Reklama

Kacper Guziak, uczeń II LO: Nie jestem szkolnym kujonem. A łaciny zacząłem się uczyć z nudów [Rozmowa]

Kacper Guziak, uczeń II klasy w II Liceum Ogólnokształcącym, właśnie został finalistą dwóch olimpiad językowych - z polskiego i łaciny. Jeśli myśleliście, że jest kujonem, któremu zależy na czerwonym pasku, to bardzo się mylicie.

- Wiem, że rozmawiał pan z Kacprem. Jak go znam był wyjątkowo oszczędny - odezwała się do nas mama Kacpra, pani Milena. Chwilę po tym, jak skończyliśmy rozmawiać z licealistą. I wylicza konkursy, które do tej pory wygrał jej syn, a lista jest naprawdę imponująca. - Odkąd skończył szkołę podstawową uczy się francuskiego i angielskiego. Usiadł, napisał, wysłał i wygrał międzynarodowy konkurs.  A w historii siedzi od zawsze. Miał 4,5 roku jak został specjalistą od katastrofy w Czarnobylu - wylicza dumna mama. Ii dodaje, trochę żartując: - Chyba wystarczy.... Choć matka, może w nieskończoność.

GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Muszę zacząć od tego pytania, bo to fascynujące. Dlaczego akurat łacina?

Reklama

KACPER GUZIAK: - Nawet ja tego nie wiem (śmiech)

Martwy język, którego nawet studenci unikają jak ognia.

- W trakcie mojej nauki dowiedziałem się, że wcale nie taki martwy. A odpowiadając na pytanie, opowiem  tę samą historię, którą opowiadam za każdym razem. Po prostu nudziło mi się w trakcie pierwszej  kwarantanny.

I wtedy przyszła ci do głowy łacina?

- Tak właśnie było.

To, że przyszła rozumiem, ale żeby się za nią wziąć, musiałeś zacząć szukać w sieci, bo w domu  podręcznika chyba nie masz?

- Na początku szukałem w Internecie, a potem zamówiłem podręczniki dla samouków. Nawet nie były drogie.

Reklama

Odebrałeś paczkę, położyłeś książki na biurku i zacząłeś się uczyć tych wszystkich łacińskich deklinacji i koniugacji?

- Tak, po kolei.

I teraz w domu mówisz do rodziców po łacinie? Przepraszam, ale staram się dociec: po co?

- Sam nie wiem, tak wyszło. I okazało się, że to była całkiem ciekawa, nawet fajna i przyjemna nauka. To jest, wbrew pozorom, całkiem prosty język. Dla nas, Polaków, powinien być prosty, bo ma podobną gramatykę.

A jak skończyła się kwarantanna i wróciłeś do szkoły, mówiłeś po łacinie do kolegów? Czy wystarczyła ci przyjemność z faktu, że mówisz w języku Rzymian.

Reklama

- Wystarczyła mi satysfakcja i przyjemność. A 30 sierpnia, chwilę przed rozpoczęciem roku szkolnego,  postanowiłem sprawdzić, jakie są olimpiady. I znalazłem tę z łaciny. Pomyślałem, że spróbuję. Było przy tym trochę zamieszania i śmiechu, bo chyba od ponad 20 lat nie ma w Radomsku aktywnego nauczyciela łaciny, w powiecie też. W olimpiadzie przedmiotowej trzeba mieć opiekuna, który uczy tego przedmiotu. W tej z polskiego problemu nie ma, a w regulaminie tej z łaciny problemy przewidziano i nie ma tak  sztywnych zasad. Rolę mojego opiekuna przejął mój wychowawca. Trochę też dyrektor szkoły. Oni  oczywiście w nauce mi nie pomagali.

To oczywiste, chyba nie znają łaciny, nie mogliby cię przepytać.

Reklama

- No tak.

Coś cię zaskoczyło w tej olimpiadzie?

- To był mój pierwszy konkurs tego typu w liceum, ale formuła jest podobna od szkoły podstawowej.  Niespodzianek nie było.

Jesteś finalistą, na maturze rozszerzonej z łaciny zostanie ci wpisane 100 procent. W jaki sposób  skorzystasz z tego sukcesu?

- To moje 100-procentowe rozszerzenie, które przyda się przy rekrutacji na studia. 

Olimpiada z języka polskiego to efekt nudy w kolejną kwarantannę?

- Nie, to już zamierzony udział i praca z moją polonistką. 

Reklama

Ile trzeba się uczyć, jaką pracę wykonać, żeby dotrzeć do finału?

- Wydaje mi się, że na olimpiadę z polskiego nie da się nauczyć wszystkiego. Oczywiście, że trzeba jak  najwięcej, ale wszystkich książek nikt nie przeczyta, nikt nie pozna całej światowej literatury. To trochę jak  z maturą, trzeba się wstrzelić w tematy. Jest w tym element szczęścia.

Mówi się, że szczęście sprzyja lepszym. A co ten lepszy licealista finalista Kacper zamierza za dwa lata?  Myślałeś już o kierunku studiów?

- Myślę o prawie.

Reklama

Do tego czasu planujesz dotrzeć do finałów olimpiad z konkretnych przedmiotów, żeby ułatwić sobie  maturę i dostanie się na ten kierunek? Co by się przydało? 

- Myślę o czymś, ale nie zdradzam, to będzie niespodzianka. 

Jesteś typem szkolnego kujona?

- Nie, zdecydowanie nie. Już mówię dlaczego. Moja obecna średnia to 4,5, czyli daleko do czerwonego  paska. Nie potrafię, nie lubię i nie chcę się uczyć tego, co mnie nie interesuje. 

Rozumiem, że w szkole w Finlandii byłbyś szczęśliwy, bo tam wybierałbyś sobie przedmioty.

Reklama

- Byłaby chyba dla mnie idealna. 

A w polskiej szkole musisz się uczyć tego, co napisano w programie nauczania.

- Muszę, ale nie muszę być w tym najlepszy i nie muszę się do tego szczególnie przykładać. Nie mam  ambicji prymusa.

Zostawmy naukę. Co poza nią? Co cię fascynuje?

- Muzyka.

Ogólnie czy konkretna?

- Przede wszystkim muzyka klasyczna i rock.

Słuchasz czy grasz?

- Jedno i drugie. Gram na fortepianie, jestem w szkole muzycznej I stopnia, za chwilę będę próbował przejść do szkoły II stopnia.

Muzyk, wolna dusza, która nie daje sobie niczego narzucić i prawo? To się nie kłóci? Twarde ławy i twarde paragrafy na sali sądowej? Gdzie tu miejsce na wolność?

Reklama

- Prawo jest przecież fascynujące. Oczywiście nie w roli notariusza, bo przy księgach wieczystych można się załamać. I nie prawo cywilne, bo na przykład rozwody są w gruncie rzeczy męczące. Za to prawo karne… Jest wspaniałe. To co dzieje się na sądowych salach bywa naprawdę ekscytujące.

Rozmawiał Janusz Kucharski

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości