Reklama

Czytelniczka: Chciałam zapisać się do lekarza. Usłyszałam, że mogę, ale za tydzień. Naprawdę?

Radomszczanka poczuła się gorzej, poprosiła więc męża, by ten zadzwonił do jednej z radomszczańskich przychodni, gdzie oboje złożyli deklaracje. - Nie spodziewałam się, że na wizytę u lekarza pierwszego kontaktu będę musiała czekać aż siedem dni!

Nasza Czytelniczka mówi, że nie korzysta z takich porad często, w ostatnich latach, właśnie ze względu na stan zdrowia, zdecydowanie mniej wychodzi z domu, jeśli już, to tylko wtedy, kiedy to jest konieczne.

- Ostatnio poczułam się gorzej. Nie jest to stan zagrażający życiu, ale dzieje się coś niepokojącego. Coś, co trzeba po prostu sprawdzić, zdiagnozować i zacząć leczyć. Coś, co nadaje się właśnie na konsultacje w gabinecie lekarskich w przychodni. Żadna fanaberia.

Kobieta poprosiła męża, bo sama ma problemy ze słuchem, by ten wykręcił numer i umówił jej wizytę. 

Reklama

- Myślałam, że to będzie na drugi dzień. To chyba raczej nic dziwnego, przez lata nie było problemu, żeby dostać się do swojego lekarza tzw. pierwszego kontaktu. Wszędzie mówią, że zanim do specjalisty, to najpierw z nim, zresztą to w przychodni wystawiają skierowania. Mąż zadzwonić i usłyszał, że tak, jak najbardziej, ale za tydzień, za siedem dni konkretnie. Nie powiem, trudno zachować spokój w takiej sytuacji.

Czytelniczka komentuje, że czasy teraz takie, że w przychodniach chcieliby chyba wszystko teleporadami załatwić. A przecież ona cały czas płaci składki do NFZ. I rzadko z nich korzysta, a kiedy okazało się, że jest taka potrzeba, to każe się jej czekać.

Reklama

- Nie rozumiem dlaczego. Na jakiej podstawie? O co tu chodzi? - pyta. - Bo jeśli to jakieś oszczędności, to na zdrowiu, a może i życiu pacjentów. Gazowni w Radomsku nie ma już dawno, biletu na dworcu PKP też się nie kupi, a teraz do lekarza nie można się dostać? Dokąd zmierza to miasto? Seniorzy nie muszą wszystkiego załatwiać w Internecie, przez komórkę. Zresztą, nie sądzę, żeby lekarz wyleczył mnie w ten właśnie sposób - nie kryje irytacji.

Pytamy właściciela przychodni, prywatnej, ale świadczącej usługi medyczne dla pacjentów na podstawie kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Trochę się denerwuje, że pacjentka zadzwoniła do Gazety zamiast przyjść do niego.

Reklama

Wyjaśnia, że zgodnie z przepisami wizyta u lekarza może zostać wyznaczona właśnie w takim terminie, do siedmiu dni. Oczywiście jeśli jest potrzeba, żeby pacjent pojawił się gabinecie jak najszybciej, to zostanie tak właśnie zapisany. W jego przychodni z terminami nie ma problemu, zapewnia.

I jeszcze raz zaprasza pacjentkę do siebie, na pewno ten konkretny przypadek da się wyjaśnić i załatwić.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo radomszczanska.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości