Życiorys miała trudny, nie do pozazdroszczenia, pełen cierpień. Zwierzała się obcym, pisała listy do dziennikarzy. Ze swoimi, z sąsiadami, mieszkańcami Radomska rozmawiać nie umiała. Piiiiijawy, Piiiiijawy! To był jej znak rozpoznawczy, tak zachwalała swój towar na rynku. I jeszcze nagrobek na Nowym Cmentarzu. To dzięki niemu w Radomsku pamięta się Walerię Zjawioną
Tomasz Nowak, ton@radomszczanska.pl
Sierpień ubiegłego roku. W Galerii Klimaty w Mięćmierzu podczas festiwalu „Dwa Brzegi” ktoś słucha historii Walerii. Mówi, że obok nas są zwykli, niewykształceni ludzie, ale pełni mądrości, pełni przeżyć. I pyta, ile razy koło takich osób przechodzimy?
Tak właśnie było w Radomsku z Walerią. Znało ją całe miasto, ci starsi pamiętają do dziś. Ale nikt z nią nie rozmawiał, nie wysłuchał. Pewnie nie dlatego, że nie chciał, bardziej to ona nie chciała miejscowym mówić. Otwierała się przed obcymi.
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 96% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze