieszkany wówczas w większości przez Polaków. Konspiratorzy z Polskiej Organizacji Wojskowej, ochotnicy - zwykli mieszkańcy, w tym młodzież szkolna i akademicka, rozpoczęli obronę miasta przed wojskiem Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, której członkowie do niedawna byli jeszcze żołnierzami armii austro-węgierskiej. W niedługim czasie powstańców na Lwowszczyźnie wsparło Wojsko Polskie, w tym radomskowska kompania szturmowa pod komendą ppor. Władysława Adamczyka, licząca około 200 osób, która wyruszyła z Radomska 24 listopada 1918 roku. Ukraińcy wycofali się ze Lwowa 23 listopada, ale rozpoczęli jego oblężenie. Przez kilka tygodni trwały walki na froncie pomiędzy Przemyślem a Lwowem, głównie chodziło utrzymanie linii kolejowej łączącej miasto z resztą kraju. W toku zmagań ginęli pierwsi żołnierze ochotnicy z ziemi radomszczańskiej. Oblężenie Lwowa zakończyło się dopiero w maju 1919 r., gdy silne oddziały Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Józefa Hallera rozpoczęły natarcie na tym kierunku i spowodowały wycofanie wojsk ukraińskich. W odsieczy brał udział 27 pułk piechoty z  Częstochowy, w którym służyli radomszczanie.

Reklama

Przejęcie władzy na terenie byłego zaboru pruskiego również nie obyło się bez krwawych walk. Po kilku tygodniach okazało się jednak, że konflikty z Ukraińcami na granicy wschodniej i Niemcami na zachodzie były najmniejszym zagrożeniem w obliczu ekspansji państwa bolszewickiego. Dnia 14 lutego 1919 roku doszło do pierwszych potyczek pomiędzy polską armią a bolszewikami, którzy realizowali plan pod nazwą „Cel Wisła”. Rozpoczęła się wojna dwóch światów, starcie ideologii komunistycznej z obrońcami demokracji i chrześcijaństwa. Początkowe zwycięstwa Polski, która wiosną 1920 r. dotarła aż do Kijowa, mogły zmylić wiele osób co do potencjału militarnego Rosji bolszewickiej. Niestety była to „cisza przed burzą”, gdyż przywódcy bolszewików z Włodzimierzem Leninem na czele czekali i zbierali odpowiednie siły, by zalać Polskę swoim wojskiem i ustanowić tzw. rządy proletariatu, który szacunkowo przyniósł w Rosji 250 tys. ofiar czerwonego terroru, a następnie kilka milionów ludzi zmorzonych głodem, jaki zapanował na skutek przeobrażeń rewolucyjnych. Polska miała być jedynie przystankiem przed zajęciem Europy Zachodniej. W maju 1920 roku z wielką zaciętością na polską armię ruszyła ofensywa wojsk bolszewickich.

Polscy żołnierze pomimo swojej odwagi byli spychani w głąb Rzeczypospolitej, a kolejne miejscowości wpadały w ręce wroga. Rosjanie mieli znaczącą przewagę, a szeregi jej armii wzrastały z każdym dniem. Na przełomie czerwca i lipca sytuacja stała się na tyle niepokojąca, że Armia Polska pilnie potrzebowała nowych rekrutów, nie tylko tych powoływanych w ramach obowiązkowej służby. Dnia 3 lipca 1920 roku Rada Obrony Państwowej wydała do obywateli Rzeczypospolitej odezwę pt. Obywatele Rzeczypospolitej! Ojczyzna w potrzebie! Proszono w niej, aby wszyscy zdolni do noszenia broni, bądź służby w formacjach pomocniczych WP, zgłaszali się ochotniczo do obrony Ojczyzny w obliczu groźby zajęcia jej przez oddziały Armii Czerwonej. W miastach pojawiały się plakaty, pisały o tym gazety, a urzędnicy wojskowi na ulicach przemawiali do tłumu. Na wezwanie odpowiedziało ponad sto tysięcy osób, których w błyskawicznym tempie trzeba było przeszkolić przed wysłaniem na front. Wśród nich były osoby dojrzałe z doświadczeniem wojskowym wyniesionym z armii zaborczych i Legionów Polskich, Polskiej Organizacji Wojskowej.

Reklama

W Radomsku z początkiem lipca otwarto Biuro Werbunkowe Armii Ochotniczej, którego progi zaczęli szturmować radomszczanie. Wśród nich byli bracia Lucjan i Tadeusz Kwaśniewscy, którzy od 1916 roku brali udział w konspiracji w szeregach POW, mieli przeszkolenie wojskowe i stanowili z marszu materiał na gotowego żołnierza. Ten pierwszy, późniejszy burmistrz Radomska, napisał we wspomnieniach: „byłem tak niedobrym mężem, że żona dowiedziała się o tem już po fakcie, wywołało to łzy lęku, ale i dumę zarazem”.

Wśród ochotników radomszczan było dużo nauczycieli ze szkół powszechnych, którzy dali tym samym przykład młodzieży. Do ułanów zaciągnął się dziedzic majątku w Odrowążu Ignacy Malewski, który opisał te chwile następująco: „Matka moja ciężko rozchorowała się na serce. Obaj z ojcem truchleliśmy o jej życie. Czułem, że obowiązek nakazuje mi iść na front, ale brakło mi odwagi powiedzieć o tym Matce. Ona jednak przeczuła, co się dzieje w mojej duszy. Przywołała mnie do siebie i powiedziała „wiem, czego pragniesz i że musisz iść”. O jaki byłem jej wdzięczny”.

Reklama

Niestety duża część była nastoletnia i zupełnie nieprzygotowana do walki, a swe umiejętności podnosiła bezpośrednio w czasie działań wojennych. W relacjach ochotników pojawiały się historie o nauce obsługi karabinu w czasie kolejowej podróży na linię frontu!

Ochotnicy otrzymywali legitymację zaciągową i białoczerwoną kokardę narodową ze stemplem Generalnego bądź Okręgowego Inspektora Armii Ochotniczej (dziś powszechnie i niesłusznie nazywaną kotylionem). Do wojska wstępowały całe męskie roczniki z gimnazjów miast i miasteczek. Pod koniec czerwca w Gimnazjum prowadzonym przez Stanisława Niemca w Radomsku zebrała się młodzież trzech najstarszych klas i gremialnie postanowiła wstąpić do wojska. Nawet biorąc pod uwagę, że nie wszyscy odważyli się finalnie zapisać, grupa ta mogła liczyć około 50 osób w wieku 18 – 20 lat. Młodzież niesiona wzniosłymi słowami gen. Józefa Hallera, Głównego Inspektora Armii Ochotniczej, kładła swoje życie na szali, nie zastanawiając się niejednokrotnie na konsekwencjami swojej decyzji. Młoda Polska, wskrzeszona po przeszło 123 latach niewoli, prosiła o pomoc swoich najmłodszych synów. Dla wielu nie liczyło się nic więcej, oprócz wsparcia Armii Polskiej w walce z bolszewikami.

Reklama

Dnia 16 lipca ksiądz kanonik Franciszek Mirecki w kościele św. Lamberta odebrał od radomszczańskich ochotników rotę przysięgi wojskowej. Po ceremoniale miał powiedzieć: 

„Jesteście już żołnierzami. Niedługo krew przelewać będziecie za naszą, tak już krwią zbroczoną Polskę. O pierś Waszą rozbije się nawała bolszewizmu, bo Polska to przedmurze Chrześcijaństwa. Zazdroszczę Wam, że nie będąc o 18 lat młodszym, nie mogę pójść z wami i spłacić na polu chwały najpiękniejszego obowiązku Polaka, ale modlił się będę za Wasze zwycięstwo, Wasz szczęśliwy – jako zwycięzców – powrót do swych żon i rodzin”.

Reklama

Radomszczanie 18 lipca pojechali na front, by walczyć na przedpolach Warszawy, brać udział w walkach nad Niemnem, wyzwalać Polskie Kresy z bolszewickich rąk, by spychać wroga jak najdalej na wschodnie rubieże kształtującej się na oczach świata Polski. 

Zachowały się listy pisane przez gimnazjalistę Józefa Leona Majewskiego do swojej matki Pelagii, dzięki którym mamy naoczną relację ukazującą tragizm osób, które szybko porzuciły swoje młode i sielskie życie, by w ciągu kilku dni stać się polskimi żołnierzami oraz wziąć udział w ciężkich i krwawych walkach. Majewski dotarł do Warszawy wraz z kolegami 17 lipca 1920 roku, gdzie skierowano ich na 10-dniowy kurs przeszkalający. Początki pobyty w armii, przeszkolenie, wojskowy dryl mogły jawić się w młodych umysłach jako ciekawa przygoda, jednak szybko zostały zastąpione niepewnością i strachem przed wejściem na front. W tym czasie sytuacja I Armii WP na froncie litewsko-białoruskim ciągle się pogarszała, a bolszewicy parli za zachód w szybkim pochodzie. By wspomóc walczących żołnierzy wysłano 4 ochotnicze półki piechoty, w tym 201 Ochotniczy Pułk Piechoty, w którym znalazł się Józef Majewski i jego koledzy. 27 lipca, czyli zaledwie 10 dni po zaciągnięciu się, byli już na froncie litewsko-białoruskim pod Surażem, gdzie bolszewicy chcieli przełamać linię obrony nad Narwią. Oddział wszedł w sam wir walk i po krótkim czasie musiał wycofać się pod Pietkowo, gdzie stoczył potyczkę w Rosjanami. 1 sierpnia Józef Majewski został ranny w toku krwawych walk, lecz dzięki pomocy kolegów z Radomska udało mu się wydostać z okrążenia. Następnie przez kilka tygodni przebywał w szpitalu w Wolsztynie, gdzie odbył rehabilitację, z wojska wrócił w październiku 1920 roku, gdy podpisano zawieszenie broni, a bolszewicy cofnęli się poza granice II Rzeczypospolitej. Z wojny nie wróciło około 20 jego kolegów ze szkolnej ławki. Po powrocie kontynuował naukę w swojej starej szkoły, którą zakończył zdaniem matury w 1924 roku. Oto fragmenty jego listów:

Reklama

Warszawa dnia 19 VII 1920 r.

Kochana Mamusiu

Do Warszawy przyjechaliśmy choć niewygodnie, ale szczęśliwie. Przyjechawszy na miejsce spotkaliśmy się z licznymi drużynami harcerskimi, a potem wszyscy na plac Saski na przegląd harcerzy przez gen. J. Hallera, a potem do koszar. W niedzielę odbyło się w Warszawie tzw. „Święto ochotników”. W szeregach poszliśmy na mszę do soboru rosyjskiego, a potem na defiladę przed gen. J. Hallerem. Kompania w której jestem dostała szczególną pochwałę przez pułkownika za dobry marsz przy defiladzie. Idąc ulicami publiczność, a było ich tysiące, stojąc po obu stronach rzucała w nas kwiatami, proklamacjami, witali na okrzykami: : „Niech Żyją”, „Cześć bohaterom”, itp. Entuzjazm w Warszawie wielki, na chodnikach, na stopniach sklepów, na murach domów, na tramwajach, wszędzie widać napisy „Na front”.

Reklama

Codziennie o godz. 4.30 pobudka na wstawaj, 5.30 ćwiczenia – potem obiad dość dobry, potem ćwiczenia, kolacja i spać. W czwartek z Radomska wyjeżdżać będą harcerze do Warszawy, jak Mamusia uważa, to niech przyślę, tylko nie chleba, bo mam za dużo. Całuję Mamusię, Jadwisię i Marysię.

[Suraż nad Narwią] 30 VII 1920 r.

Kochana Mamusiu

Już od trzech dni stoimy na froncie Litewsko-Białoruskim. Wczoraj mieliśmy pierwszy chrzest. Jesteśmy tutaj wszyscy z Radomska. Edek Nowakowski gdzieś zaginął, nie ma o nim żadnej wieści. Przez dwa dni nic nie jedliśmy dlatego, że nie można było do nas dowieźć. Dopiero dzisiaj fasowaliśmy chleb. Nie mogę dużo pisać, bo co chwila alarm. Co tam Jerzy pisał? Ja od niego nic nie miałem, a to może dlatego, że jest zmieniony numer naszej kompanii i pułku.

Reklama

Całuję rączki Mamusi, Jadwisię i Marysię – kochający Leon.

P.S. Do jedzenia nie ma nic i kupić nie ma gdzie.

Łódź, dnia 4 VIII 1920 r.

Kochana Mamusiu

W ostatniej bitwie pod Raciborami zostałem ranny nie ciężko i nie lekko w prawą rękę powyżej łokcia. Niech Mamusia wiele nie rozpacza, bo nie ma nad czym. Dobrze, że ja w ogóle i tak cały wyszedłem. Z Radomska zdrowi to tylko wyszli Nowakowski, Lisowski, Nalewajko, Mazur, Szubert no i ja ranny. Ze wszystkich stron byliśmy okrążeni przez bolszewików. Co się stało z resztą naszych nie wiadomo. Prawdopodobnie zabici albo wzięci do niewoli. Piszę z Łodzi, bo jedziemy z frontu do Poznania do szpitala. Później dokładnie wszystko opiszę.

Reklama

Leon

Wolsztyn, dnia 22 VIII 1920 r.

Od listopada 1918 roku, gdy wybuchły walki o Lwów, poprzez zwycięską Bitwę Warszawską, która rozegrała się w połowie sierpnia 1920 r., aż do 5 lipca 1921 roku, gdy zakończyło się III powstanie śląskie, na polach bitewnych poległa bądź odniosła śmiertelne rany co najmniej setka mieszkańców powiatu radomszczańskiego. Jednym los sprzyjał na tyle, że walczyli od grudnia 1918 do jesieni 1920 roku i wracali z wojny bez szwanku. Innych kule i pociski artyleryjskie dosięgały tuż po rozpoczęciu. walk. Do tych pierwszych zaliczał się Stanisław Lesiakowski z Dmenina, który jako ochotnik został wcielony w grudniu 1918 roku do 11 Pułku Ułanów Legionowych. Najpewniej wcześniej znajdował się w jednym z plutonów szwadronu radomszczańskiego, uformowanego przez byłych legionistów, który jeszcze w listopadzie wyruszył z Radomska na pomoc walczącemu Lwowowi, a później został włączony właśnie do 11 Pułku. Brał udział w wojnie z Ukrainą w okolicach Przemyśla, następnie od wiosny 1920 roku walczył z bolszewikami pod Wilnem, nad Wieprzem oraz pod Mikołajowem. Wraz z kolejnymi miesiącami dostawał awanse na starszego ułana, kaprala, a służbę kończył jako plutonowy. Za wkład w obronę ojczyzny został odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy, Krzyżem Walecznych oraz Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918-1921. Wrócił szczęśliwie do domu. Podobny los spotkał Lucjana Kwaśniewskiego, który został skierowany do Brygady Syberyskiej i walczył nad Wkrą, pod Zawadami i Pułtuskiem.

Reklama

W czasie tej ostatniej bitwy został ranny 17 sierpnia w rękę, i choć początkowo groziła mu amputacja, doszedł po kilku tygodniach do zdrowia. Badania nad tym odcinkiem historii Radomska są stosunkowo młode i ciągle trwają. Oblicza się, że w wojnach 1918-1921 roku wzięło udział co najmniej 600 osób związanych z ziemią radomszczańską, ale lista nie jest zamknięta i z czasem będą dochodzić do niej kolejne nazwiska. Nie będzie zaskoczeniem, jeśli faktyczna liczba ochotników z Radomska okaże się dwukrotnie większa.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości