Reklama

[FILM] Sokolnik z Bełchatowa znów płoszy gawrony. Na chwilę

Krzysztof Domański, sokolnik z Bełchatowa, wrócił ze swoimi ptakami do miasta. Na pięć dni. W styczniu powiedział Gazecie: wypłoszę wam ptaki, ale tylko na chwilę.

Gawrony zamieszkujące park Świętojański brudzą parkowe alejki i ławki. Urząd Miasta zamówił po raz drugi usługi sokolnika, który wraz ze swoimi drapieżnymi ptakami ma się pozbyć tego problemu. Miasto płaci za pięciodniowe płoszenie 5.900 zł, ale i pan Krzysztof i inni sokolnicy mówią, że to nic nie da. Aby płoszenie było skuteczne musi potrwać kilka miesięcy i być powtarzane przez kilka sezonów.

Reklama

Płoszenie ptactwa w Parku Świętojańskim jest konieczne m.in. ze względów fitosanitarnych, a metoda sokolnicza jest najbardziej naturalną i bezpieczną - można przeczytać na stronie internetowej urzędu. - Znaczne zanieczyszczenie ptasimi odchodami, uniemożliwiające wypoczynek, zgłaszają też osoby odwiedzające park np. z małymi dziećmi. Akcja z sokołami ma sprawić, że zrewaloryzowany park stanie się miejscem spotkań radomszczan, terenem rekreacyjnym, miejscem zabawy dla dzieci.

Jest też informacja o tym, że sokolnictwo jest wpisane na listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO i jest najmniej inwazyjną, najbardziej naturalną metodą odstraszania ptactwa, min. w parkach czy lotniskach, a władze Radomska, podobnie jak to się dzieje w innych miastach w Polsce, zleciły rozwiązanie problemu licencjonowanemu sokolnikowi z wieloletnim stażem.

Reklama

Kiedy pan Krzysztof pojawił się tu po raz pierwszy radny PiS Szymon Zyberyng zamieścił na swoim profilu zdjęcia ptaków w parku. I rozpętała się medialna burza, miasto było tematem w ogólnopolskich telewizjach - w Radomsku męczy się ptaki. Potem okazało się, że ptaki są przyzwyczajone do takiego traktowania i nie cierpią.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości