GAZETA RADOMSZCZAŃSKA: Czym się różni stylista od fryzjera?
KAROLINA BERA: Stylista dobiera fryzurę do twarzy. To nie tylko uczesanie, strzyżenie czy koloryzacja. Ważna jest tęczówka, kolor ciała, styl życia, bycia, ubierania się, praca. Dopiero mając taką wiedzę, można dobrze dobrać fryzurę.
Pracuje pani w Radomsku?
Mieszkam w Radomsku, ale pracuję wszędzie tam, gdzie jest zlecenie. Robię to od 15 lat. To jest jak z powołaniem: zawsze chciałam to robić.
Jako kilkulatek marzyła pani, by być fryzjerką?

Właśnie tak. Z tym się trzeba urodzić. Skończyłam trzy szkoły. Od początku wiedziałam, co chcę robić, ale to były czasy, gdy ciężko było znaleźć odpowiednie praktyki w Radomsku. Pochodzę z Dobryszyc, tam najpierw skończyłam szkołę zawodową, żeby mieć jakikolwiek zawód. Apetyt rósł w miarę jedzenia, odnosiłam mniejsze lub większe sukcesy, olimpiady na szczeblu wojewódzkim, więc chciałam kontynuować naukę i poszłam do technikum do Piotrkowa. Mieszkałam w internacie i doskonaliłam się sama. Dziś mamy internet, wszystko można zobaczyć, wtedy było o wiele trudniej. Żeby nauczyć się fryzjerstwa, trzeba było je podpatrzeć. Więc podpatrywałam. Potem skończyłam jeszcze studium fryzjerskie.
Można się tego zawodu nauczyć w szkole?
Ja uczyłam się podpatrując innych. Na przykład w Loreal, Ważne są szkolenia. Wyjazdy, pokazy fryzjerskie. Oczywiście wszystko finansowane na własną rękę. Trzeba się wciąż uczyć. Jeździłam na targi PolFryz do Poznania, odbywają się raz w roku. Mnóstwo pokazów, stoisk, ludzi. W ciągu dwóch dni można przyswoić więcej wiedzy, niż przez rok na szkolnych praktykach. Strzyżenie, farbowanie, rozjaśnianie, wszystko na żywo, od świetnych specjalistów.
Laik spyta: ale co może być trudnego we fryzjerstwie?
Najtrudniej połączyć teorię z praktyką. W szkole uczą podstaw i teorii, a praktyka jest zupełnie inna. No i trzeba mieć wizję. Nie każdy to ma. I tym się według mnie najbardziej różni fryzjer od stylisty. Fryzjer robi tak, jak oczekuje klient, realizuje jego zamówienie. Skracamy o 10 centymetrów, kolor robimy taki i taki. Stylista nie zrobi tego, z czym przyszedł klient, ale dobierze fryzurę sam. Taką, w której klientowi będzie dobrze i w której będzie się dobrze czuł.
Nie ma pani lokalu, do którego zaglądają klienci?
Nie, moja praca nie na tym polega. Pracuję na kontraktach. Tam, gdzie mnie ktoś potrzebuję. Czy to sesja zdjęciowa, czy impreza w teatrze – dostaję zlecenie i je realizuję.
Co robiła pani w teatrze?
W Teatrze Wielkim w Łodzi przygotowywałam aktorów do sztuki i raz przez galą czesałam Marysię Sadowską. Współpracuję z łódzką firmą Cameleo, produkującą kosmetyki do stylizacji, koloryzacji i obróbki włosów. Współpracuję też z Delia Cosmetics, która produkuje podkłady, cienie i wszystko do makijażu. To są czasami bardzo szybie zlecenia. Wyjeżdżam z Radomska i nie wiem, do kogo jadę, co będę robić, dowiaduję się w drodze. Mam walizkę wypełnioną kosmetykami i narzędziami. Tak pracuję. Wiele usług zamawiają fotografowie, robiący sesje dla katalogów i kalendarzy. Do tego oczywiście dochodzą imprezy.
Największe impreza, przy której pani pracowała?
Jak na razie to Miss Polonia 2017 i 2018.
Chodzi o samą galę?
O wszystko, co jest związane z wyborami Miss Polonia. Po pierwszych eliminacjach wojewódzkich, gdy zostaje 20 dziewczyn, powstaje katalog modowy. Ma swój motyw przewodni. Wtedy jest sesja zdjęciowa, przy której pracuje trzech, czterech stylistów. Dwa tygodnie przed wyborami jest konferencja prasowa, do której trzeba przygotować finalistki i inne osoby uczestniczące. Potem jest sam finał czyli gala. Zajeżdżamy na godzinę 13, z własnym sprzętem, mamy już przygotowane miejsce pracy. Stylistów jest czworo, plus cztery dziewczyny od makijażu. Po próbach przed galą zjawiają się dziewczyny, wtedy jest nawał pracy, wszystko robimy równocześnie i o godz. 20 zaczyna się finał. Kończymy i idziemy na backstage. Tam reagujemy i pomagamy w ramach potrzeb.
Są na takich imprezach wpadki? Na przykład komuś się rozwali fryzura i trzeba ją w minutę naprawić?
To za duży profesjonalizm, by pozwolić sobie na coś takiego.
Znów z perspektywa laika: dzieli włosy na grube, cienkie, proste i kręcone. Coś pominąłem?
KAROLINA BERA: Jeszcze mniej zniszczone i bardziej zniszczone. Oraz sztuczne i naturalne.

We fryzurach są mody?
Oczywiście.
Jaka będzie w 2019 r.?
Grzywki, grzywki, jeszcze raz grzywki. Fryzury dobiera się do osoby, ale moda to moda.
Kto kreuje mody w stylizacji włosów?
Gwiazdy. Te największego formatu. To jest cały przemysł.
Jaki jest szczyt kariery dla stylisty? Uczesanie Lady Gagi?
Oj tak. Ale moje zamierzenia zawodowe ziściły się w 100 procentach. Co sobie wymarzyłam, to osiągnęłam. Oglądając programy w telewizji, koncerty czy gale, zawsze się zastanawiałam, kto czesze pojawiających się tam ludzi i co trzeba robić, żeby znaleźć się na backstage. Czy mieć więcej szczęścia, znajomości czy umiejętności.
I czego trzeba najwięcej?
Wszystkiego po trochu. No i oczywiście niezbędny jest talent.
Marzenia się ziściły, ale jakieś jeszcze na pewno pani ma?
Mam takie marzenie, by otworzyć własną linię produkcyjną kosmetyków do włosów. Chciałaby się zajmować pielęgnacją. Widzę, jak w dobie suszarek, lokówek, prostownic, dziewczyny mają zniszczone włosy i wiem, że to wymaga pomocy. W Polsce są kobiety, które dbają o włosy, ale większość, niestety, pamięta o twarzy i paznokciach, ale na włosy zwraca mniejsza uwagę.
Jak Polki pod tym kątem wypadają na tle innych nacji?
Na przykład Niemki nie przykładają do tego wielkiej wagi. Tak standard Angeli Merkel. W kategorii włosów Polski wypadają lepiej.
Wasze środowisko jest małe? Znacie się?
Tak. Może nie wszyscy ze wszystkimi, ale wiemy o sobie. To nie jest wielka grupa.
Gdzie jest największy prestiż: to praca przy programach telewizyjny, może galach na żywo?
To zależy od indywidualnego podejścia. Dla jednego sukcesem może być czesanie prezydenta miasta, dla kogoś innego gwiazdy przez koncertem, a jeszcze dla kogoś praca przy Top Model. Albo skała praca z gwiazdą na wyłączność.
Stylizacje są wiele droższe, niż normalne usługi fryzjerskie?
Są droższe, ale wszystko zależy od zakresu prac. Bo stylizacja to nie zawsze farbowanie strzyżenie i układanie włosów. Czasami zmiana grzywki całkowicie zmienia wygląd. Widełki są szerokie.
Czyli da się robić coś fajnego mieszkając w Radomsku?
Jak najbardziej. Ja myślę, że tu wszystko zależy od mentalności. Lubimy narzekać, choć nie zawsze mamy powody. A często wcale nie mamy. Może źle to zabrzmi, ale ja nie jestem lokalna patriotką. Mogłabym spakować się w 10 sekund i przeprowadzić, jeśli rodzina moja by tak zdecydowała. Bo moim domem jest moja rodzina. Ale dobrze jest w Radomsku. Jak ktoś chce działać, to będzie działał.
(rozmowa opublikowana w Gazecie Radomszczańskiej w grudniu 2018 r.)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze